Sprawa zaczęła się od skargi sąsiadów. Napisali w niej, że kamer jest kilkanaście. Rejestrują one zarówno obraz, jak i dźwięk przez 24 godziny na dobę. Mieszkańcy podkreślili, że czują się nękani przez właściciela posesji i mają poczucie naruszania ich prywatności. W skardze zwrócili też uwagę, że jedna z kamer była skierowana w stronę okna toalety w sąsiednim budynku - czytamy w "Rz".
Prezes UODO uznał, że w tym przypadku nie działa tzw. wyjątek domowy w przepisach o RODO, czyli wyłączenie dla czynności o czysto osobistym lub domowym charakterze. Organ powołał się przy tym na wyrok TSUE z 11 grudnia 2014 r., który wskazuje na wąską interpretację tego wyjątku.
Szkieletowy czy murowany? Daria wybudowała dom za 466tys. w 3 miesiące
Pierwsza decyzja UODO zapadła w październiku 2025 r. Właściciel monitoringu dostał siedem dni na usunięcie kamer albo zmianę ich usytuowania tak, by obejmowały wyłącznie jego teren. Nie zaskarżył decyzji do sądu, więc stała się prawomocna, a mimo upomnienia nie została wykonana.
W efekcie UODO wszczął kolejne postępowanie, tym razem dotyczące kary pieniężnej za niewykonanie nakazu. Urząd podkreślał, że brak reakcji oznacza dalsze bezprawne przetwarzanie danych osób trzecich, a w komunikacie wskazał m.in.: "Powoduje to u nich poczucie ciągłej obserwacji i nadzorowania ich życia prywatnego".
UODO przypomina, że kara za nieprzestrzeganie nakazu może wynieść maksymalnie 20 mln euro. W opisywanej sprawie sankcja wyniosła 26 711 zł. Montaż kamer na posesji jest legalny, ale monitoring powinien być ograniczony do własnego terenu.
źródło: "Rzeczpospolita"