Więcej miejsc na medycynie. Lekarzy przybędzie, ale jest haczyk

Ministerstwo Zdrowia ponownie zwiększa limity przyjęć na kierunki lekarskie i lekarsko-dentystyczne. Eksperci oceniają, że to krok w dobrym kierunku, ale podkreślają, że bez zmian w systemie specjalizacji, organizacji pracy i warunkach zatrudnienia nie przełoży się on na poprawę dostępności lekarzy dla pacjentów - opisuje next.gazeta.pl.

Więcej miejsc na medycynie. Lekarzy przybędzie, ale jest haczykWięcej miejsc na medycynie. Lekarzy przybędzie, ale jest haczyk
Źródło zdjęć: © Getty Images | natalia gdovskaia
Magda Żugier

W roku akademickim 2026/2027 uczelnie medyczne będą mogły przyjąć 10 tys. 705 studentów na kierunek lekarski oraz 1,5 tys. osób na kierunek lekarsko-dentystyczny. Łącznie przyszłych lekarzy i dentystów będzie kształcić 39 uczelni.

To kolejny wzrost limitów. W poprzedniej rekrutacji przyjęto 10 tys. 504 studentów kierunku lekarskiego i 1441 osób na kierunku lekarsko-dentystycznym. Oznacza to zwiększenie limitów odpowiednio o 1,91 proc. i 4,4 proc.

Ministerstwo Zdrowia przekonuje, że większa liczba absolwentów pozwoli uzupełnić niedobory kadrowe wynikające m.in. z luki pokoleniowej. Eksperci podkreślają jednak, że samo zwiększenie liczby studentów nie rozwiąże problemów ochrony zdrowia.

Zwiększanie liczby studentów medycyny stanowi oczywiście pewne rozwiązanie. Dane pokazują, że te statystyki już teraz wyglądają całkiem dobrze i choć warto dbać o jak najwyższą dostępność kadr, to kluczowym wyzwaniem pozostaje ich późniejsze kształcenie. Warunki pracy w publicznym systemie muszą zostać ukształtowane tak, aby specjaliści trafiali dokładnie tam, gdzie są najbardziej potrzebni – mówi portalowi next.gazeta.pl dr n. med. Tomasz Imiela.

Podobnego zdania jest dr hab. n. o zdrowiu, prof. UM Monika Burzyńska. Jak zaznacza, zwiększenie liczby miejsc na studiach jest potrzebne, ale efekty będą widoczne dopiero za kilka lub kilkanaście lat. Jej zdaniem wzrostowi liczby studentów powinny towarzyszyć inwestycje w bazę kliniczną, kadrę dydaktyczną oraz finansowanie procesu kształcenia.

Minister o "elektrycznych potworach". "Przepisy są gotowe, będą kary"

Problemem są specjalizacje i sektor publiczny

Według danych Naczelnej Izby Lekarskiej aktywnych zawodowo jest 141,5 tys. lekarzy, co daje 4,2 lekarza na 1000 mieszkańców. To nieco więcej od średniej europejskiej wynoszącej 4,04.

Zdaniem Tomasza Imieli wyzwaniem nie jest już sama liczba lekarzy, lecz wybierane przez nich specjalizacje oraz miejsce wykonywania zawodu. Jak wskazuje, wielu specjalistów decyduje się na pracę głównie w sektorze prywatnym, przez co w publicznej ochronie zdrowia nadal występują wielomiesięczne kolejki.

Ekspert proponuje większe ukierunkowanie systemu rezydentur na specjalizacje deficytowe. Podobne rozwiązanie wskazuje Monika Burzyńska, która postuluje zwiększenie liczby miejsc rezydenckich w najbardziej potrzebnych specjalnościach, zachęty finansowe do pracy w regionach z największymi brakami kadrowymi oraz rozwój nowoczesnych ośrodków szkoleniowych.

Największy problem może dotyczyć pielęgniarek

Zdaniem Tomasza Imieli jeszcze większym wyzwaniem niż liczba lekarzy pozostaje sytuacja kadrowa w pielęgniarstwie.

Priorytetem powinno być pozyskiwanie jak największej liczby studentów pielęgniarstwa. Z perspektywy potrzeb całego systemu to właśnie deficyt w tej grupie zawodowej jest znacznie poważniejszy niż w przypadku kadry lekarskiej – ocenia.

Ekspert ostrzega również, że planowane przez Ministerstwo Zdrowia ograniczenie wzrostu wynagrodzeń może szczególnie mocno dotknąć personel pielęgniarski i zniechęcić młodych ludzi do wyboru tego zawodu.

Na rosnące zainteresowanie studiami medycznymi wskazują także tegoroczne wyniki rekrutacji. Na Uniwersytecie Jagiellońskim o 252 miejsca na kierunku lekarskim ubiegało się 1779 kandydatów. Jeszcze większa konkurencja panowała na kierunku lekarsko-dentystycznym, gdzie o jedno miejsce przypadało średnio 19 kandydatów.

Wykształcenie lekarza kosztuje setki tysięcy złotych

Z danych przytoczonych przez prof. Mariusza Klenckiego, dyrektora Departamentu Rozwoju Kadr Medycznych w Ministerstwie Zdrowia, wynika, że sześcioletnie wykształcenie jednego lekarza kosztuje państwo średnio około 330 tys. zł. Do tego należy doliczyć około 180 tys. zł przeznaczone na 13-miesięczny staż podyplomowy.

Podobne kwoty ponoszą osoby studiujące odpłatnie. Według przedstawionych danych sześć lat studiów kosztuje około 312 tys. zł na Gdańskim Uniwersytecie Medycznym, około 342 tys. zł na Uniwersytecie Medycznym w Poznaniu, a na Uczelni Łazarskiego blisko 494 tys. zł.

Wybrane dla Ciebie