Energetyczna przepaść w Europie. Niemcy płacą cztery razy więcej za prąd
Jak donosi agencja Bloomberg, różnica w cenach energii elektrycznej między Niemcami a Francją osiągnęła bezprecedensowy poziom. Niemiecki prąd jest obecnie niemal czterokrotnie droższy. To efekt odmiennych strategii energetycznych obu państw oraz napięć geopolitycznych na Bliskim Wschodzie.
Sytuacja na europejskim rynku energii elektrycznej staje się coraz bardziej zróżnicowana, a dysproporcje między największymi gospodarkami kontynentu osiągają historyczne poziomy. Z danych udostępnionych przez agencję Bloomberg wynika, że kontrakty na dostawy energii w Niemczech na maj są wyceniane niemal czterokrotnie wyżej niż analogiczne instrumenty we Francji. Eksperci rynkowi zwracają uwagę, że tak drastyczne rozwarstwienie cenowe obnaża narastające napięcia w europejskiej infrastrukturze przesyłowej i wytwórczej.
Skala zjawiska jest najlepiej widoczna w konkretnych wycenach giełdowych. Kontrakty majowe dla rynku niemieckiego oscylują wokół poziomu 86,8 EUR za megawatogodzinę. Dla porównania, na rynku francuskim ten sam wolumen energii kosztuje zaledwie 22,06 EUR. Agencja Bloomberg podkreśla, że ta sytuacja to nie tylko anomalia rynkowa, ale przede wszystkim długofalowa konsekwencja odmiennych strategii przyjętych przez rządy w Berlinie i Paryżu.
"Gdzie oni byli dwa tygodnie temu?". Kierowcy oceniają decyzję rządu
Odmienne ścieżki transformacji
U podstaw obecnej przepaści cenowej leżą strukturalne różnice w miksach energetycznych obu państw. Francuski system opiera się w głównej mierze na elektrowniach jądrowych, które w połączeniu z odnawialnymi źródłami energii gwarantują stabilność dostaw i relatywnie niskie koszty wytwarzania. Ten scentralizowany model pozwala na utrzymanie bezpieczeństwa energetycznego w sposób w dużej mierze niezależny od warunków pogodowych.
Zupełnie inny kierunek obrały w ostatnich latach władze w Berlinie. Niemcy, pomimo intensywnych inwestycji w odnawialne źródła energii, w 2023 roku podjęły ostateczną decyzję o całkowitym wycofaniu się z energetyki jądrowej. W rezultacie tamtejszy system elektroenergetyczny stał się silnie uzależniony od interwencyjnego wykorzystania paliw kopalnych, w szczególności węgla i gazu ziemnego. Uzależnienie to staje się krytyczne w okresach gorszych warunków atmosferycznych, kiedy produkcja z farm wiatrowych i instalacji fotowoltaicznych drastycznie spada. Wówczas niemieccy operatorzy muszą ratować bilans systemu, uruchamiając drogie w eksploatacji bloki konwencjonalne.
Geopolityka i bariery przesyłowe
Do strukturalnych problemów niemieckiej energetyki dochodzą obecnie czynniki makroekonomiczne i geopolityczne. Według analiz rynkowych przytaczanych przez Bloomberga, trwający konflikt zbrojny na Bliskim Wschodzie wywołał zakłócenia w globalnych łańcuchach dostaw gazu. Uczestnicy rynku wskazują, że wojna ta nałożyła na ceny surowców energetycznych specyficzną premię geopolityczną, która uderza przede wszystkim w gospodarki opierające swoją stabilność na błękitnym paliwie.
Sytuacji Niemiec nie poprawiają również kwestie czysto techniczne związane z europejską siecią przesyłową. Historycznie rzecz biorąc, francuski operator systemu musiał wielokrotnie ograniczać eksport energii w kierunku wschodnim ze względu na wąskie gardła w infrastrukturze. Tego typu ograniczenia sprawiają, że tania energia wyprodukowana we francuskich reaktorach zostaje na rynku wewnętrznym, skutecznie obniżając lokalne ceny. Jednocześnie państwa ościenne, zmagające się z deficytami, nie mają fizycznej możliwości zakupu pełnych nadwyżek, co automatycznie winduje wyceny na ich krajowych giełdach.
W obliczu narastającego kryzysu cenowego niemieckie firmy energetyczne starały się amortyzować koszty gazu poprzez powrót do zwiększonego spalania węgla. Pole manewru okazało się jednak mocno zawężone, ponieważ wiele jednostek węglowych zostało już bezpowrotnie zlikwidowanych w ramach wcześniejszej polityki klimatycznej.
Jak podają źródła rynkowe, trudna sytuacja zmusza niemiecki rząd do rozważenia kroków nadzwyczajnych. Wśród analizowanych scenariuszy znajduje się między innymi przywrócenie do regularnej pracy części bloków węglowych utrzymywanych dotychczas w rezerwie. Na stole leży również opcja ponownej reaktywacji tych elektrowni, które zostały już oficjalnie wycofane z eksploatacji. To wyraźnie ilustruje, jak silna presja ciąży obecnie na największej europejskiej gospodarce w kontekście zapewnienia ciągłości dostaw prądu dla przemysłu i obywateli.