Inflacja bazowa. Są nowe dane prosto z NBP
Narodowy Bank Polski poinformował w piątek, 16 stycznia, o poziomie inflacji bazowej na koniec minionego roku. Wskaźnik po wyłączeniu cen żywności i energii w grudniu 2025 r. wyniósł 2,7 proc. w ujęciu rocznym. Oznacza to stabilizację względem odczytu z poprzedniego miesiąca.
Najnowszy komunikat banku centralnego rzuca więcej światła na procesy cenowe zachodzące w polskiej gospodarce na przełomie 2025 i 2026 roku. Opublikowane dane pokazują, że presja inflacyjna w newralgicznych sektorach gospodarki przestała rosnąć, utrzymując się na poziomach obserwowanych w listopadzie.
Przypomnijmy, że główny wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych (CPI), który obejmuje szeroki koszyk zakupowy przeciętnego gospodarstwa domowego, wyniósł w analizowanym okresie 2,4 proc. w ujęciu rocznym. Oznacza to, że inflacja bazowa pozostaje nieznacznie powyżej głównego odczytu inflacji konsumenckiej.
Wielki powrót polskiej marki. Prezes ujawnia, co go uratowało
Szczegóły grudniowych odczytów
Narodowy Bank Polski co miesiąc wylicza cztery wskaźniki inflacji bazowej, co pozwala analitykom na głębsze zrozumienie struktury wzrostu cen. Z opublikowanych 16 stycznia 2026 roku danych wynika, że większość miar pozostała na niezmienionym poziomie w porównaniu do listopada.
Najszerzej komentowana miara, czyli inflacja po wyłączeniu cen żywności i energii, wyniosła w grudniu 2,7 proc. rok do roku. Jest to dokładnie ten sam wynik, który odnotowano miesiąc wcześniej. Stabilizację widać również w przypadku tak zwanej 15-proc. średniej obciętej. Wskaźnik ten, który eliminuje wpływ 15 proc. koszyka cen o najmniejszej i największej dynamice zmian, wyniósł 2,4 proc., powtarzając wynik z poprzedniego miesiąca.
Bez zmian pozostała także inflacja po wyłączeniu cen najbardziej zmiennych – w grudniu 2025 roku ukształtowała się ona na poziomie 3,1 proc., co jest odczytem identycznym jak w listopadzie. Jedyną kategorią, w której odnotowano spadek dynamiki, są ceny administrowane, czyli te podlegające kontroli państwa. Wskaźnik po ich wyłączeniu wyniósł 1,8 proc., podczas gdy miesiąc wcześniej było to 2,0 proc.
Ekspert zabrał głos
Bartosz Sawicki, analityk Exante, w komentarzu przesłanym money.pl wskazuje, że inflacja bazowa utrzymała się na sześcioletnich minimach osiągniętych w listopadzie. - Ceny z wyłączeniem żywności, paliw i energii w ujęciu miesiąc do miesiąca nie zmieniły się. Polska gospodarka, po latach szoków związanych z pandemią i konsekwencjami napaści Rosji na Ukrainę, w końcu zdaje się powracać do reżimu niskiej inflacji - wskazał.
W czwartym kwartale inflacja bazowa wyniosła średnio 2,8 proc. r/r wobec poziomu 3,1 proc. zakładanego w listopadowej projekcji NBP. Bank centralny prognozował wówczas, że w 2026 r. wskaźnik w każdym z kwartałów przybierze wartość powyżej 3,0 proc. r/r. Od tego czasu wyraźnie wzrosło jednak prawdopodobieństwo, że już w najbliższych miesiącach inflacja bazowa obniży się poniżej 2,5 proc. r/r. p zauważa Sawicki.
Przypomina, że styczniu taki scenariusz we wpisie na portalu LinkedIn zarysowała nawet Joanna Tyrowicz, powszechnie postrzegana jako największy jastrząb w obecnej RPP. Jednocześnie dynamika CPI w pierwszym kwartale powinna spaść do 2 proc. r/r, a w dalszej części roku zakotwiczyć przy 2,5-procentowym celu NBP.
Mimo że RPP przerwała w środę serię pięciu obniżek, ugruntowany i szybszy od prognoz spadek inflacji sprawia, że drzwi do dalszych cięć pozostają szeroko otwarte. Scenariuszem bazowym na pierwsze półrocze 2026 r. pozostaje zredukowanie stopy referencyjnej z bieżącego poziomu 4 proc. w dwóch ruchach po 25 pb. RPP z trybu wait-and-see wyjść może w marcu, po zapoznaniu się z treścią nowej projekcji inflacyjnej NBP. W świetle styczniowych sygnałów z RPP wydaje się, że jest to plan minimum: nie można wykluczyć cięcia w lutym ani obniżek o łącznie 75 pb. - podkreśla analityk Exante.
Prezes NBP Adam Glapiński powtórzył swoją ocenę, że za docelowy poziom dla stopy referencyjnej uznaje 3,5 proc., a dla kosztu pieniądza w ujęciu realnym przedział 1,0–1,5 proc. Zaznaczono przy tym, że w RPP nie brakuje zwolenników głębszych cięć. Na medialny odzew frakcji gołębi nie trzeba było długo czekać.
Jak przypomina analityk, Ludwik Kotecki w wywiadzie dla agencji Bloomberg nawoływał do kolejnej redukcji już na posiedzeniu 3–4 lutego, mimo że do tego czasu nie poznamy już żadnych nowych danych o inflacji konsumenckiej. Z kolei Henryk Wnorowski w rozmowie z Biznes24 opowiedział się za wstrzymaniem decyzji do marca, nie wykluczając jednak bardziej zdecydowanych kroków na finiszu luzowania.
Przede wszystkim czwartkowa konferencja prasowa wieńcząca posiedzenie RPP miała łagodny, jednoznacznie gołębi wydźwięk. Zdecydowanie mniej miejsca niż w minionych miesiącach poświęcono na podkreślanie ryzyk. Zamiast tego zdecydowano się na przełomowe stwierdzenie, że obniżenie inflacji jest trwałe - wskazał Bartosz Sawicki .
Czym jest inflacja bazowa i dlaczego jest kluczowa?
Zrozumienie różnicy między zwykłą inflacją (CPI) a inflacją bazową jest kluczowe dla właściwej oceny kondycji portfeli Polaków oraz przewidywania przyszłych decyzji Rady Polityki Pieniężnej. Wskaźnik CPI pokazuje średnią zmianę cen całego, dużego koszyka dóbr kupowanych przez konsumentów. Jest to miara najczęściej spotykana w mediach, jednak nie zawsze precyzyjnie oddaje ona trwałe tendencje w gospodarce.
Dlatego właśnie analitycy i ekonomiści z tak dużą uwagą śledzą wskaźniki bazowe, a w szczególności ten z wyłączeniem cen żywności i energii. Pozwala on określić, w jakim stopniu inflacja jest trwała, a w jakim jest kształtowana przez czynniki niezależne od krajowej koniunktury. Ceny paliw czy energii są bowiem ustalane na rynkach światowych i często podlegają gwałtownym spekulacjom, na które krajowa polityka gospodarcza ma ograniczony wpływ. Z kolei ceny żywności są silnie uzależnione od warunków pogodowych i bieżącej sytuacji na rynkach rolnych.
Wyłączenie tych najbardziej chwiejnych elementów pozwala zobaczyć "czystą" presję inflacyjną, na którą realny wpływ ma polityka pieniężna prowadzona przez bank centralny. To właśnie ten wskaźnik najlepjej obrazuje siłę popytu wewnętrznego i to, czy firmy są w stanie skutecznie przerzucać rosnące koszty na klientów. Stabilizacja tego wskaźnika na poziomie 2,7 proc. jest sygnałem dla rynku, że fundamentalna presja na wzrost cen w polskiej gospodarce na koniec 2025 roku nie ulegała nasileniu.