Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na

Janów Podlaski. Co się dzieje w stadninie? Posłanki PO oskarżają, minister się broni

Czy stadnina w Janowie Podlaskim upada? - Zapaść się pogłębia, warunki są fatalne - mówi posłanka Dorota Niedziela. Minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski odpiera zarzuty i przywołuje stanowisko pracujących w Janowie związkowców. I uderza w byłego, wieloletniego prezesa.

Podziel się
Dodaj komentarz
(FORUM)
Co się dzieje w stadninie w Janowie? Posłanki PO oskarżają, minister się broni

W czwartek w Sejmie Ardanowski odpowiadał na pytania posłanek Doroty Niedzieli i Joanny Kluzik-Rostkowskiej z klubu Platformy Obywatelskiej. Parlamentarzystki chciały wiedzieć, co minister ma do powiedzenia w sprawie funkcjonowania słynnej stadniny w Janowie. Złożyły również interpelację poselską, na którą Ardanowski ma odpowiedzieć w czerwcu.

Od czasów objęcia rządów przez PiS ośrodek traci prestiż. W 2016 roku został odwołany wieloletni prezes Marek Trela (stanowisko pełnił od 200 roku). Przez cztery ostatnie lata stadnina miała już czterech prezesów.

Obejrzyj też: Stadnina w Janowie Podlaskim. Minister tłumaczy niskie ceny koni

- Muszę znów stanąć w obronie stadniny. Zapaść się pogłębia, warunki są fatalne. Widziałam to na własne oczy podczas wizyty interwencyjnej w maju - mówiła w Sejmie Dorota Niedziela.

- Zaraz minister Ardanowski powie mi, że nie wiem, co widziałam. Wobec tego po co posłał pan 12 maja do stadniny głównego lekarza weterynarii? W ciągu ostatnich 30 lat nie było potrzeby, żeby główny lekarz weterynarii musiał sprawdzać dobrostan zwierząt w Janowie - przekonywała posłanka.

W odpowiedzi Ardanowski przytoczył stanowisko przewodniczącego Przyzakładowego Związku Zawodowego Pracowników Rolnictwa w Janowie. "W przestrzeni ostatnich dni wszystkie media krajowe i zagraniczne obiegła wiadomość, że w stadninie w Janowie wystąpiła sytuacja 'skrajnego zaniedbania zwierząt'. Wg posłanek Niedzieli i Kluzik-Rostkowskiej konie i krowy są skrajnie zaniedbane. My, jako organizacja związkowa, musimy zdementować te informacje. Zapewniamy, że stan zdrowia i kondycja zwierząt jest bardzo dobry" - czytamy w stanowisku.

Ardanowski zacytował też stanowisko zarządu głównego Związku Zawodowego Pracowników Rolnictwa. Nie zaprzecza ono, że w stadninie nie dzieje się najlepiej. "Pokazywanie negatywnych wydarzeń w stadninie jest wykorzystane do zwalczania się partyjnych ugrupowań. Zawsze na wiosnę konie wyglądają gorzej, Faktem jest, że część zebranego siana była zlej jakości, a słaby odrost traw na pastwiskach z powodu zimnych dni i suszy spowodował przedłużające się przebywanie koni w stajniach i konieczność dłuższego karmienia ich sianem, co odbiło się na ich kondycji" - przyznają związkowcy.

"Także kłopoty z powodu braku własnego podkuwacza i braku możliwości z przyczyny koronawirusa zatrudnienia podkuwaczy z zewnątrz poskutkowało brakiem bieżącej pielęgnacji kopyt u części koni. Fakty te zostały skrzętnie wykorzystane przez polityków do pokazania stadniny w złym świetle. Apelujemy do opozycji i mediów o opamiętanie się i nieniszczenie ludzi, w tym przypadku ciężko pracującej załogi stadni w Janowie" - napisali związkowcy.

Ardanowski mówił też o "micie znakomitego prowadzenia" stadniny przez Marka Trelę. Jak tłumaczył, na hodowli koni w takim modelu, jak robią to polskie stadniny, trudno jest dużo zarobić. Jak wymienił, w 2011 roku stadnina miała 60 tys. zł zysku, rok później 313 tys. zł, a w kolejnym roku 413 tys. zł. - I to były lata, kiedy przysługiwały podwyższone dopłaty bezpośrednie zabrane przez ministra Sawickiego - podkreślał. W roku 2015 roku wynik wyniósłby 2 mln 765 tys. zł na minusie, ale stadnina sprzedała swojego najlepszego konia i wyszła nad kreskę - mówił minister.

- Wynik został uratowany sprzedażą jednej, najlepszej polskiej klaczy. Sprzedażą, która nosi znamiona hodowlanej głupoty, bo nie sprzedaje się najlepszych koni. Sprzedaje się córki, a nie matki. W związku z tym o jakich wielkich sukcesach pana Treli mówimy? - pytał minister.

Zapewniał, że wszystkie zarzuty "są wyssane z palca". Zapowiedział, że w czerwcu zorganizuje konferencję prasową, w której szczegółowo opisze sytuację w Janowie. Zaprosił też dziennikarzy, by w czerwcu odwiedzili stadninę "w uzgodnionym terminie".

Podkreślał też, że przeprowadzona w 2019 roku przez NIK kontrola nie wykazała w stadninie żadnych nieprawidłowości.

Joanna Kluzik-Rostkowska przywołała z kolei inny raport - Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa. - Już w maju ubiegłego roku KOWR pisał, że jeśli chodzi o hodowlę bydła, to w pomieszczeniach, gdzie przebywają zwierzęta, ściany są wilgotne brudne i zabrudzone odchodami. Zabrudzone odchodami są zwierzęta w rożnym wieku. Powierzył pan prowadzenie stadniny panu Czochańskiemu (byłemu już prezesowi - przyp. red.) i on te stadninę doprowadzał do coraz większego upadku - mówiła Kluzik-Rostkowska.

Dorota Niedziela dodała do tego także relacje mówiące o wodzie w poidle wymieszanej z odchodami, braku zapasów pasz i sianie przypominającym obornik. - To, że w czerwcu pokaże pan dobrze działająca stadninę, to tylko dlatego, ze przez dwa ostatnie miesiące nowy prezes tam sprzątał - skwitowała.

Zapisz się na nasz specjalny newsletter o koronawirusie

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
29-05-2020

ZuzaMam nadzieje ze dozyje tego momentu az oni staną przed Trybunalem Stanu i pojda siedziec

29-05-2020

koniokradBo prestiż polega po wzięciu łapówki, na przeprowadzeniu ustawionego przetargu, a jak się wtrąci ktoś przypadkowy, to przetarg/licytację się … Czytaj całość

29-05-2020

pinokioDzienki przemyslanej i prospolecznej polityce dobrej zmiany teraz przecientnego polaka stac na konia z janowa. To jest wielki sukces dobrej zmiany

Rozwiń komentarze (25)