Kryzys na rynku pelletu. Minister przyznaje: musimy wyciągnąć wnioski
Silne i długotrwałe mrozy spowodowały gwałtowny wzrost popytu na pellet. W górę poszły też ceny. Obecnie pellet może kosztować nawet 2000-2500 zł za tonę - kilkaset do tysiąca złotych więcej niż jeszcze pod koniec ubiegłego roku. - Z tegorocznej zimy musimy wyciągnąć wnioski i przygotowywać się na poziomie rezerw strategicznych rządu - mówi minister klimatu Paulina Hennig-Kloska.
Brak pelletu w środku sezon grzewczego stał się jednym z głośniejszych tematów na przełomie stycznia i lutego. Sytuacja sprowadza się do tego, że w wielu miejscach trzeba czekać, a jeśli już pojawi się pellet, to jest znacznie droższy. W akcie desperacji część mieszkańców sprowadza surowiec z zagranicy.
Czy mamy bańkę na złocie? Analityk mówi kiedy kupować surowiec
Pytana o problemy z pelletem minister klimatu Paulina Hennig-Kloska odpowiada, że "jeśli chodzi o surowiec dostarczany przez Lasy Państwowe - jest od 6 lat na niezmienionym względnie poziomie". Przyznaje jednak:
Tegoroczna zima - musimy wyciągnąć z niej wnioski i przygotowywać się do zimy wcześniej na poziomie rezerw strategicznych rządu, konsumenta, ciepłowników. Trzeba podejść do sprawy z wyprzedzeniem - ocenia minister.
Już na początku lutego Hennig-Kloska sygnalizowała problem.
- Mamy bardzo mroźną zimę i wydaje się, że rynek trochę się na nią nie przygotował. Warto, żeby Ministerstwo Energii, być może z UOKiK, przyjrzało się temu - mówiła minister klimatu i środowiska.
Izba Gospodarcza Urządzeń OZE i Polskiego Przemysłu informowała, że pellet nie zniknął z rynku, a łańcuch dostaw funkcjonuje mimo sezonowych wahań. "Sytuacje, w których poszczególne składy mają chwilowy brak paliwa, nie oznaczają pustki w całym systemie zaopatrzenia. Pellet nadal trafia do odbiorców, choć w ograniczonych ilościach. Te krótkookresowe napięcia cenowe i lokalne niedobory wpisują się w cykl sezonowy rynku paliw stałych i są znane branży od lat" - czytamy w komunikacie Izby.