Miał być ochroniarzem z zarobkami 90 tys. zł. Rosja wysłała go na front
Rosyjska armia mierzy się z narastającą dezercją, mimo że rekrutacja coraz częściej opiera się na zachętach finansowych i obietnicach pracy poza frontem. Jak wynika z relacji opisywanych przez AlJazeera, część osób podpisuje kontrakty bez pełnej świadomości warunków, a potem próbuje wydostać się z wojska.
AlJazeera opisuje m.in. historię 24-letniego Olega z Ufy, który sądził, że jedzie do pracy ochroniarskiej przy Zaporoskiej Elektrowni Jądrowej. Skusiła go pensja 200 tys. rubli (ok. 2,66 tys. dolarów), ale w komisji wojskowej miał podpisać aneks prowadzący do służby jako operator dronów.
- Podpisałem w pośpiechu, bez czytania i bez zrozumienia - relacjonował Oleg.
Takich przypadków jest wiele, choć skala problemu jest trudna do oszacowania, bo Kreml nie publikuje danych o dezerterach.
Zaczynał od CB radio, dziś obraca milionami. Na czym zarabia Yanosik?
Niezależny portal Mediazona podawał, że w czerwcu niemal 21 tys. rosyjskich wojskowych skazano za odmowę służby, a ONZ-owski specjalny sprawozdawca ds. praw człowieka informował, że liczba dezerterów wzrosła do co najmniej 50 tys. od początku 2022 r.
"Patriotyzm kończy się na pieniądzach"
Według rzecznika "Idite Lesom" Rosja sięgała po różne grupy, a ochotników przyciągała m.in. premiami za zaciąg liczonymi w dziesiątkach tysięcy dolarów oraz wysokimi wypłatami dla rodzin poległych.
- Patriotyzm kończy się na pieniądzach - mówił Oleg, tłumacząc motywację wielu rekrutów. Artykuł wskazuje też na koszty społeczne dezercji: część osób pozostaje w Rosji poza systemem, inni wybierają ucieczkę trasami przez Mińsk i dalej do Armenii lub próbują przekroczyć granicę z Gruzją.
Według ustaleń katarskiej telewizji AlJazeera, co najmniej 3 tys. Rosjan skorzystało z pomocy internetowej grupy "Idite Lesom", która instruuje jak pozostać niewidzialnych poprzez m.in., nieużywanie kart bankowych i kart SIM.
Źródło: AlJazeera