Nieprawidłowości przy spisie powszechnym się zdarzają. Małżeństwo z Gdańska sprawę zgłosiło GUS-owi

Zadzwonili, żeby spisać się w obowiązkowym Narodowym Spisie Powszechnym, ale okazało się, że w systemie już są ich dane - o nieprawidłowościach przy spisie pisze "Gazeta Wyborcza".

Spisać można się do końca września. Obowiązek spisowy jest raz na 10 lat Pierwotnie czas na spisanie się w Narodowym Spisie Powszechnym był do końca czerwca (stąd zdjęcie). Czas ten został wydłużony do końca września
Źródło zdjęć: © East News | Marek Bazak

Zaczęło się od telefonu. Do mieszkańca Gdańska miał zadzwonić rachmistrz, ale jako że odbiorca nie mógł w tamtym momencie rozmawiać, panowie umówili się na telefon w innym terminie. Czas mijał, ale nikt w sprawie spisu się nie odzywał. W związku z tym mieszkaniec Gdańska sam zadzwonił na infolinię, gdzie dowiedział się, że już się przecież spisał. On i żona.

Jak twierdzi rozmówca "Gazety Wyborczej", z rozmowy z rachmistrzynią okazało się, że zgadzały się tylko nazwisko, imiona i PESEL, reszta danych była "wzięta z kapelusza". Sprawę zgłosił do GUS.

Rzeczniczka urzędu statystycznego w rozmowie z dziennikiem zapewnia, że podobne przypadki nieprawidłowości się zdarzały, ale były jednostkowe. W tym wypadku rachmistrz został zawieszony do czasu wyjaśnienia sprawy.

Narodowy Spis Powszechny trwa do końca września, są to więc już ostatnie chwile na wywiązanie się z obowiązku. Spisać się można już tylko w środę i w czwartek do północy. Większość Polaków już wypełniła obowiązek, ale GUS spodziewa się, że ostatniego dnia nastąpi apogeum liczby spisów.

Spisowi podlegają "osoby fizyczne stale zamieszkałe i czasowo przebywające w mieszkaniach, budynkach i innych zamieszkanych pomieszczeniach niebędących mieszkaniami na terenie Polski oraz osoby fizyczne niemające miejsca zamieszkania". Podlegają mu także "mieszkania, budynki, obiekty zbiorowego zakwaterowania i inne zamieszkane pomieszczenia niebędące mieszkaniami".

Wybrane dla Ciebie