Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na
turystyka
10.05.2020 08:40

Ostatnio taki ruch nad polskim morzem był w czasie wojny. Tylko wtedy było więcej Niemców

Mnóstwo nadmorskich biznesów i całych rodzin żyje tylko i wyłącznie z turystyki. To, co zarobią przez dwa miesiące, musi im wystarczyć na resztę roku. Bo innych źródeł dochodu nie ma. Teraz stają przed dramatycznym wyborem: zostać i klepać biedę, czy wyjechać za chlebem za granicę.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Flickr)
Turystyka w tym roku stanęła na głowie - zagrożone są gminy i przedsiębiorcy.

- Nie wiem jak będzie, jak to wszystko się ułoży, naprawdę jestem w rozterce - mówi money.pl właściciel nadmorskiej smażalni. - W ciągu 2-3 miesięcy zarabiam w zasadzie na resztę roku. U nas naprawdę poza sezonową pracą w lecie przy turystach nie ma co robić. Prawdopodobnie będę musiał wyjechać do pracy za granicę.

- Żyjemy wyłącznie z turystyki. Jesteśmy w bardzo trudnej sytuacji. Wygląda to bardzo, bardzo źle – mówi Andrzej Strzechmiński, burmistrz Łeby.

Właściciele nadmorskich biznesów (ale i samorządy) mają na zarobienie dosłownie dwa miesiące. Teraz sezon się trochę bardziej wydłuża, więc w zasadzie warto otwierać interes już w czerwcu i zamykać pod koniec września – wiele zależy od pogody. Niektórzy odpalają swoje kramy nawet w maju, ale tylko na weekendy.

- Ale gastronomii nie warto uruchamiać na dzień czy dwa, knajpa powinna działać bez takich przerw, na bieżąco – mówi właściciel smażalni. W ciągu roku dorabia jeszcze na wynajmie pokoi. Co ciekawe – latem nie mieszka u siebie.

- Może to zabrzmi dziwnie, ale przeprowadzam się do rodziców. Wiele osób tak robi. Latem i tak mało jestem w domu, więc mieszkanie spokojnie można wynająć turystom – mówi nam. To oznacza dodatkowe kilka tysięcy na życie poza sezonem.

Darłowo, Ustka, Łeba – to miasta uzależnione od turystyki. A im mniejsza miejscowość, tym ta zależność jest większa.

- Dochody gminy w 80 proc. pochodzą z turystyki – mówi w rozmowie z WP Finanse Arkadiusz Klimowicz, burmistrz Darłowa. Z burmistrzem Międzyzdrojów i innymi samorządowcami rozmawiał na wideokonferencji, podczas której wypracowywali apel do rządu o pomoc.

Turystyka po koronawirusie. Blisko 60 proc. Polaków oczekuje certyfikatu bezpieczeństwa sanitarnego

- Bez sezonu, takiego jaki znamy, w budżecie zabraknie 23 miliony złotych – mówił wtedy Mateusz Bobek, burmistrz Międzyzdrojów.

Klimowicz pytany czy bardziej ucierpią na tym mieszkańcy czy samorządy, tłumaczy, że to system naczyń połączonych.

- Hotele czy ośrodki wczasowe, restauracje przestają płacić podatki lokalne, opłaty dzierżawne. A to wpływa na wszystko, bo nasze budżety są obciążone na przykład wypłatami dla nauczycieli. Zapomina się, że pensja nauczyciela w połowie pochodzi z pieniędzy samorządowych. Więc jeśli sytuacja się nie zmieni, to i nam grozi krach. I przestaniemy płacić pensje nie tylko urzędnikom, ale całej rzeszy nauczycieli. Nie tylko w szkołach publicznych, bo przecież płacimy też za miejsca w przedszkolach prywatnych – mówi nam Klimowicz.

Mamy tylko lato

- Wiele osób pyta, dlaczego nad morzem jest drogo. Przykro mi, ale to jest jedyny biznes, jaki przynosi nam dochód. Górale mają i lato, i zimę. Ludzie jeżdżą w góry przez cały rok. Nad morze tylko w lecie. Jeśli wieś nad morzem ma dwa czy trzy tysiące mieszkańców i żadnego przemysłu, to z czego ci ludzie mają żyć?! Tylko z turystyki – mówi nam właściciel smażalni.

Klimowicz dodaje, że olbrzymim problem może być brak dzieci na wakacjach.

- Minister Szumowski powiedział ostatnio "zapomnijcie o koloniach". To dramat, bo dla wielu małych gmin to nie turyści z Niemiec, ale kolonie są podstawą ruchu turystycznego – mówi Arkadiusz Klimowicz.

Jadwiga Emilewicz, wicepremier i minister rozwoju.
Tarcza antykryzysowa. Resort rozwoju pracuje nad programem 1000+ dla turystyki

Dodaje, że jeśli rząd nie pomoże nadmorskim gminom, kryzys będzie się ciągnął latami.

- Szacujemy, że w skali roku mamy 13 tysięcy miejsc noclegowych, razem z szarą strefą będzie ich ok. 20 tysięcy. W ciągu roku przez Darłowo przewija się ok. 200 tysięcy turystów, nie licząc tych, którzy wpadli tylko na jeden dzień – mówi nam.

Ruch jak podczas wojny

Jeszcze większy problem mogą mieć gminy z zachodniego wybrzeża. Bo do tej pory żyły przede wszystkim z Niemców, tłumnie odwiedzających ten kawałek Pomorza.

- Wiele firm stanowiących podstawę polskiej gospodarki turystycznej województwa zachodniopomorskiego, ze względu na specyfikę rynku, położenie i głównie obsługiwanie turysty niemieckiego – nie będzie w stanie uruchomić jakiejkolwiek działalności, mimo poluzowania obostrzeń. Powodem tego są zamknięte granice, szczególnie z Niemcami, którzy stanowią ok. 90 proc. naszych klientów – piszą w liście do rządu przedstawiciele zachodniopomorskich samorządów.

Dodają, że spadki obłożenia osiągnęły drastyczny poziom 100 procent. Ostatni raz takie spadki odnotowano podczas wojny. Nadal występują rezygnacje z opłaconych rezerwacji, szczególnie w grupie turystów zagranicznych.

- Zmuszeni jesteśmy do dokonywania zwrotów, co jest jednoznaczne z ostateczną utratą tych klientów w tym roku. Bez turystów z Niemiec i Skandynawii nie będziemy w stanie uruchomić jakiejkolwiek działalności. Oparcie się całej branży na klientach z Polski wypłaszczy rynek, doprowadzając do stanu upadłości – twierdzą samorządowcy.

Masz newsa, zdjęcie, filmik? Wyślij go nam na #dziejesie

Źródło:
WP Finanse
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
10-05-2020

matkaNatychmiast otworzyć szkoły!! Nauczyciele biorą gigantyczne pieniądze za siedzenie w domach i obijanie się!!

10-05-2020

WitamJa tez tak chcę. Pracować dwa lub trzy miesiące w roku, a pozostałe mieć urlop.

10-05-2020

marioWiele nowych hoteli i pensjonatów w nadmorskich miejscowościach i górach należy do ludzi tam nie mieszkających. Typowe inwestycje nastawione na zysk, … Czytaj całość

Rozwiń komentarze (874)