Palikot na medialnym tournée. Mówi o błędzie popełnionym w 2022 roku
Janusz Palikot znów zabiera głos w mediach, choć od 2,5 roku toczy się przeciwko niemu śledztwo dotyczące strat tysięcy inwestorów. W Kanale Zero przyznał, że powinien był ogłosić upadłość już w 2022 r. Prokuratura stawia mu osiem zarzutów, w tym siedem o oszustwo. On sam konsekwentnie nie przyznaje się do winy.
Trwające przeciwko Januszowi Palikotowi (za pośrednictwem swojego adwokata mec. Jacka Dubois zgodził się na podawanie imienia i nazwiska) śledztwo prokuratorskie nie przeszkadza byłemu politykowi występować w zasięgowych mediach komentatorskich. Jakiś czas temu pojawił się w podcaście u Żurnalisty, a we wtorek w Kanale Zero. W trakcie 2,5-godzinnej rozmowy przekonywał, że jest niewinny – że jako prezes i założyciel firmy Manufaktura Piwa, Wódki i Wina nie oszukał ludzi, biznes po prostu zbankrutował — co się zdarza — a osoby, które zainwestowały w jego firmę albo pożyczyły jej pieniądze, powinny być świadome takiego ryzyka.
Jedna rzecz, którą przyznał Janusz Palikot w Kanale Zero, zasługuje na szczególną uwagę. Palikot powiedział, że mógł ogłosić upadłość już w 2022 roku, gdy jego spółka nie zadebiutowała na GPW w Warszawie. – Nie robiąc tego, popełniłem błąd – stwierdził.
Wyjaśniamy, dlaczego Janusz Palikot tym razem może mieć rację.
Miał zadebiutować na giełdzie. Skończyło się zarzutami
W październiku 2024 roku Palikot usłyszał osiem zarzutów, w tym siedem dotyczących oszustwa i jeden przywłaszczenia mienia. Zarzuty oszustwa usłyszeli także jego współpracownicy – Przemysław B. i Zbigniew B. Dodatkowo Przemysław B. usłyszał zarzut przywłaszczenia mienia.
Zarzuty dotyczą doprowadzenia ponad 5 tys. pokrzywdzonych – akcjonariuszy i pożyczkodawców – do niekorzystnego rozporządzenia mieniem o łącznej wartości 70 mln zł. Obejmują emisję akcji serii B Manufaktury (podczas gdy wszystkich emisji było aż do serii K) oraz organizowane, promowane i nadzorowane przez podejrzanych kampanie pożyczkowe. Palikotowi grozi do 20 lat pozbawienia wolności.
Zarzuty obejmują okres działalności spółek z Grupy Kapitałowej Manufaktury Piwa, Wódki i Wina w latach 2019–2023. Warto dodać, że początki Manufaktury sięgają 6 sierpnia 2016 r. Przez pierwsze dwa lata firma pracowała nad przejęciem Browaru Tenczynek od spółki Browary Regionalne Jakubiak, której właścicielem jest poseł Marek Jakubiak. W 2018 r. sprzedał on Palikotowi browar za 19 mln zł. Aby browar mógł ruszyć z produkcją, wymagał doinwestowania i modernizacji.
Lata 2019–2021 obfitowały w otwieranie kolejnych spółek celowych podległych Manufakturze, które organizowały kampanie crowdfundingowe na realizację konkretnych projektów alkoholowych. Dzięki temu Manufaktura miała rozrastać się o kolejne rodzaje alkoholi nisko- i wysokoprocentowych, nowe marki, puby czy restauracje. I do pewnego momentu to się udawało — produkty były w sprzedaży.
Jednocześnie Manufaktura emitowała obligacje korporacyjne, pozyskując kapitał na rozwój. Wszystko pod szykowany debiut giełdowy w 2022 roku, do którego ostatecznie jednak nie doszło. Rozmach inwestycyjny w połączeniu z kosztownym finansowaniem pod debiut zakończył się porażką, a długi trzeba było spłacać. Banki nie chciały finansować biznesu Palikota, o czym mówił publicznie.
Palikot to jednak osoba publiczna, znana i — do niedawna — powszechnie lubiana. Zamiast odpuścić, gdy nie mógł pożyczyć pieniędzy na rynku profesjonalnym, zaczął pożyczać je od zwykłych ludzi. "Bunt finansowy" czy "Skarbiec Palikota", czyli pożyczki inwestycyjne zaciągane na krótki okres i wysoki procent, były na dobrą sprawę łabędzim śpiewem biznesmena z Biłgoraja. Do inwestycji zachęcał internautów w 2022 i 2023 roku nagrodami. W puli był samochód, wycieczka zagraniczna, obiad w towarzystwie biznesmena.
Palikot zaprzecza, że wydatkował te pieniądze niezgodnie z przeznaczeniem – czyli na inne cele niż te, na które de facto pożyczał. Zaprzecza również, że finansował zobowiązania jednych spółek środkami z innych. Jak było naprawdę — ustalą śledczy.
Crowdfunding, obligacje i pożyczki od internautów. Spirala finansowa Palikota
Oferta pożyczkowa pojawiła się w czasie, kiedy firma Palikota straciła płynność i przestała spłacać zobowiązania kontrahentom, pracownikom oraz państwu. W Kanale Zero mówił o błędzie "niezbankrutowania w 2022 roku". Pozwala to stawiać pytania, czy był świadomy tarapatów finansowych, a mimo to dalej zadłużał się u przeciętnych Polaków, kusząc ich nagrodami i roztaczając przed nimi wizję rozwoju biznesu.
Choć Palikot usłyszał osiem zarzutów, a według prokuratury w dokumentach ofertowych emisji akcji i kampanii pożyczkowych znalazły się nieprawdziwe, wprowadzające w błąd informacje dotyczące sposobu wykorzystania pieniędzy wpłaconych przez inwestorów oraz rzeczywistej kondycji finansowej spółek, sprawa jest rozwojowa.
– Dopóki nie ma aktu oskarżenia, cały czas można dołączyć do postępowania – usłyszeliśmy w październiku ubiegłego roku od prok. Katarzyny Calów-Jaszewskiej z biura prasowego Prokuratury Krajowej. Niewykluczone więc, że liczba pokrzywdzonych oraz wartość szkody jeszcze wzrosną, a zarzuty mogą zostać rozszerzone.
Śledztwo przeciwko wciąż jest w toku. Przypomnijmy: sprawa trwa 2,5 roku i została wszczęta po zawiadomieniu KNF w czerwcu 2023 roku.
– Sprawy z tak liczną grupą pokrzywdzonych i obszerną dokumentacją wymagają czasu: analizy, przesłuchań i prawdopodobnie opinii biegłych – mówi money.pl adw. Michał Krysztofowicz z Karniści.pl.
Czy aktywność medialna Janusza Palikota nie szkodzi śledztwu? Pytamy naszego rozmówcę.
– Można się zastanawiać, czy prokuratura nie przygląda się publicznym wypowiedziom Janusza Palikota pod kątem art. 241 kodeksu karnego. Paradoks polega na tym, że działania, które on sam może uznawać za obronne, mogą dostarczać dowodów przeciwko niemu – wszystko zależy od treści tych wypowiedzi – dodaje prawnik.
Śledczy analizują dokumenty, Palikot występuje w mediach
Janusz Palikot został zatrzymany 3 października 2024 roku. Areszt opuścił 27 stycznia 2025 roku po wpłaceniu 2 mln zł kaucji. Ma zatrzymany paszport, więc nie może opuścić kraju.
Opuścił areszt ponad dziewięć miesięcy temu i od tego czasu jest aktywny w mediach komentatorskich oraz w swoich kanałach społecznościowych. Obecnie nie promuje tam alkoholu — ma prawomocny wyrok skazujący za promowanie alkoholu wysokoprocentowego w internecie i 450 tys. zł kary do zapłaty. I dostał kolejny: 200 tys. zł grzywny za recydywę.
Utrzymuje, że jest bankrutem i żyje z tego, co uzbiera od ludzi, także w ramach internetowych zbiórek. Oferuje również doradztwo biznesowe. Cena? 5 tys. zł za 5-godzinne spotkanie. Planuje upadłość konsumencką i kolejny biznes. Wierzy, że się odkuje.
W postępowaniu upadłościowym Manufaktury Piwa, Wódki i Wina syndyk Leszek Kolczyński poinformował ostatnio w rozmowie z "Faktem", że łączna wartość zgłoszonych roszczeń przekracza 224 mln zł, a lista wierzycieli wciąż się wydłuża. Obecnie liczy ok. 1400 podmiotów.
Karolina Wysota, dziennikarka money.pl