Notowania

leki
09.07.2019 16:54

Polscy naukowcy wolą wymyślać leki za granicą. Nie chcą nawet 15 tys. zł pensji

Społeczeństwo się starzeje i potrzebuje nowych leków. Absolwenci polskich uczelni wybierają jednak pracę za granicą. Nawet konkurencyjne pensje nie przekonują ich do pozostania w kraju. Dlaczego? Zachodnie rynki są lepiej rozwinięte.

Podziel się
Dodaj komentarz
(iStock.com)
Co roku polskie uczelnie opuszcza ok. 4 tys. absolwentów kierunków biotechnologicznych. (Fot: Max_grpo)

W Polsce działa ok. 180 firm biotechnologicznych, zatrudniających 9 tys. osób. Analityk, który zaczyna pracę w laboratorium, zarabia 3-4 tys. zł, a prowadzący grupę badawczą nawet 15-16 tys. zł. Niestety, zaczyna brakować świeżej krwi.

Co roku polskie uczelnie opuszcza ok. 4 tys. absolwentów kierunków biotechnologicznych. 60 proc. z nich od razu po studiach wyjeżdża za granicę robić karierę naukową lub pracować w branży.

Eksperci mówią, że w ten sposób Polska traci najlepszych specjalistów. Jednocześnie wcale nie dziwią się tym, którzy decydują się na wyjazd. Jako kraj jesteśmy bowiem w ogonie wyścigu o wymyślanie i wprowadzanie na rynek innowacyjnych leków.

Obejrzyj: Polska nauka musi się zmienić. To jedyna szana na nasze leki przyszłości

Zachód jest lepiej rozwinięty, ponieważ ma więcej pieniędzy. Na badania i rozwój na rynku farmakologicznym w Niemczech w 2016 roku wydano 6,2 mld euro, w Wielkiej Brytanii - 5,7 mld euro, a w Polsce zaledwie 290 mln euro.

Problemem jest też to, jak te pieniądze są wydawane. 50 proc. krajowego potencjału biotechnologicznego przypada na Mazowsze. Tu jest najwięcej firm, miejsc pracy i badań. Jednocześnie są tu największe braki finansowe.

– Po przekroczeniu pewnego poziomu kurek z unijnymi pieniędzmi się zakręca. Mazowsze, będące prężnie rozwijającym się ośrodkiem w biotechnologii, nie otrzymuje już od półtora roku żadnych środków z UE. Wszystkie rozdzielane są wyłącznie w innych regionach kraju, w których w tej dziedzinie dzieje się dużo mniej. To pokazuje, jak bardzo na poziomie krajowym brakuje zarządzania i strategicznego myślenia – wyjaśnia money.pl Marcin Szumowski, prezes OncoArendi.

Brakuje kapitału prywatnego, nie ma jednolitej strategii i co ważne – nie powstał do tej pory jeden krajowy ośrodek, w którym mogliby się spotykać i współpracować przedstawiciele biznesu oraz nauki.

W wyniku spotkań przedstawicieli resortu rozwoju, Polskiej Fundacji Rozwoju i środowiska naukowego pojawił się pomysł stworzenia biotechnologicznego hubu w Warszawie. To było w 2014 roku. Od tego czasu nic z tym pomysłem się nie wydarzyło.

- W ciągu ostatnich dziesięciu lat nie Dolina Krzemowa, ale Boston zaczął koncentrować firmy i kapitał w obszarze biotechnologicznym. Dzieje się tak dlatego, że zarówno miasto, jak i stan inwestują olbrzymie pieniądze, aby przyciągać największe i najbardziej innowacyjne firmy i stworzyć im infrastrukturę oraz zaplecze. To wszystko się zwraca i to z pokaźną nawiązką, ale trzeba ten proces koordynować i być cierpliwym – opowiada Marcin Szumowski.

Trud jednak czasem popłaca. Przykładem może być lek Humira, stosowany przez osoby cierpiące na zapalenie stawów, który w 2017 roku był najlepiej sprzedającym się lekiem (wartość sprzedaży wyniosła 18,9 mld dolarów).

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Tagi: leki, wiadomości, gospodarka, nauka, biotechnologia
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
09-07-2019

ityleTaki kierunek "rozwoju" został nam narzucony w 1989 roku. Musimy sobie to uświadomić i przełamać te narzucone nam reguły. Samym … Czytaj całość

09-07-2019

Chemik-emigrantBo tutaj nie chodzi o pieniądze !!! Po ukończeniu uczelni pracowałem 2 lata w dużej polskiej firmie biotech (notowana na giełdzie) - dziadostwo ! … Czytaj całość

09-07-2019

JOLKAPOWINNI ODDAC KASE ZA DARMOWE STUDIA I WYJECHAC ALBO ZAKAZ WYJAZDU I ODROBIĆ STUDIA!!!!!DARMOWE!!!!TO JEST PROSTA SPRAWA!!!!ZUPEŁNIE PROSTA!!!!!!

Rozwiń komentarze (345)