"Coraz więcej zakupów". Tłumaczy, co się dzieje ze złotem

Tomasz Setta
Ole HansenOle Hansen
Źródło zdjęć: © GETTY | D. Lemanski, R. D'Raine, Saxo Bank

Ceny złota są dzisiaj daleko od rekordowych poziomów, ale inwestorzy mają nadzieję, że wartość kruszcu ponownie wzrośnie. Podejrzewam, że w ciągu roku jest przestrzeń do podwyżek o 15–20 proc. – mówi w rozmowie z money.pl Ole Hansen z duńskiego Saxo Bank. Z ekspertem ds. surowców przyglądamy się też cenom miedzi, które w ciągu roku wzrosły o 30 proc.

Wartość jednej uncji złota waha się na światowych rynkach w okolicach 4 tys. dolarów. W piątek cena kruszcu spadła poniżej wspomnianej granicy, ale już zdążyła odrobić straty i wrócić powyżej tego pułapu. Ale to wciąż najsłabszy wynik od miesięcy – jeszcze na początku tego roku za złoto trzeba było zapłacić rekordowe ponad 5 tys. dolarów.

Dwie siły "ścierają się" na rynku złota

Co kształtuje obecny kurs? – Ceny złota są dzisiaj daleko od historycznych szczytów, ale nadal utrzymują się powyżej 4 tys. dolarów za uncję. W normalnych warunkach, przy obecnych czynnikach makroekonomicznych, prawdopodobnie kosztowałoby ok. 3,5 tys. dolarów – mówi money.pl Ole Hansen, dyrektor ds. strategii rynku surowców w Saxo Bank.

– Zatrzymanie tych spadków cen na wyższym poziomie pokazuje, że na rynku mamy do czynienia z coraz większą liczbą zakupów o charakterze strategicznym – dodaje ekspert.

Nasz rozmówca tłumaczy, że na rynku złota trwa obecnie "przeciąganie liny". – Z jednej strony mamy inwestorów koncentrujących się na czynnikach makroekonomicznych. Widzą rosnące rentowności obligacji, mocniejszego dolara i perspektywę wyższych stóp procentowych, dlatego sprzedają złoto – wyjaśnia.

– Z drugiej strony mamy inwestorów długoterminowych, którzy obawiają się dokładnie tych samych zjawisk, więc kupują złoto. Ceny, które obserwujemy, są wynikiem ścierania się tych dwóch sił – podkreśla Ole Hansen.

Podobną sytuację obserwowaliśmy w 2022 r., kiedy Rosja zaatakowała Ukrainę. Wtedy również doszło do gwałtownego wzrostu stóp procentowych. W normalnych warunkach byłby to rok, w którym inwestorzy wycofywaliby pieniądze z funduszy ETF inwestujących w złoto. I rzeczywiście tak się stało, ale cena złota właściwie nie spadła. Dlaczego? Ponieważ kruszec kupowały w tym czasie banki centralne – tłumaczy ekspert Saxo Banku.

Jak podkreśla, jest to konsekwencja działań podejmowanych w ostatnich latach także przez Narodowy Bank Polski. Tylko w tym roku NBP podniósł poziom rezerw złota o ok. 120 ton. Na koniec września tego roku zapasy polskiego banku wynosiły już ponad 670 ton.

W tym roku jesteście największym oficjalnie raportowanym nabywcą tego kruszcu. Chiny prawdopodobnie również kupują bardzo duże ilości złota, ale według oficjalnych, dostępnych danych, to Polska zajmuje pierwsze miejsce – mówi nam Hansen.

Inwestorzy mają nadzieję, że wzrost cen złota

Zdaniem eksperta, kluczowymi czynnikami decydującymi o cenie złota są również napięta sytuacja geopolityczna i coraz poważniejszy problem zadłużenia publicznego.

– Myślę, że właśnie to wyjaśnia, dlaczego inwestorzy są skłonni rezygnować z części potencjalnych zysków w zamian za posiadanie złota – komentuje nasz rozmówca.

– Przecież złoto samo w sobie nie przynosi żadnego dochodu: nie wypłaca odsetek ani dywidend. Jego wartość polega przede wszystkim na możliwości zachowania siły nabywczej kapitału. Inwestorzy dodatkowo mają nadzieję, że jego cena ponownie z czasem wzrośnie – dodaje. 

Gdybyśmy spotkali się za rok, sądzę, że złoto mogłoby wtedy ponownie znajdować się w okolicach rekordowych poziomów. W perspektywie najbliższych dwunastu miesięcy spodziewałbym się wzrostu cen złota o około 15–20 proc. – przewiduje Ole Hansen, zastrzegając, że to tylko prognoza, wynikająca z obecnego stanu wiedzy i danych.

Dwa problemy podbijają ceny miedzi

Ekspert Saxo Bank zwraca też uwagę na sytuację na rynku miedzi. Cena tego surowca w ciągu ostatniego roku poszła w górę o nawet 30 proc. z 10 do ponad 14 tys. dolarów za tonę. Jak wylicza, powody są co najmniej dwa: to rosnące zapotrzebowanie na miedź i jednoczesne kłopoty po stronie podażowej, czyli trudności w dostarczeniu odpowiedniej ilości metalu.

– Potrzebujemy więcej pieniędzy i nowych projektów wydobywczych. Możemy zwiększać produkcję w kopalniach, ale uruchomienie nowych projektów zajmuje 10–15 lat – mówi Ole Hansen. 

Możemy też zwiększać recykling albo szukać materiałów zastępczych. Miedź jest jednak surowcem wyjątkowym, ponieważ doskonale przewodzi prąd elektryczny. W niektórych sytuacjach można w jej miejsce zastosować aluminium, ale nie wszędzie będzie to odpowiedni zamiennik, a elektryfikacja światowej gospodarki postępuje – podkreśla ekspert.

Jego zdaniem to jeden z najważniejszych czynników napędzających potencjalną nową "superhossę" na rynku surowców. – Uważam, że właśnie znajdujemy się w trakcie takiego supercyklu. Za mojego życia były właściwie tylko dwa wielkie cykle surowcowe – mówi Ole Hansen. 

Pierwszy nastąpił w latach 70., kiedy doszło do szoków naftowych. Drugi rozpoczął się około 2001 r., kiedy Chiny weszły na światową scenę gospodarczą i przez następnych osiem lat kupowały praktycznie wszystko, co można było nazwać surowcem. W obu przypadkach obserwowaliśmy ogromne wzrosty cen surowców. Myślę, że kolejny cykl rozpoczął się w latach 2020–2021 i trwa do tej pory – uważa dyrektor ds. strategii rynku surowców w Saxo Bank.

Dlaczego wydobycie miedzi staje się coraz droższe? Ole Hansen wyjaśnia, że do wyprodukowania tej samej ilości metalu potrzebujemy coraz więcej energii, wody i substancji chemicznych.

– Wszystko to powoduje wzrost kosztów wydobycia. A takie projekty można realizować tylko wtedy, gdy ceny miedzi są wystarczająco wysokie, żeby zapewnić opłacalność – tłumaczy.

Jak dodaje, jest jednak kilka czynników ryzyka, które mogą spowodować w dłuższym terminie spadek rekordowych cen miedzi.

– Po pierwsze, mam na myśli dalsze spowolnienie gospodarcze w Chinach, które od dawna są jednym z największych źródeł popytu na miedź – mówi nam Ole Hansen. – Po drugie, pęknięcie bańki AI albo spowolnienie tempa budowy centrów danych. Po trzecie, same ceny miedzi mogą wzrosnąć tak bardzo, że zaczną ograniczać popyt. Istnieje wobec tego pewien naturalny pułap cenowy dla miedzi – dodaje. 

– Jeżeli ceny osiągną bardzo wysokie poziomy, zachęcą do zwiększenia recyklingu, ale jednocześnie mogą spowodować częściowe ograniczenie zużycia. Nie zmienia to jednak zasadniczego trendu. Elektryfikacja świata trwa i będzie postępować, ale też podnosić koszty – ocenia nasz rozmówca.

Wybrane dla Ciebie