Złota rozgrywka. Putin sięga po rezerwy. Polska robi coś dokładnie odwrotnego

Na Kremlu ubywa złota, w skarbcach Narodowego Banku Polskiego go przybywa. Rosja już dziesiąty miesiąc z rzędu uszczupla swoje rezerwy. W tym czasie Polska kupuje kolejne tony. Oba państwa przeznaczają gigantyczne kwoty na zbrojenia, ale ich podejście do zgromadzonego kruszcu jest zupełnie inne. Co kryje się za rosyjską wyprzedażą?

Władimir Putin wyprzedaje złoto. NBP pod wodzą Adama Glapińskiego robi dokładnie odwrotnieWładimir Putin wyprzedaje złoto. NBP pod wodzą Adama Glapińskiego kupuje
Źródło zdjęć: © GETTY, NBP
Malwina Gadawa

Rosja miesiąc po miesiącu uszczupla swoje rezerwy złota, podczas gdy Polska konsekwentnie je powiększa. Choć oba państwa przeznaczają ogromne środki na obronność, ich podejście do strategicznych zasobów wyraźnie się różni.

Dla Kremla złoto staje się sposobem na łagodzenie problemów budżetowych, natomiast Narodowy Bank Polski traktuje je jako zabezpieczenie finansowe na przyszłość.

Rosja wyprzedaje złoto. Takiej operacji nie było od 28 lat

Jak informował money.pl, rosyjski bank centralny tylko we wrześniu zmniejszył swoje zasoby złota o około 6,2 tony. Od grudnia 2025 r. z rosyjskich rezerw ubyło już około 62 ton kruszcu. To największa nieprzerwana wyprzedaż w tym kraju od czasu kryzysu finansowego z 1998 r., kiedy w ciągu zaledwie trzech miesięcy Rosja pozbyła się 118 ton złota.

Rosyjskie złoto i Narodowy Fundusz Dobrobytu

Dlaczego Kreml zdecydował się na ograniczanie rezerw właśnie teraz? Jak tłumaczy Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB, powodem nie jest nagła panika na rynku walutowym, ale przede wszystkim konieczność finansowania rosnących wydatków państwa.

Według analityka rosyjski deficyt budżetowy w 2026 r. może sięgnąć 7,3 bln rubli, czyli dwukrotnie więcej, niż pierwotnie zakładano. Jednocześnie wydatki na obronność i bezpieczeństwo mają pochłonąć około 38 proc. federalnego budżetu.

Stajniak wyjaśnia, że zmniejszanie rezerw złota jest w znacznym stopniu związane z operacjami rosyjskiego Ministerstwa Finansów i Narodowego Funduszu Dobrobytu. Po zamrożeniu części rosyjskich aktywów walutowych przez Zachód złoto stało się jednym z dostępnych zasobów, które mogą wspierać finansowanie potrzeb państwa.

Według analizy XTB zasoby złota należącego do Narodowego Funduszu Dobrobytu zmniejszyły się z około 555 ton w maju 2022 r. do około 160 ton pod koniec 2025 r. Nie oznacza to jednak, że wyczerpywane są w takim samym tempie wszystkie rosyjskie rezerwy złota.

"Mimo dziesięciu miesięcy wyprzedaży Rosja pozostaje szóstym największym posiadaczem rezerw złota na świecie, a kruszec stanowi ok. 41 proc. całkowitych rezerw międzynarodowych kraju. W ujęciu historycznym: przed 2022 rokiem Rosja była piątym największym posiadaczem złota (ok. 2300 ton), z poziomem zbliżonym do Francji i Włoch, wyraźnie za liderami – Stanami Zjednoczonymi i Niemcami" – wskazuje w swojej analizie Michał Stajniak.

Dodaje, że Rosja jest też drugim co do wielkości producentem złota na świecie (po Chinach), z roczną produkcją przekraczającą 300 ton, co oznacza, że może relatywnie szybko odbudować sprzedane rezerwy, kupując złoto od krajowych producentów, gdy sytuacja budżetowa się poprawi.

Kreml potrzebuje pieniędzy

– Rosja potrzebuje dewiz, przede wszystkim dolarów i innych walut obcych, aby finansować swoje bieżące potrzeby, w tym również wydatki związane z prowadzeniem wojny. Dysponuje rezerwami złota sięgającymi ponad 2100 ton, a dodatkowo posiada własne kopalnie tego kruszcu. Obecnie sprzedaje więc jedynie niewielką część zgromadzonych zasobów. To, jak długo będzie kontynuować sprzedaż i na jaką skalę, zależy przede wszystkim od dalszego przebiegu i czasu trwania wojny w Ukrainie – mówi w rozmowie z money.pl Piotr Kuczyński, główny analityk domu inwestycyjnego Xelion.

Zwraca uwagę, że dalsza polityka rosyjskich władz wobec złota będzie uzależniona również od sytuacji międzynarodowej, w szczególności od przyszłości sankcji nałożonych na Moskwę.

– Moim zdaniem sytuacja zmierza w kierunku stopniowego łagodzenia sankcji. Jeżeli Stany Zjednoczone zdecydują się na ich zniesienie, a Rosja odzyska dostęp do zagranicznych rynków finansowych i walut, nie będzie już musiała w takim stopniu poszukiwać alternatywnych źródeł finansowania. Do tego czasu sprzedaż części rezerw złota pozostaje jednym ze sposobów pozyskiwania potrzebnych środków – dodaje ekspert.

Putin "nie ma wielkiego pola manewru"

Na razie Kreml musi jednak mierzyć się z rosnącymi kosztami prowadzenia wojny i trudną sytuacją budżetową.

– Niezależnie od sytuacji na froncie i wojny, którą Rosja prowadzi przeciwko Ukrainie, rezerwy złota rosyjskiego banku centralnego pozostają wysokie. Władimir Putin przez lata gromadził złoto, a wraz ze wzrostem cen kruszcu rosła również wartość zgromadzonych rezerw. Tendencja ta utrzymywała się do 2025 r., mimo trwającej wojny – mówi money.pl prof. Władimir Ponomariow, rosyjski opozycjonista i ekspert Instytutu Bezpieczeństwa i Rozwoju Międzynarodowego.

Jak tłumaczy, Rosja wyprzedaje złoto m.in. za pośrednictwem Hongkongu, aby poprawić kondycję rosyjskiego budżetu i ograniczyć jego deficyt.

– Chodzi również o uniknięcie drastycznych cięć w wydatkach socjalnych. Sytuacja zwykłych Rosjan już teraz jest trudna, dlatego władze muszą nadal przeznaczać znaczne środki na programy społeczne – dodaje Ponomariow.

W jego ocenie Putin nie ma więc wielkiego pola manewru i jest zmuszony sięgać po rezerwy złota. – Na razie skala sprzedaży nie zagraża ich stabilności, ale pokazuje, że sytuacja rosyjskiego budżetu jest daleka od satysfakcjonującej z punktu widzenia Kremla. Tym bardziej że Putin z roku na rok zwiększa wydatki na cele zbrojeniowe. W przyszłorocznym budżecie mają one wzrosnąć o blisko 40 proc. Rosja potrzebuje więc coraz większych środków na finansowanie wojny, a sprzedaż złota jest jednym ze sposobów ich pozyskania – dodaje ekspert.

Polska na przeciwnym biegunie. NBP kupuje złoto na potęgę

Podczas gdy Rosja zmniejsza swoje rezerwy, Polska konsekwentnie podąża w przeciwnym kierunku. Z danych World Gold Council za sierpień 2026 r. wynika, że NBP był największym nabywcą netto złota wśród banków centralnych od początku roku.

W ciągu pierwszych ośmiu miesięcy 2026 r. Polska kupiła łącznie 98 ton kruszcu. Tylko we wrześniu rezerwy zwiększyły się o kolejne 25 ton złota, osiągając poziom blisko 673 ton. To oznacza, że NBP dzielą już tylko 27 ton od realizacji zapowiadanego celu, jakim jest zgromadzenie 700 ton złota.

Co istotne, zwiększanie rezerw odbywa się w czasie, gdy Polska sama przeznacza rekordowo wysokie kwoty na modernizację armii.

Tak świat kupuje złoto

Rosyjska wyprzedaż wyraźnie kontrastuje również z zachowaniem większości banków centralnych aktywnie handlujących złotem.

Według World Gold Council w sierpniu 2026 r. globalne zakupy netto złota przez banki centralne wyniosły 39 ton. Najwięcej kupiły Chiny, które zwiększyły swoje zasoby o 20 ton. Polska i Uzbekistan dokupiły po 8 ton, a Kazachstan 7 ton. Złoto systematycznie gromadzą również Czechy, które w sierpniu powiększyły rezerwy o 2 tony.

© Licencjodawca

Turcja też sprzedaje

Wśród znaczących sprzedających od początku roku znalazły się natomiast Rosja oraz Turcja. Ta druga do końca sierpnia zmniejszyła swoje zasoby netto o 82 tony, przy czym zdecydowana większość sprzedaży przypadła na pierwszy kwartał.

Jak zauważa Michał Stajniak z XTB, rosyjska wyprzedaż nie stanowi obecnie zagrożenia dla globalnego rynku złota. Bo, jak wspominali wyżej eksperci, Kreml wciąż dysponuje ogromnymi rezerwami, a Rosja należy do największych producentów tego kruszcu na świecie.

Analityk wskazuje jednak na bardziej długofalowy problem Kremla.

"Kluczowym buforem pozostają wpływy z ropy i gazu, wspierane przez podwyższone ceny surowców w związku z wojną Iranu: to one, nie złoto, pozostają prawdziwym ograniczeniem zdolności Moskwy do finansowania wojny w długim terminie. Realne ryzyko to nie nagły kryzys, lecz narastające zniekształcenie gospodarki. Rośnie rozdźwięk między rządem dążącym do utrzymania bieżącego kursu wojennego a ekonomistami ostrzegającymi, że obecny model jest niemożliwy do utrzymania, jeśli gospodarka ma wrócić na 'normalną ścieżkę' po ewentualnym zakończeniu wojny" – wskazuje w analizie Michał Stajniak.

Wybrane dla Ciebie