Prokuratura ma dane i majątek. Ale syndyk Zondy nie ma za co działać

Polscy śledczy zabezpieczyli majątek wart około 125 mln zł. Tymczasem syndyk operatora Zondacrypto wyłożył na postępowanie 7 tys. euro z własnej kieszeni, a bilet na spotkanie z ministrem sprawiedliwości kupił mu przedstawiciel wierzycieli. Syndyk potrzebuje pieniędzy i danych. Prokuratura deklaruje współpracę, ale zastrzega: zabezpieczonych środków nie przekaże.

Waldemar Żurek, minister sprawiedliwości i prokurator generalnyWaldemar Żurek, minister sprawiedliwości i prokurator generalny
Źródło zdjęć: © Getty Images, fotomontaż | Dusan Zidar, NurPhoto, ZipZapic.com
Karolina Wysota

W Polsce prokuratura informuje o zabezpieczonych nieruchomościach i luksusowych samochodach. W Tallinie, gdzie toczy się postępowanie upadłościowe operatora Zondacrypto, brakuje pieniędzy na bieżące działania. Jak dowiedział się money.pl, syndyk rozważał wystąpienie o umorzenie postępowania z powodu braku środków albo zażądanie zaliczek od wierzycieli. Poszkodowani mieliby więc ponownie sięgnąć do kieszeni, choć część z nich zapłaciła już pełnomocnikom za reprezentowanie w upadłości.

Żeby prowadzić postępowanie, syndyk Margus Lentsius potrzebuje pieniędzy na pierwsze działania oraz dostępu do bazy danych BB Trade Estonia. Nośniki zabezpieczyła polska prokuratura w śledztwie karnym. Zapisane na nich informacje mają pozwolić sprawdzić zgłoszenia klientów i prześledzić, dokąd wypływały środki spółki.

O współpracy obu stron rozmawiano wieczorem w środę 21 października. W spotkaniu uczestniczyli m.in. minister sprawiedliwości i prokurator generalny Waldemar Żurek, prokuratorzy Marek Wełna i Jacek Bilewicz, syndyk oraz dwóch z trzech członków komitetu wierzycieli: Damian Przybyłowski i Robert Nogacki.

Przedstawiciele wierzycieli liczyli na pomoc, która pozwoli postępowaniu ruszyć z miejsca. Stanowisko prokuratury pokazuje jednak, że zabezpieczony w Polsce majątek nie stanie się źródłem finansowania pracy syndyka.

Spotkanie po interwencji w KPRM

O rozmowy przedstawiciele wierzycieli zabiegali od tygodni. Według Przybyłowskiego, przewodniczącego komitetu wierzycieli, do spotkania udało się doprowadzić po jego interwencji w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Rozmowy miały odbyć się tydzień wcześniej, ale syndyk zachorował. Resort nie chciał spotykać się z przedstawicielami wierzycieli bez jego udziału, dlatego termin przesunięto. Ostatecznie Lentsius przyleciał do Polski 21 października, a bilet kupił mu mecenas Nogacki.

Wcześniej Przybyłowski sfinansował tłumacza na posiedzenie wierzycieli w Estonii, które odbyło się 17 września. Zanim więc uda się cokolwiek wypłacić klientom giełdy, przedstawiciele wierzycieli pokrywają koszty niezbędne do prowadzenia rozmów i postępowania.

Sam syndyk wyłożył już około 7 tys. euro z własnych środków. Na kolejne pół roku potrzebuje około 70 tys. euro, przede wszystkim na zagranicznych pełnomocników. Operator Zondacrypto miał siedzibę w Estonii, ale działalność jego i powiązanych spółek wykraczała poza Europę. Poszukiwanie majątku wymaga działań w różnych państwach, analiz prawnych, przygotowania dokumentów i tłumaczeń.

"Środków nie przekazujemy"

Pierwotny postulat delegacji zakładał przekazanie syndykowi od 75 do 100 tys. euro ze środków BB Trade Estonia zamrożonych przez polską prokuraturę. Podczas spotkania okazało się jednak, że ten scenariusz nie jest możliwy do zrealizowania.

Potwierdza to w rozmowie z money.pl prokurator Anna Adamiak, rzecznik prasowy prokuratora generalnego. 

– Środków nie przekazujemy. To nie jest tak, że syndyk będzie przekazywał zabezpieczone przez siebie, ujawnione i objęte postępowaniem upadłościowym mienie prokuraturze i odwrotnie – mówi.

Adamiak podkreśla, że śledztwo karne i postępowanie upadłościowe są odrębne i prowadzone na różnych podstawach prawnych. Priorytetem prokuratury jest ustalenie, czy popełniono przestępstwo oraz ujęcie sprawcy. Jak wyjaśnia, dochodzenie naprawienia szkody w procesie karnym wiąże się z rozstrzygnięciem o odpowiedzialności sprawcy.

W dodatku śledztwo wykracza poza działalność samej BB Trade Estonia. Nie należy więc utożsamiać całej wartości zabezpieczonego majątku z kwotą, która będzie dostępna na zaspokojenie roszczeń klientów giełdy.

Syndyk znalazł 167 tys. euro

Syndyk zidentyfikował również około 167 tys. euro należących do upadłej spółki na rachunkach u operatorów płatności. To odrębny kierunek działań od postulatu przekazania części środków zamrożonych przez polskich śledczych. Uzyskanie dostępu do tych pieniędzy pozwoliłoby sfinansować pierwsze czynności bez żądania kolejnych wpłat od poszkodowanych.

O pomoc w ich zabezpieczeniu i odzyskaniu syndyk oraz przedstawiciele wierzycieli zwrócili się podczas środowego spotkania do resortu sprawiedliwości i prokuratury. Samo zidentyfikowanie pieniędzy nie oznacza jednak, że syndyk może już z nich korzystać.

Tymczasem skala zadania jest duża. Do syndyka zgłosiło się dotychczas około 5 tys. poszkodowanych, którzy domagają się od operatora Zondacrypto łącznie 43 mln euro. Każde zgłoszenie trzeba sprawdzić, a do tego potrzebne są zapisy po stronie spółki.

Wymiana informacji zamiast bazy

Termin zgłaszania roszczeń upływa 27 października. Następnie syndyk musi zweryfikować zgłoszenia, sporządzić listę wierzycieli i przekazać ją do estońskiego sądu. Wówczas dowiemy się, komu i ile winien jest upadły operator Zondacrypto.

Do przygotowania wykazu syndyk potrzebuje danych, z którymi porówna dokumenty przedstawione przez klientów. Baza jest mu też niezbędna do odtworzenia przepływów finansowych: ustalenia, gdzie trafiły środki BB Trade Estonia i od kogo można dochodzić ich zwrotu.

Prokuratura nie zapowiada jednak przekazania samej bazy. Deklaruje współpracę przy wymianie informacji i analiz oraz weryfikacji tożsamości rzeczywistych pokrzywdzonych.

– Trzeba też pamiętać, że postępowanie karne jest objęte tajemnicą postępowania, ale myślę, że taka współpraca naprawdę może być użyteczna dla dwóch stron – powiedziała money.pl Adamiak.

Dla wierzycieli istotne będzie więc to, czy wymiana informacji zapewni syndykowi materiał potrzebny do sprawdzania roszczeń i odzyskiwania majątku.

Ponad milion euro w planie syndyka

Estoński sąd ogłosił upadłość BB Trade Estonia OÜ 27 sierpnia i wyznaczył syndykiem Margusa Lentsiusa. Syndyk oszacował nakład pracy na 5295 godzin przy stawce 189 euro za godzinę. Daje to planowane wynagrodzenie w wysokości nieco ponad 1 mln euro. Kwota nie została wypłacona.

Na identyfikację kryptoaktywów przewidział 600 godzin, na analizę danych z serwerów – 500, a na działania związane z bankami i giełdami – 300. Obsługa procedury i wierzycieli, obejmująca m.in. korespondencję, listę wierzycieli, tłumaczenia, zawiadomienia i zgromadzenia, ma pochłonąć 2280 godzin, czyli około 43 proc. całego planu.

Komitet wierzycieli na obecnym etapie zrezygnował z wynagrodzenia za własną pracę, które obciążałoby majątek spółki. W jego skład wchodzą Przybyłowski z Krajowego Centrum Obsługi Długów, reprezentujący grupę "Zonda Odzyskaj", Marek Keiman z kancelarii Magnusson oraz Robert Nogacki z Kancelarii Skarbiec.

Koszty pracy syndyka również będą miały znaczenie dla ostatecznych wypłat. Pieniądze na pierwsze działania mają umożliwić odzyskiwanie majątku, z którego trzeba będzie pokryć zarówno należności wierzycieli, jak i koszty postępowania.

Dwie drogi odzyskiwania pieniędzy

Prokurator Adamiak zachęca poszkodowanych do działania w obu postępowaniach. Zgłoszenie wierzytelności syndykowi nie zastępuje zgłoszenia się do organów ścigania.

– Może się okazać, że w którymś z tych postępowań to odzyskanie tych środków może być sprawniejsze albo pełniejsze i powinni próbować w ramach tych dwóch procedur – powiedziała.

Jednocześnie zapewnia, że między organami nie ma rywalizacji o majątek. Zwraca też uwagę na zasadę antykumulacyjną, która ma zapobiegać podwójnemu kompensowaniu tej samej szkody.

Polskie śledztwo wszczęła 17 kwietnia Prokuratura Regionalna w Katowicach. Dotyczy ono m.in. oszustwa znacznej wartości i prania pieniędzy. Do prokuratury wpłynęło kilka tysięcy zawiadomień, a 30 lipca połączono kilka postępowań dotyczących funkcjonowania Zondacrypto, wcześniej działającej pod marką BitBay.

Śledczy badają działalność osób i podmiotów związanych z giełdą, przepływy pieniędzy i kryptowalut oraz okoliczności zaginięcia Sylwestra Suszka, współzałożyciela i byłego prezesa platformy. Sprawą zajmuje się zespół siedmiu prokuratorów z Markiem Wełną na czele.

Odnaleźć pieniądze, podważyć transakcje

Syndyk ma natomiast doprowadzić do odzyskania majątku i wypłat dla wierzycieli. Może analizować transakcje upadłej spółki i, jeśli istnieją ku temu podstawy, podejmować działania zmierzające do ich podważenia oraz odzyskania przekazanych środków.

Jednym z kierunków są umowy pożyczek udzielanych podmiotom powiązanym, w tym ZND Ventures OÜ na budowę banku. O tych przepływach pisaliśmy w money.pl. Syndyk nie musi więc ograniczać poszukiwań do tego, co pozostało bezpośrednio na rachunkach operatora giełdy.

Odzyskiwanie środków komplikuje jednak międzynarodowa struktura działalności. Potrzebne są analizy określające, jakie przepisy mają zastosowanie do poszczególnych transakcji i majątku znajdującego się w różnych państwach. Na ich przygotowanie również trzeba mieć pieniądze.

Poprosiliśmy syndyka o komentarz do stanowiska prokuratury oraz o ocenę, czy deklarowana wymiana informacji pozwoli mu skutecznie prowadzić postępowanie. Zapytaliśmy także, czy nadal rozważa wystąpienie o jego umorzenie z powodu braku środków, czy też po spotkaniu pojawiła się możliwość dalszego finansowania. Do czasu publikacji nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

Wybrane dla Ciebie