Tak kończy hegemon. Największa gospodarka UE na dnie deficytu

Deficyt Niemiec w handlu z Chinami w 2026 r. po raz pierwszy w historii przekroczy 100 mld euro i będzie siedmiokrotnie wyższy niż w 2019 r. – UE powinna odpowiedzieć Chinom cłami. To nie jest protekcjonizm, lecz zapewnienie uczciwych warunków konkurencji – pisze Jürgen Matthes z IW. Rosnącą nierównowagę notują też cała UE oraz sama Polska.

Instytut IW ostrzega przed dominacją ChinInstytut IW ostrzega przed dominacją Chin
Źródło zdjęć: © East News | AFP, Associated Press, East News, Risto Bozovic, SAUL LOEB, ZipZapic.com
Robert Kędzierski

Niemiecki Instytut Gospodarki w Kolonii (IW) szacuje, że w 2026 r. nadwyżka importu z Chin nad eksportem do Niemiec po raz pierwszy w historii przekroczy 100 mld euro. Główny analityk organizacji Jürgen Matthes oparł prognozę na danych z pierwszych sześciu miesięcy, które podwoił, zakładając utrzymanie się trendu w drugim półroczu. Oznaczałoby to nowy rekord, wyższy od dotychczasowego maksimum z 2025 r., gdy deficyt wyniósł 90 mld euro.

Niemcy importują coraz więcej z Chin. Granica deficytu przekroczona

Skala zmian jest widoczna w proporcjach wymiany. W pierwszym półroczu 2026 roku Niemcy sprowadziły z Chin towary o wartości niemal 2,5 raza większej niż ta, którą tam wysłały, podczas gdy w 2019 roku relacja ta wynosiła 1,15. Deficyt wynosił wówczas 14,1 mld euro, co już wtedy było wartością wysoką na tle innych państw. W ciągu siedmiu lat ujemne saldo wzrośnie więc o ponad 90 mld euro.

IW wskazuje na wyjątkowo rozbieżne tendencje po obu stronach wymiany. Całkowity eksport towarów do Chin ma być w tym roku o około jedną czwartą niższy niż w 2019 r., podczas gdy w latach 2019–2025 spadł o 15 proc. Import z Chin wzrośnie natomiast o około 62 proc. wobec 56 proc. do 2025 r. Instytut podkreśla, że zwykle eksport i import rosną równolegle, choć w różnym tempie.

Eksperci IW zaznaczają, że nierównowaga w handlu jest typowym zjawiskiem i zazwyczaj nie budzi zastrzeżeń. W tym przypadku jest jednak wyjątkowo duża i narasta bardzo szybko. To jednak nie wszystko – bo coraz większa dominacja Chin może brać się z niezbyt uczciwych zagrywek Pekinu. Przybywa bowiem dowodów na zakłócanie konkurencji przez Chiny. Obok wysokich subsydiów IW wymienia silne niedowartościowanie juana, które pojawiło się już w 2021 r. i jest utrzymywane. Pomaga to chińskim eksporterom.

Nie tylko motoryzacja. Elektrotechnika i maszyny pod presją

Największy, niemal 24-procentowy udział we wzroście deficytu ma przemysł motoryzacyjny. Saldo handlu samochodami i częściami pogorszyło się o około 22 mld euro. Nadwyżka, która w 2019 r. przekraczała 23 mld euro, w tym roku skurczy się według szacunków do około 1 mld euro, a już w 2025 r. spadła do około 6 mld euro. Wartość importu aut i części z Chin wzrośnie wobec 2019 r. o ponad 475 proc., a niemiecki eksport w tej grupie skurczy się o około 54 proc.

Obszarów, na których Niemcy oddają pola Chińczykom, jest więcej. Na branżę elektrotechniczną przypada około 30 mld euro, czyli mniej więcej jedna trzecia wzrostu deficytu. W grupie urządzeń elektrycznych ujemne saldo zwiększy się z 4,8 mld euro w 2019 r. do ponad 24 mld euro, czyli ponad pięciokrotnie, a import z Chin wzrośnie o ponad 134 proc. Sama ta grupa odpowiada za ponad jedną piątą przyrostu całego deficytu. W kategorii sprzętu komputerowego, elektronicznego i optycznego, w której Chiny tradycyjnie są silne, deficyt wzrośnie z ponad 26 mld do niemal 38 mld euro.

Problem dotyczy także budowy maszyn, których światowy eksport wyniósł w 2025 r. 216 mld euro. W 2019 r. Niemcy miały w handlu maszynami z Chinami nadwyżkę bliską 10 mld euro, a w 2026 r. po raz pierwszy mogą zanotować deficyt przekraczający 1 mld euro. Eksport maszyn do Chin spadnie w tym okresie o około 26 proc., a import z Chin wzrośnie o 65 proc. W sumie sektor ten odpowiada za 11 mld euro wzrostu ujemnego salda.

Niemcy nie mogą tłumaczyć się kosztami

IW odrzuca promowaną przez niemieckich polityków tezę, że główną przyczyną spadku konkurencyjności są wysokie ceny energii w Niemczech. Wymienione trzy branże nie należą do energochłonnych, a wzrost kosztów energii w ostatnich latach ma według instytutu niewielkie znaczenie wobec chińskich subsydiów i silnego realnego umocnienia euro od początku 2020 r. Branże energochłonne, takie jak chemia, produkcja papieru, szkła i metali, odpowiadają łącznie za zaledwie 4 mld euro wzrostu deficytu. Ich eksport do Chin spadł przy tym o 7 proc., a import wzrósł o 44 proc., czyli wolniej niż średnio.

Ważną częścią odpowiedzi gospodarczej powinny być cła wyrównawcze. Obok krajowych reform Rada Europejska zobowiązała Komisję Europejską do jak najszybszego przygotowania szerokiego i sprawnie działającego instrumentu tego typu. To nie jest protekcjonizm, lecz zapewnienie uczciwych warunków konkurencji – wskazuje Jürgen Matthes.

Szok uderza nie tylko w Niemcy. UE z rosnącą nierównowagą

Niemiecka prasa od miesięcy opisuje skutki tzw. drugiego chińskiego szoku. "Berliner Zeitung" zwracał uwagę, że Chiny z obrotami na poziomie 251,8 mld euro wyprzedziły USA jako najważniejszy partner handlowy Niemiec. Według wniosku frakcji Zielonych złożonego w Bundestagu przed szczytem UE Chiny mogą do końca 2026 roku wypaść z pierwszej dziesiątki rynków zbytu dla niemieckich produktów. "Börsen-Zeitung" relacjonował z kolei, że rady ekonomiczne Niemiec i Francji wspólnie ostrzegły przed dominacją Chin w coraz większej liczbie strategicznych sektorów.

Problem dotyczy całej Unii Europejskiej. Jej deficyt w handlu z Chinami sięgnął w 2025 r. około 360 mld euro, a w pierwszym półroczu 2026 r. wzrósł o kolejne 9 proc. Z danych Eurostatu wynika, że w samym sierpniu ujemne saldo UE z Chinami zwiększyło się w skali roku z 30,1 do 38,4 mld euro. Import z Chin wzrósł o 19,7 proc., do 53,1 mld euro, a eksport tylko o 3,2 proc., do 14,7 mld euro. W okresie od stycznia do sierpnia cała Unia Europejska zanotowała w handlu ze światem deficyt w wysokości 46,1 mld euro wobec nadwyżki 76,4 mld euro rok wcześniej, przy czym duży wpływ miały na to droższe surowce energetyczne.

Bruksela zaostrza kurs wobec Pekinu. Na początku października Niemcy i Francja zaproponowały nowy instrument, który pozwoliłby Komisji Europejskiej ograniczać dostęp do jednolitego rynku państwom stosującym poważne i systemowe zakłócenia konkurencji, w skrajnych przypadkach aż do natychmiastowego wykluczenia. Propozycja nie wymienia Chin z nazwy i ma obejmować wszystkie kraje, od subsydiów po manipulacje walutowe. Instrument byłby uruchamiany, o ile nie sprzeciwi się temu kwalifikowana większość państw, jednak jego wprowadzenie wymaga zgody rządów UE i Parlamentu Europejskiego.

Unijny komisarz ds. handlu Maroš Šefčovič prowadził w październiku rozmowy w Pekinie, a 9 października Komisja Europejska porozumiała się z Chinami w sprawie ograniczenia importu samochodów hybrydowych do UE. Szczyt Rady Europejskiej, który odbył się 15 i 16 października, wezwał w konkluzjach do skuteczniejszego przeciwdziałania globalnej nierównowadze gospodarczej. Przywódcy nie zdecydowali jednak o nowych cłach wymierzonych bezpośrednio w Chiny.

Chińska ekspansja jest coraz wyraźniej widoczna także w Polsce. W lipcu Chiny po raz pierwszy wyprzedziły Niemcy jako największy dostawca towarów do naszego kraju. Import z Chin wyniósł 6,2 mld euro, co dało 17,7 proc. całego importu, wobec 6,1 mld euro i 17,4 proc. w przypadku Niemiec. W okresie od stycznia do lipca Niemcy pozostały jednak liderem z udziałem 18,6 proc. wobec 15,9 proc. dla Chin.

Polska sprowadza coraz więcej. Szczególnie samochodów

Deficyt Polski w handlu z Chinami wyniósł w pierwszych siedmiu miesiącach roku 34,6 mld euro, a import z Chin był około 17,3 raza większy od eksportu. W lipcu z Chin sprowadzono samochody osobowe o wartości 255 mln euro, o 93 proc. więcej niż rok wcześniej, podczas gdy import aut z Niemiec wyniósł 367 mln euro. Z Niemcami Polska ma natomiast nadwyżkę, która w tym okresie sięgnęła 16,6 mld euro. Część chińskich towarów trafia przez Polskę, będącą dużym hubem logistycznym, na inne rynki europejskie.

Tendencja utrzymuje się od dłuższego czasu. Jak wynika z danych GUS, w pierwszych 11 miesiącach 2025 r. deficyt w handlu Polski z Chinami pogłębił się z niespełna 44 mld do 50 mld euro. W tym samym okresie ujemne saldo Niemiec w wymianie z Chinami zwiększyło się z około 60 do ponad 81 mld euro, czyli o blisko 36 proc. wobec około 14 proc. w przypadku Polski. Niemcy coraz częściej pośredniczą przy tym w handlu Polski z Chinami.

Niemcy straciły 420 mld euro w inwestycjach

Rosnący deficyt w handlu to niejedyny problem niemieckiej gospodarki. Według innej analizy IW od początku 2020 r. do drugiego kwartału 2026 r. Niemcy straciły około 420 mld euro inwestycji, co odpowiada około 9 proc. wszystkich nakładów brutto na środki trwałe w tym okresie. Przedsiębiorstwa zainwestowały o około 470 mld euro mniej, niż wynikałoby z historycznego trendu, czyli prawie 12 proc. mniej, natomiast państwo wydało na inwestycje o około 50 mld euro więcej.

Inwestycje prywatne w drugim kwartale 2026 r. wciąż były o ponad 10 proc. niższe od średniej z 2019 r., podczas gdy publiczne przewyższały ją o 20 proc. Instytut tłumaczy to funduszem specjalnym na infrastrukturę oraz wyłączeniem wydatków obronnych spod hamulca zadłużenia. Z wcześniejszego badania IW wynika, że w latach 2020–2025 niemiecka gospodarka rosła wyłącznie dzięki wyższym wydatkom państwa.

Drugi z autorów analizy, Michael Grömling z IW ocenia, że nadrabianie zaległości inwestycyjnych przez państwo jest słuszne, ale wydatki publiczne nie zastąpią prywatnego kapitału. Instytut uznaje organizowany przez rząd szczyt Invest in Germany za krok we właściwym kierunku, lecz za skuteczniejsze uważa szybką poprawę warunków prowadzenia biznesu.

Wybrane dla Ciebie