Prezes Zondy budował neobank na Łotwie. Chciał pożyczek na kuriozalnych warunkach
Przemysław Kral jeszcze do niedawna próbował zbudować tzw. neobank - który byłby konkurencją m.in. dla Revoluta - na Łotwie. W tym celu wydał 9 mln euro należących do Zondy. W piątek 24 kwietnia projekt upadł: wniosek o licencję na działalność finansową został wycofany.
- Przemysław Kral, kontrolujący giełdę Zondacrypto, od 2,5 roku planował uruchomić neobank na Łotwie - ustaliły Wirtualna Polska i money.pl.
- Jednak w ubiegłym tygodniu wniosek o kluczową licencję dla nowego podmiotu został wycofany.
- Pieniądze na realizację projektu pochodziły z giełdy Zondacrypto.
- Ludzie Krala szukali prywatnych inwestorów, oferując m.in. zwrot rzędu 10 proc. rocznie przy depozycie do 1 mln dol.
Klienci Zondacrypto stracili dostęp do setek milionów, które trzymali na kontach giełdy kryptowalut. Z początkiem kwietnia firma, za pośrednictwem której tysiące Polaków inwestowały w kryptoaktywa, przestała realizować wypłaty. Początkowo twierdziła, że to problemy techniczne. Dziennikarze money.pl udowodnili, że Zondacrypto po prostu powoli traciła płynność finansową, a jej rezerwy kryptowalut skurczyły się o 99 proc. Prokuratura wszczęła śledztwo ws. Zondy 17 kwietnia.
Kilka tygodni temu, badając sprawę Zondacrypto, trafiliśmy na nowy wątek. Skontaktował się z nami biznesmen, do którego w styczniu zgłosili się ludzie działający w imieniu Przemysława Krala. Prosili o pożyczkę. Oferowali warunki spłaty dużo lepsze niż rynkowe.
- Wyglądali na bardzo zdesperowanych - twierdzi nasz informator.
Z dokumentów, które widzieliśmy, wynika, że było to zaproszenie do nowego biznesu.
O co chodzi w aferze Zondacrypto? "Prezes celowo nam nie odpowiedział"
Przemysław Kral, kontrolujący giełdę Zondacrypto, od 2,5 roku planował uruchomić na Łotwie konkurencję dla Revoluta: aplikacji finansowej, w której można prowadzić konto, płacić kartą, wymieniać waluty i robić przelewy z telefonu. Jego neobank - jak określa się tego typu fintechy, świadczące usługi bankowe, ale na licencjach często nie pozwalających na klasyczne trzymanie depozytów - miał działać pod marką BeOne.
W piątek, 24 kwietnia, projekt został jednak wstrzymany - ustalił money.pl. BeOne Europe SIA, spółka z siedzibą w Rydze, wycofała wniosek o licencję instytucji pieniądza elektronicznego (EMI).
"Wspomniana firma złożyła wniosek o licencję, ale dziś go wycofała. W konsekwencji licencja nie została wydana" - potwierdził w odpowiedzi na pytania money.pl Jānis Silakalns, rzecznik Banku Łotwy, instytucji, która pełni równocześnie funkcję nadzorczą i wydaje licencje dla podmiotów sektora finansowego.
Miliony z giełdy na budowę banku
Pieniądze na realizację projektu BeOne pochodziły z giełdy Zondacrypto. Dokładniej - z estońskiej spółki BB Trade Estonia OÜ, która ją prowadzi. Środki przepływały przez kolejny podmiot z grupy Krala - ZND Ventures OÜ, wehikuł powołany do inwestowania w projekty technologiczne, takie jak BeOne.
Z dokumentów finansowych dostępnych w zagranicznych rejestrach wynika, że do końca 2024 r. spółka BB Trade Estonia OÜ, właściciel Zondy, pożyczyła spółce ZND Ventures OÜ 8,85 mln euro.
Sprawozdanie finansowe ZND Ventures OÜ za 2024 r. pokazuje, że spółka prawie nic nie zarabiała. Jej przychody wyniosły zaledwie 28 tys. euro. Strata - aż 885 tys. euro.
Audytor ostrzegał, że spółka może mieć problem z przetrwaniem, bo jej zobowiązania są o niemal 9 mln euro większe niż majątek, którym dysponuje na bieżąco. Zwrócił też uwagę, że spółka nie ujawniła, na jakich warunkach dostawała pożyczki od właściciela Zondy.
Nie wiadomo, ile BB Trade Estonia OÜ pożyczyła ZND Ventures OÜ w 2025 r., w rejestrach nie ma jeszcze dostępnych sprawozdań finansowych za ubiegły rok. Według informacji money.pl pomiędzy podmiotami istniała umowa gwarantująca stały dopływ finansowania na uruchomienie instytucji quasibankowej (licencja EMI, o jaką starał się BeOne Europe, nie pozwala na zbieranie depozytów jak klasyczna licencja bankowa).
Sieć spółek od Szwajcarii po Wielką Brytanię
Kral zbudował wokół tego projektu całą sieć spółek w kilku krajach, obsadzając je zaufanymi osobami. Na jej szczycie znajduje się BeOne Group AG - spółka zarejestrowana 17 września 2024 r. w szwajcarskim mieście Zug, znanym z łagodnych regulacji dla branży kryptowalut.
W zarządzie BeOne Group AG zasiadają Szwajcar Urs Jakob Bernegger i Polacy: Wojciech Sroka oraz Monika Tokarz.
Tokarz to prawniczka z otoczenia Przemysława Krala. Jak informowała w lutym "Gazeta Wyborcza", reprezentowała ona Orion Software - spółkę, której udziałowcem jest BB Trade Estonia OÜ, właściciel Zondacrypto - w sprawie o mobbing z powództwa byłej pracownicy. Proces ruszył 15 stycznia.
Ze Sroką, właścicielem firmy ICEO (tzw. fabryki start-upów), oraz Berneggerem, założycielem Helvetii Consulting - firmy doradztwa strategicznego - Kral współpracował już wcześniej. Ze Sroką przy Zondzie (wcześniej BitBay), a z Berneggerem przy SEBA Banku AG (obecnie AMINA). Bernegger był współzałożycielem tego kryptowalutowego banku i zarządzał nim w okresie, gdy Zonda - poprzez spółki z grupy - zaangażowała się w niego kapitałowo.
BeOne Group AG posiada cztery spółki zależne w czterech krajach: BeOne Europe na Łotwie (spółkę, która miała uzyskać licencję na bank), BeOne HUB i BeOne LTD w Wielkiej Brytanii oraz BeOne HUB Europe w Estonii. We władzach wszystkich czterech do czasu wybuchu afery wokół giełdy Zondacrypto zasiadała Monika Tokarz. Według danych rejestrowych kobieta wycofała się z nich na początku kwietnia, nadal jednak figuruje w spółce matce BeOne Group AG.
W szwajcarskim rejestrze nie widać, do kogo należy spółka matka. Według naszych informacji jest w rękach Wojciecha Sroki i Przemysława Krala, którzy są w nią zaangażowani za pośrednictwem spółek ICEO oraz BB Trade Estonia.
Kup pan udział
Według naszych ustaleń decyzja o poszukiwaniu kapitału na kontynuację projektu BeOne zapadła jesienią ubiegłego roku. Zbiegło się to w czasie z dużym kontraktem: 22 października ubiegłego roku w Monako odbyła się konferencja prasowa, podczas której poinformowano, że Zonda została sponsorem generalnym Polskiego Komitetu Olimpijskiego (PKOl) oraz Olimpijskiej Reprezentacji Polski. To właśnie wtedy po raz pierwszy Kral zaprezentował projekt BeOne szerszej publiczności.
Równolegle jego ludzie szukali prywatnych inwestorów do dalszego finansowania. Redakcja money.pl dotarła do ich oferty. Inwestorom proponowano trzy warianty inwestycyjne.
Pierwszy - zakup 20 proc. udziałów w spółce. Drugi - powierzenie środków "pod zarządzanie". Trzeci - bezpośrednia inwestycja w projekt BeOne, przedstawiany inwestorom jako kryptowalutowy "Revolut".
Najciekawsza była druga opcja. Kral przy depozycie do 1 mln dol. oferował zwrot rzędu 10 proc. rocznie. Do 5 mln - już 12 proc., a powyżej tej kwoty nawet 15 proc. W przypadku depozytów w euro stopy zwrotu wynosiły odpowiednio: 8 proc., 10 proc. i 12 proc.
Dla porównania: oprocentowanie depozytów w największych europejskich bankach to dziś ułamek procenta. Stawki Krala były więc kilkanaście razy wyższe niż jakikolwiek produkt finansowy dostępny na rynku. Tak wysokie odsetki obiecują zwykle piramidy finansowe.
Kral przyjmował również depozyty w dolarowych i eurowych stablecoinach (kryptowalutach o stałym kursie, powiązanym z kursem dolara lub euro). Maksymalny wkład wynosił 25 mln dol., odsetki miały być wypłacane co miesiąc, a zwrot kapitału następować z opóźnieniem do 30 dni.
Skąd miały pochodzić pieniądze na spłatę tak wysokich odsetek? Według oferty ludzi Krala z market makingu (operacje związane z tzw. animacją rynku, czyli składanie zleceń kupna i sprzedaży, które ma zapewnić na giełdach płynność handlu – red.) oraz zabezpieczonych pożyczek dla traderów.
Boty, kryptoaktywa i pożyczki
Wyjaśnijmy, jak miałoby to działać w praktyce. W pierwszym przypadku boty skupowałyby kryptoaktywa od użytkowników giełdy i sprzedawały je drożej innym użytkownikom. W drugim - udzielałyby wysoko oprocentowanych, zabezpieczonych majątkowo pożyczek spekulantom.
Oferta brzmi zbyt atrakcyjnie, aby nie budziła podejrzeń. Rynek kryptoaktywów przez lata zapewniał wprawdzie wysokie stopy zwrotu, ale były one obarczone dużym ryzykiem. Tutaj mamy zaś produkt inwestycyjny, który gwarantuje wysokie stopy zwrotu bez istotnego ryzyka - coś, co przypomina nieomal lokatę dla zamożnych klientów - ocenia Grzegorz Siemionczyk, główny analityk money.pl.
- Mechanizm generowania tych stóp zwrotu teoretycznie nie był uzależniony od koniunktury na rynku, tzn. od zmian cen kryptoaktywów, tylko od obrotów, co dodaje mu wiarygodności. Zarządzający takimi inwestycjami, znając warunki na rynku (np. marże na różnych etapach obrotu), mógł z góry oszacować, jakie wpływy przyniesie kwota określonej wielkości. Problem w tym, że te warunki są nietypowe dla rynków finansowych. Jeśli dochody z samego obracania kryptoaktywami rzeczywiście pozwalałyby generować tak wysokie stopy zwrotu, to tylko dlatego, że ten rynek jest wciąż słabo rozwinięty i przez to bardziej ryzykowny niż inne, płynne i głębokie rynki. A to oznacza, że niewiarygodna jest gwarancja wysokich stóp zwrotu - wyjaśnia Siemionczyk.
Wycenili spółkę na 129,8 mln euro
Warto też przypomnieć, że niesławny Amber Gold również gwarantował stałe stopy zwrotu z inwestycji w złoto, twierdząc, że ich źródłem nie miał być wzrost wartości kruszcu - siłą rzeczy nieprzewidywalny - ale właśnie prowizje z obrotu kruszcem, na przykład z wypożyczania go innym uczestnikom rynku.
Wiarygodność oferty Krala miała podnieść wycena sporządzona przez renomowaną firmę konsultingową na początku grudnia ubiegłego roku. Wartość spółki BeOne Europe SIA oszacowano w niej na ponad 129,8 mln euro. Na jakiej podstawie? Prognoz przyszłych dochodów.
Rentowność quasibanku Krala miałaby zostać osiągnięta w piątym roku działalności. Biznes miał wystartować operacyjnie w maju 2026 r. Plany pokrzyżowały m.in. problemy z wypłatami i płynnością, które od kwietnia opisywaliśmy w money.pl i Wirtualnej Polsce.
- Dokument przygotowany na potrzeby tego podmiotu jest bardzo optymistyczny, moim zdaniem, trudny do realizacji rynkowej. Trzeba pamiętać, że samo stworzenie takiego podmiotu oraz wypromowanie jego usług wymaga wielomilionowych nakładów. Szacuje się, że Revolut pochłonął około miliarda dolarów, zanim zaczął generować zyski - wskazuje w rozmowie z money.pl mecenas Jan Ziomek, ekspert w zakresie technologii finansowych.
Jego zdaniem dochodowej metody wyceny spółki nie stosuje się w przypadku raczkujących podmiotów bez historii.
Nie wiadomo, czy Kralowi udało się pozyskać inwestora na tak wysoką wycenę i ambitny biznesplan. Wiadomo natomiast, że plany rozwoju firmy BeOne pokrzyżowały problemy finansowe Zondy. Już w grudniu klienci skarżyli się na opóźnienia w realizacji wypłat. Z czasem problemy te eskalowały, aż do wybuchu afery na skalę międzynarodową na początku kwietnia.
W tym czasie z projektu neobanku zaczęli się wycofywać ludzie Krala. Z dokumentów rejestrowych spółek z grupy BeOne wynika, że 5 kwietnia 2026 r. - niespełna trzy tygodnie przed wycofaniem wniosku na Łotwie - Monika Tokarz została wykreślona z rejestrów części spółek z tej grupy. Nie zasiada już także w zarządzie ZND Ventures. 20 kwietnia jej miejsce w wehikule zajął Kral.
Dlaczego wycofali wniosek?
Uzyskanie licencji na działalność na Łotwie nie jest proste. Tamtejszy nadzór pozostaje szczególnie ostrożny po głośnej aferze prania pieniędzy w banku ABLV sprzed kilku lat. Wnikliwie bada pochodzenie kapitału, rzeczywistych właścicieli oraz źródła finansowania. Nie inaczej było w przypadku quasibanku Krala.
Według naszych źródeł proces licencyjny był drobiazgowy, a pytania kierowane do udziałowców - wyjątkowo szczegółowe.
Po co właścicielowi giełdy własny bank? Według naszych informacji Kral rozważał taki krok od kilku lat. Zdaniem eksperta ma to uzasadnienie.
- Na rynku nadal jest miejsce dla neobanków, choć to segment trudny i bardzo konkurencyjny - zaznacza Jan Ziomek.
Jak wyjaśnia, właściciel Zondy nie musiałby płacić zewnętrznym firmom płatniczym za obsługę transakcji swoich klientów. Robiłby to sam i zarabiał na tym, pobierając prowizję od każdej operacji. Jako operator płatności mógłby też świadczyć takie usługi na rzecz innych firm z branży e-commerce.
Zależność jest prosta: im bardziej ryzykowna branża, tym wyższa prowizja od każdej transakcji. Najbardziej dochodowe pod tym względem są firmy hazardowe, kryptowalutowe oraz z sektora rozrywki dla dorosłych.
Dodatkowo mógłby oferować rachunki powiernicze dla cyfrowych odpowiedników euro czy złotego.
Bardziej dosadnie plany Krala podsumowuje jego dawny kolega: - To miał być kolejny mechanizm do prania pieniędzy.
Wysłaliśmy pytania do Przemysława Krala, Wojciecha Sroki i Moniki Tokarz. Do czasu publikacji nie otrzymaliśmy odpowiedzi.
Tu przeczytasz więcej o historii problemów wokół Zondacrypto:
Karolina Wysota, dziennikarka money.pl (karolina.wysota@grupawp.pl)
Szymon Jadczak, dziennikarz Wirtualnej Polski (szymon.jadczak@grupawp.pl)