Klienci Zondy bez pieniędzy. Tymczasem tajemniczy portfel ożył

Klienci giełdy kryptowalut Zondacrypto od kwietnia nie mają dostępu do swoich pieniędzy. 22 sierpnia z portfela, który przez ponad dwa lata zasilała giełda, ktoś wypłacił 21 tys. XRP, czyli około 105 tys. zł. Obowiązywał wtedy sądowy zakaz rozporządzania majątkiem spółki. Margus Lentsius, dziś syndyk, a wówczas tymczasowy zarządca, mówi money.pl, że nikt nie pytał go o zgodę.

KryptoZ badanego portfela wyszły XRP - jedna z największych kryptowalut. Zdj. ilustracyjne
Źródło zdjęć: © GETTY | Alistair Berg, Lam Yik
Karolina Wysota
  • 22 sierpnia o godz. 15:39 i 15:40 z badanego przez money.pl portfela wyszło 21 tys. XRP, czyli około 105 tys. zł. Był to pierwszy ruch od 11 kwietnia, trzy dni po tym, jak giełda wstrzymała klientom wypłaty.
  • Margus Lentsius, syndyk BB Trade Estonia, powiedział money.pl, że jako tymczasowy zarządca nie był pytany o zgodę na żadną transakcję i żadnej zgody nie udzielił. Szczegóły dotyczące majątku, zobowiązań i transakcji spółki ma przedstawić 17 września na pierwszym zgromadzeniu wierzycieli.
  • Od listopada 2023 r. na portfel wpłynęło 1,43 mln XRP. Niemal wszystkie środki pochodziły z rachunku giełdy.
  • Sierpniowe wypłaty trafiły na adres oznaczany przez Bithomp jako należący do Revoluta. Do obu przelewów przypisano numer wskazujący konkretne konto klienta. Jeśli oznaczenie jest prawidłowe, firma powinna wiedzieć, kto otrzymał pieniądze.



Portfel budzi się po czterech miesiącach

22 sierpnia o godz. 15:39 portfel, na którym od ponad czterech miesięcy nie odnotowano żadnej operacji, nagle ożywa. Wychodzi z niego 1000 XRP, czyli około 5 tys. zł. Minutę później z tego samego adresu na ten sam rachunek trafia kolejne 20 tys. XRP, warte około 100 tys. zł.

Najpierw wysłano więc niewielką kwotę, a po 60 sekundach dwudziestokrotnie większą. Taki schemat może przypominać przelew testowy poprzedzający właściwą operację, choć z samego blockchaina nie da się ustalić, dlaczego nadawca podzielił wypłatę właśnie w ten sposób.


DLA CIEBIE
Wolność czy pieniądze? Zawsze płacisz jakąś cenę - Alina Sztoch II Pierwsza Praca #2 


Money.pl przeanalizował portfel wspólnie z mec. Robertem Nogackim z Kancelarii Prawnej Skarbiec, który reprezentuje poszkodowanych klientów giełdy.

Kancelaria jest w kontakcie z około 600 osobami. Około 150 udzieliło jej pełnomocnictwa, a blisko 135 złożyło już zawiadomienia do prokuratury. Jest więc w tej sprawie stroną i walczy o odzyskanie pieniędzy klientów.

Same przelewy nie pochodzą jednak z dokumentów kancelarii. Są zapisane w publicznym rejestrze i może je sprawdzić każdy.

Wszystkie kwoty przeliczamy według kursu 5 zł za XRP. Kurs kryptowaluty zmienia się z godziny na godzinę.

Wykres XRP
Wykres XRP © money.pl | redakcja • Zdjęcie wygenerowane przy pomocy AI

Ludzie, którzy zostali bez pieniędzy

Ruch na 105 tys. zł może wydawać się niewielki, skoro w aferze Zondy chodzi o setki milionów. Ma jednak znaczenie z innego powodu: pokazuje, że ktoś nadal ma dostęp do portfela, którego saldo wynosi około 5,5 mln zł.

Zonda, wcześniej BitBay, była największą polską giełdą kryptowalut. Klienci wpłacali na nią złotówki, euro lub dolary, kupowali za nie bitcoiny, XRP i inne kryptowaluty, a następnie przechowywali je na kontach prowadzonych przez giełdę.

Giełda kryptowalut nie jest jednak bankiem, a przechowywanych na niej środków nie chroni Bankowy Fundusz Gwarancyjny. Klient nie ma więc gwarancji zwrotu pieniędzy do równowartości 100 tys. euro, która obowiązuje w przypadku depozytów bankowych.

Na początku kwietnia money.pl i Wirtualna Polska opisały analizę, z której wynikało, że rezerwy bitcoinów giełdy stopniały o 99 proc. Klienci zaczęli zgłaszać problemy z wypłatami, a 8 kwietnia Zonda wstrzymała ich realizację.

Kilka tysięcy zawiadomień

Klienci zostali z saldem widocznym na ekranie, ale bez możliwości sięgnięcia po własne środki - kryptowaluty, złotówki czy euro. W niektórych przypadkach były to oszczędności odkładane latami. Według śledczych wartość środków, do których stracili dostęp, ma znacznie przekraczać 350 mln zł, a problem może dotyczyć nawet około 30 tys. osób.

17 kwietnia Prokuratura Regionalna w Katowicach wszczęła śledztwo dotyczące m.in. oszustwa znacznej wartości i prania pieniędzy. Wpłynęło kilka tysięcy zawiadomień. 30 lipca postępowanie połączono ze śledztwem prowadzonym przez Śląski Wydział Zamiejscowy Prokuratury Krajowej w Katowicach. Oba dotyczą okoliczności powstania i działalności giełdy BitBay, która później zmieniła nazwę na Zondacrypto.

Ustalenia śledczych mogą mieć znaczenie także dla wyjaśnienia zaginięcia Sylwestra Suszka, założyciela i pierwszego prezesa BitBay. Suszek zaginął w marcu 2022 r. Po jego zniknięciu jedną z kluczowych osób zarządzających biznesem został jego prawnik Przemysław Kral.

W ostatnich miesiącach sprawa nabrała również politycznego wymiaru. Prokuratura bada finansowanie fundacji związanych z politykami prawicy, mediów i konferencji. Zatrzymano prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego Radosława Piesiewicza, a politycy przerzucają się odpowiedzialnością za to, kto pozwolił aferze urosnąć.

Dla klientów Zondy ważniejsze jest jednak coś innego: ile pieniędzy jeszcze zostało i czy organy zdążą je zabezpieczyć.

Każda transakcja zostawia publiczny ślad

Z badanego portfela nie wyszły bitcoiny, lecz XRP - jedna z największych kryptowalut i podstawowe aktywo sieci XRP Ledger.

XRP jest wykorzystywane m.in. jako tzw. waluta pomostowa. Może pośredniczyć w wymianie między różnymi walutami i umożliwia szybkie przenoszenie wartości między instytucjami finansowymi, firmami płatniczymi i użytkownikami. Ripple (protokół płatności) wykorzystuje XRP m.in. w rozwiązaniach służących do usprawniania płatności transgranicznych.

Dla tej historii ważniejsza jest jednak inna właściwość sieci: każda transakcja pozostawia publiczny ślad. Portfel ma adres - długi ciąg liter i cyfr, który można porównać do numeru rachunku. Dostępu do środków nie chronią login i hasło, ale klucz prywatny. Kto go posiada, może wysłać kryptowaluty bez zgody banku, giełdy czy innej instytucji.

Każdy przelew pozostaje zapisany w publicznej księdze. Widać kwotę, godzinę co do sekundy oraz adresy nadawcy i odbiorcy. Blockchain nie pokazuje natomiast, kto konkretnie stoi za danym adresem.

Do przeglądania historii XRP służą wyszukiwarki blockchaina, m.in. XRPScan i Bithomp. Przy adresach, które udało się powiązać z konkretnymi firmami, umieszczają etykiety, takie jak "Binance", "Kraken" czy "Zonda". Ich wiarygodność nie zawsze jest jednak taka sama.

Największą wagę ma potwierdzenie pochodzące od samego właściciela. Konto w rejestrze może wskazywać domenę firmy, a firma na swojej stronie publikować listę należących do niej adresów. Jeśli oba wskazania się pokrywają, wyszukiwarka może oznaczyć adres jako zweryfikowany. Tak jest w przypadku głównego rachunku Zondy, który wskazuje domenę zondacrypto.com. To właśnie z niego zasilano badany portfel kryptowalutą XRP.

Historia portfela
© Redakcja | money.pl • Zdjęcie wygenerowane przy pomocy AI

Niżej w hierarchii są etykiety tworzone przez same serwisy na podstawie komunikatów firm i własnych analiz. Kolejną metodą jest rozpoznawanie adresów po sposobie ich działania. Jeśli grupa rachunków zachowuje się według tego samego wzorca, analitycy mogą przypisać je jednemu podmiotowi. Stąd biorą się oznaczenia z numerem. Kwietniowy tysiąc XRP z badanego portfela trafił na przykład na adres opisany przez XRPScan jako "Binance (11)", czyli kolejny rachunek przypisany przez serwis tej giełdzie. Najsłabszym źródłem są zgłoszenia użytkowników.

Dlatego etykiety w różnych serwisach mogą się ze sobą nie zgadzać i w tym tekście traktujemy je ostrożnie. Etykieta wskazuje, z kim wyszukiwarka wiąże dany adres. Niezależnie od niej w rejestrze pozostaje historia transakcji: skąd przyszły środki, dokąd zostały przesłane i kiedy wykonano operację.

Badany przez nas portfel nie ma żadnej etykiety. W obu wyszukiwarkach pozostaje anonimowym adresem. Powiązanie z Zondą wynika z czegoś innego: z tego, kto zapłacił za jego uruchomienie, skąd przez ponad dwa lata napływały środki i dokąd później wracały. Zweryfikowane oznaczenie dotyczy rachunku, który ten portfel uruchomił i zasilał. Na tej podstawie w całym tekście określamy go jako portfel silnie powiązany z Zondą.

Kto ma klucz

Portfel, z którego 22 sierpnia wyszło 105 tys. zł, jest jednym z ciekawszych tropów w tej historii. Rejestr nie podaje nazwiska właściciela, pokazuje jednak, kto uruchomił portfel, skąd przez ponad dwa lata przychodziły na niego pieniądze i dokąd później wracały.

W sieci XRP Ledger konto zaczyna działać dopiero wtedy, gdy otrzyma pierwszą wpłatę pokrywającą wymaganą rezerwę. Ktoś musi więc przesłać na nowy adres środki, aby portfel został aktywowany.

27 listopada 2023 r. o godz. 9:52 rachunek Zondy wysłał na nieaktywny jeszcze adres dokładnie 11 XRP - kwotę pokrywającą obowiązującą wówczas rezerwę z niewielką nadwyżką. Transakcja została podpisana kluczem rachunku giełdy i uruchomiła badany portfel.

Przez następne półtorej godziny z tego samego rachunku napływały kolejne przelewy, a ostatni wykonano o godz. 11:34. Łącznie na portfel trafił milion XRP, wart przy kursie przyjętym w naszej analizie około 5 mln zł. Przez cały 2024 r. nie wykonano na nim żadnej operacji, a środki pozostały nietknięte przez czternaście miesięcy.

Na początku 2025 r. giełda dopłaciła ponad 300 tys. XRP w sześciu przelewach. Między lutym a sierpniem portfel odesłał te środki z powrotem w czterech transferach, za każdym razem z tym samym wewnętrznym znacznikiem. Odesłana kwota niemal dokładnie odpowiadała wcześniejszym wpłatom - różnica wyniosła nieco ponad pół XRP, czyli około 3 zł. Saldo wróciło w praktyce do wcześniejszego poziomu.

Poza przelewami z rachunku Zondy na portfel trafiło jeszcze około 20 mikropłatności po 0,000001 XRP, czyli po ułamku grosza. To automatyczne transakcje wysyłane na aktywne adresy widoczne w publicznym rejestrze. Były to jedyne wpływy spoza rachunku Zondy w całej historii badanego portfela.

Tak dokładne rozliczenie nie przypomina sposobu korzystania z portfela służącego do bieżących transakcji. Przez ponad dwa lata nie pojawiła się na nim także żadna istotna wpłata z innego źródła. Portfel służył przede wszystkim do przechowywania XRP przesyłanych z rachunku Zondy.

Najbardziej prawdopodobne jest więc, że należał do giełdy albo do osoby dysponującej jej środkami, choć sam blockchain nie pozwala tego przesądzić.

Istotny jest również sposób zabezpieczenia dostępu do pieniędzy. Firmowy rachunek Zondy jest skonfigurowany tak, że przelewu nie da się z niego wykonać jednym podpisem - wymaga kilku kluczy, a klucz główny jest wyłączony. Badany przez nas portfel działa inaczej. Dostęp do niego zabezpiecza jeden klucz prywatny, więc jego posiadacz może samodzielnie dysponować znajdującymi się tam środkami.

Sąd ograniczył możliwość dysponowania majątkiem

27 lipca, niespełna miesiąc przed sierpniowymi przelewami, estoński sąd zakazał BB Trade Estonia rozporządzania majątkiem bez zgody tymczasowego zarządcy. Został nim estoński adwokat Margus Lentsius.

Tymczasowego zarządcę wyznacza się po złożeniu wniosku o upadłość. Jego zadaniem jest m.in. ustalenie sytuacji finansowej spółki i jej majątku oraz zabezpieczenie aktywów do czasu rozstrzygnięcia sądu. BB Trade Estonia nie mogła więc rozporządzać majątkiem objętym zakazem bez zgody Lentsiusa.

Zakaz obowiązywał już 22 sierpnia, kiedy z badanego przez money.pl portfela wyszły dwa przelewy na łączną kwotę około 105 tys. zł.

Nie oznacza to automatycznie, że doszło do naruszenia decyzji sądu. Zakaz obejmował majątek BB Trade Estonia, a publiczny blockchain nie pozwala przesądzić, czy badany portfel formalnie należał do spółki. Pokazuje jednak, że przez ponad dwa lata niemal wszystkie znajdujące się na nim środki pochodziły z rachunku giełdy.

Jeśli portfel był składnikiem majątku BB Trade Estonia, spółka nie mogła rozporządzić znajdującymi się na nim XRP bez zgody tymczasowego zarządcy. Money.pl zapytał o to Margusa Lentsiusa.

Nie byłem pytany o zgodę na jakąkolwiek transakcję i takiej zgody nie udzieliłem

– odpowiedział nam syndyk.

Jego odpowiedź dotyczy wszystkich operacji wykonanych od 27 lipca, kiedy pełnił funkcję tymczasowego zarządcy. Nie rozstrzyga jednak najważniejszej kwestii: czy badany portfel w ogóle wchodził w skład majątku spółki.

Na pytanie, czy adres figuruje w księgach i systemach BB Trade Estonia, Lentsius nie odpowiedział. Zastrzegł, że na obecnym etapie postępowania upadłościowego ujawnienie każdej informacji wymaga rozważenia, ponieważ nadrzędny pozostaje interes wierzycieli i poszkodowanych. Szczegółowy przegląd majątku, zobowiązań i transakcji upadłej spółki zapowiedział na pierwsze zgromadzenie wierzycieli 17 września.

Pięć dni po transferach, 27 sierpnia o godz. 11, Sąd Rejonowy Harju w Tallinnie ogłosił upadłość BB Trade Estonia i wyznaczył Lentsiusa syndykiem masy upadłości. Osoby, którym spółka winna jest pieniądze, w tym klienci giełdy, mają dwa miesiące na zgłoszenie roszczeń.

Dzień przed wstrzymaniem wypłat

W historii badanego portfela szczególną uwagę zwraca 7 kwietnia. Tego wieczoru na rachunek Zondy wpłynęło 133 692 XRP - około 670 tys. zł. W ciągu kilkunastu minut giełda przesłała na badany przez nas portfel dwie kwoty: 32 500 i 97 499,6 XRP.

Łącznie było to niemal 130 tys. XRP, czyli około 650 tys. zł i aż 97 proc. tego, co chwilę wcześniej wpłynęło na rachunek giełdy.

Następnego dnia Zonda wstrzymała wypłaty dla klientów. 11 kwietnia z badanego portfela wyszło 1000 XRP - około 5 tys. zł - na giełdę Binance. Kolejnego, większego przelewu już nie było, a przez następne miesiące na portfelu nie odnotowano żadnego ruchu.

Zmieniło się to dopiero 22 sierpnia, kiedy zakaz rozporządzania majątkiem BB Trade Estonia bez zgody tymczasowego zarządcy obowiązywał już od blisko miesiąca. Ponownie najpierw wysłano 1000 XRP, ale tym razem minutę później nastąpił drugi przelew - na 20 tys. XRP. Zmienił się także odbiorca, bo pieniądze nie trafiły już na Binance.

Dokąd poszły pieniądze

Adres odbiorcy Bithomp oznacza jako należący do Revoluta. XRPScan takiej etykiety nie pokazuje, ale w historii blockchaina znajduje się dodatkowy ślad.

W marcu 2022 r. oficjalnie oznaczony rachunek Revoluta uruchomił konto pośrednie, a ono jeszcze tego samego dnia - adres, na który w sierpniu trafiły XRP z badanego portfela.

Adres przypomina rachunek zbiorczy dużego operatora, ponieważ wpływają na niego tysiące przelewów od różnych nadawców. Operator musi jednak wiedzieć, któremu klientowi przypisać konkretną wpłatę. Służy do tego dodatkowy numer dołączony do transferu.

Można porównać go do numeru pokoju w hotelu: adres budynku jest wspólny dla wszystkich gości, ale numer pokoju wskazuje konkretnego odbiorcę. W obu analizowanych przelewach z 22 sierpnia wpisano ten sam numer – 4227973493.

Jeśli jest to rzeczywiście infrastruktura Revoluta, numer powinien prowadzić do konkretnego konta klienta. Klient firmy finansowej nie jest już jednak anonimowym ciągiem znaków w blockchainie, ponieważ przy zakładaniu konta przechodzi weryfikację tożsamości.

Blockchain nie pokazuje więc nazwiska osoby, która otrzymała środki, ale firma prowadząca konto powinna wiedzieć, komu je zaksięgowała.

Zapytaliśmy o to Revoluta. Firma odmówiła potwierdzenia lub zaprzeczenia informacjom dotyczącym konkretnego konta i transakcji, powołując się na przepisy o ochronie danych i poufności. Jej pełne stanowisko opisujemy na końcu tekstu.

5,5 mln zł pod jednym kluczem

XRP pozostających na prywatnym portfelu nie da się po prostu zamrozić decyzją polskiej prokuratury, ponieważ sieć nie ma centralnej instytucji, której można przesłać nakaz blokady. Dopóki kryptowaluty znajdują się na portfelu kontrolowanym prywatnym kluczem, możliwości organów są ograniczone.

Sytuacja zmienia się, gdy środki trafiają do regulowanej firmy prowadzącej konto konkretnego klienta. Wówczas pojawia się możliwość ustalenia odbiorcy i podjęcia czynności wobec firmy, która prowadzi jego rachunek.

W odpowiedzi na nasze pytania Revolut poinformował, że usługi kryptowalutowe w Europejskim Obszarze Gospodarczym świadczy przez spółkę Revolut Digital Assets Europe Ltd, zarejestrowaną na Cyprze i licencjonowaną przez tamtejszą komisję papierów wartościowych CySEC jako dostawca usług w zakresie kryptoaktywów.

Firma dodała, że wykonuje wnioski kierowane przez uprawnione organy ścigania z państw Unii Europejskiej, w tym europejskie nakazy dochodzeniowe i nakazy zabezpieczenia.

Ma to w tej sprawie praktyczne znaczenie. Cypr należy do Unii Europejskiej, a unijne mechanizmy pozwalają na wzajemne wykonywanie decyzji dotyczących zabezpieczenia majątku. Istnieje więc formalna droga, którą polscy śledczy mogą próbować dotrzeć do środków, które 22 sierpnia opuściły anonimowy portfel.

W tej samej sprawie prokuratura już korzystała z podobnego mechanizmu. W lipcu poinformowała o zabezpieczeniu 4 mln euro, ponad 17,3 mln zł, na rachunku we francuskim oddziale banku. Pieniądze pochodziły ze sprzedaży zarejestrowanej w Monako spółki, której udziałowcami były osoby podejrzewane w śledztwie. Zajęcie nakazał francuski sąd.

Przy ponad 17 mln zł sierpniowe 105 tys. zł może wyglądać jak drobiazg. Znaczenie tej operacji wynika jednak nie tyle z jej wartości, ile z faktu, że po ponad czterech miesiącach ktoś ponownie użył klucza do portfela, na którym nadal znajduje się około 1,108 mln XRP, czyli około 5,5 mln zł.

Trzy możliwości

Publiczny rejestr nie pozwala rozstrzygnąć, co dokładnie wydarzyło się 22 sierpnia. Mec. Nogacki wskazuje trzy możliwe scenariusze. Odpowiedź Margusa Lentsiusa zmienia pierwszy z nich.

Pierwsza możliwość jest taka, że badany portfel nie należał do majątku BB Trade Estonia i zgoda tymczasowego zarządcy nie była potrzebna. Jeśli jednak portfel stanowił majątek spółki, z odpowiedzi Lentsiusa wynika, że transfer nie został wykonany za jego zgodą.

Według drugiego scenariusza klucz pozostaje w rękach osoby związanej ze sprawą, która współpracuje z prokuraturą, ale nadal może samodzielnie dysponować środkami. Trzecia możliwość jest taka, że kluczem dysponuje ktoś inny – osoba, której śledczy jeszcze nie zidentyfikowali albo nad którą nie mają kontroli.

Blockchain nie wskazuje, który z tych scenariuszy jest prawdziwy. Pozwala natomiast postawić trzy konkretne pytania: do kogo należy portfel, kto ma do niego klucz i kto jest właścicielem konta oznaczonego numerem 4227973493?

Odpowiedzi nabierają szczególnego znaczenia po zestawieniu dat. Sierpniowe przelewy nie nastąpiły bowiem w próżni – poprzedziła je decyzja estońskiego sądu ograniczająca BB Trade Estonia możliwość rozporządzania majątkiem, a kilka dni później polska prokuratura ogłosiła przełom w śledztwie.

27 lipca, 22, 25 i 27 sierpnia

Chronologię tej historii trzeba zacząć niemal miesiąc przed sierpniowymi przelewami.

27 lipca estoński sąd zakazuje BB Trade Estonia rozporządzania majątkiem bez zgody tymczasowego zarządcy i powierza tę funkcję Margusowi Lentsiusowi.

22 sierpnia po ponad czterech miesiącach ciszy z badanego portfela wychodzą dwa przelewy warte około 5 tys. i 100 tys. zł. Publiczny blockchain nie przesądza, czy portfel należy do BB Trade Estonia, pokazuje jednak, że przez ponad dwa lata niemal wszystkie wpływające na niego środki pochodziły z rachunku giełdy.

25 sierpnia minister sprawiedliwości Waldemar Żurek ogłasza przełom w polskim śledztwie. Mówi o nowych prokuratorach, nowych dowodach, nowych podejrzanych i osobach, które chcą współpracować. Pytany, czy Przemysław Kral został małym świadkiem koronnym, odpowiada, że informacje są objęte tajemnicą śledztwa.

Tego samego dnia Prokuratura Krajowa podkreśla, że jednym z priorytetów jest zabezpieczenie jak największej części majątku, z którego później mogliby zostać zaspokojeni pokrzywdzeni. Jednocześnie zastrzega, że przedwczesne ujawnianie informacji o prowadzonych czynnościach mogłoby zaszkodzić śledztwu. To stanowisko podtrzymała później, odmawiając odpowiedzi na nasze pytania.

Mec. Roman Giertych ujawnia natomiast, że od maja jest obrońcą Przemysława Krala. Informuje, że jego klient przedłożył prokuraturze "ogromny majątek", który wraz z wcześniej zabezpieczonym mieniem ma wystarczyć na zaspokojenie osób zgłoszonych w postępowaniu jako pokrzywdzonych.

27 sierpnia o godz. 11 Sąd Rejonowy Harju w Tallinnie ogłasza upadłość BB Trade Estonia i wyznacza Margusa Lentsiusa syndykiem masy upadłości. Wierzyciele mają dwa miesiące od publikacji ogłoszenia na zgłoszenie roszczeń, a pierwsze zgromadzenie wierzycieli zaplanowano na 17 września.

Tego samego dnia w Polsce zatrzymany zostaje prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Radosław Piesiewicz.

Prokuratura nie ujawnia wszystkich osób mających status podejrzanych ani pełnego katalogu zarzutów. Nie ma też publicznego dowodu, który pozwalałby przypisać przelewy z 22 sierpnia Przemysławowi Kralowi albo którejkolwiek innej osobie.

Co odpowiedziały strony

Money.pl wysłał pytania w piątek 28 sierpnia przed południem do Prokuratury Krajowej, mec. Romana Giertycha, mec. Jacka Dubois, Revoluta oraz Margusa Lentsiusa, syndyka masy upadłości BB Trade Estonia OÜ.

Prokuratura Krajowa odmówiła odpowiedzi. "Udzielenie odpowiedzi na Pani pytania na obecnym etapie nie jest możliwe, z uwagi na tajemnicę postępowania i dobro prowadzonego śledztwa" – napisała prok. Anna Adamiak. Pytaliśmy m.in., czy prokuratura wiedziała o transferach z 22 sierpnia, czy ustaliła właściciela portfela i osoby dysponujące kluczem prywatnym oraz czy znajdujące się na nim środki objęto zabezpieczeniem.

Revolut nie potwierdził ani nie zaprzeczył informacjom dotyczącym konkretnego konta. Rzecznik firmy wskazał, że przepisy dotyczące ochrony danych i poufności nie pozwalają komentować pojedynczych klientów, rachunków ani transakcji, w tym nawet potwierdzać, czy dana osoba lub podmiot ma w Revolucie konto.

Firma zastrzegła również, że informacje dotyczące przeciwdziałania przestępstwom finansowym podlegają ścisłej poufności. Nie może więc ujawnić, czy wobec konkretnego rachunku podjęto działania związane z przeciwdziałaniem praniu pieniędzy ani czy wpłynęły dotyczące go wnioski od prokuratury, sądu, syndyka lub innych organów.

Revolut przekazał natomiast informacje ogólne. Poinformował, że skanuje wpłaty i wypłaty kryptowalut za pomocą narzędzi do analizy blockchaina, monitoruje powiązania z podmiotami objętymi sankcjami i źródłami wysokiego ryzyka oraz zgłasza podejrzane operacje właściwym organom. Potwierdził też, przez którą spółkę i pod czyim nadzorem prowadzi działalność kryptowalutową w Europie oraz że wykonuje nakazy organów ścigania z państw Unii.

Margus Lentsius, syndyk masy upadłości BB Trade Estonia, odpowiedział na nasze pytania częściowo. Potwierdził, że jako tymczasowy zarządca nie był pytany o zgodę na żadną transakcję i takiej zgody nie udzielił. Nie odpowiedział natomiast, czy badany portfel figuruje w dokumentacji spółki, kto ma dostęp do kluczy prywatnych do jej portfeli kryptowalutowych, czy pozostające na tym adresie XRP uznaje za część masy upadłości ani czy zamierza podjąć działania zmierzające do ich odzyskania.

Lentsius wskazał, że postępowanie jest na etapie, na którym ujawnienie każdej informacji wymaga wcześniejszego rozważenia, a nadrzędny pozostaje interes wierzycieli i poszkodowanych. Szczegółowy przegląd majątku, zobowiązań i transakcji spółki zapowiedział na 17 września, kiedy w sądzie w Tallinnie odbędzie się pierwsze zgromadzenie wierzycieli.

Nie odpowiedzieli nam obrońcy Przemysława Krala, mec. Roman Giertych i mec. Jacek Dubois. Pytaliśmy, czy ich klient wykonał, zlecił lub autoryzował przelewy z 22 sierpnia, czy miał dostęp do klucza prywatnego portfela oraz czy znajdujące się na nim kryptowaluty wchodzą w skład "ogromnego majątku", o którym mec. Giertych pisał 25 sierpnia. Prosiliśmy także o odniesienie się do chronologii wydarzeń opisanej w tym tekście.

Brak odpowiedzi nie potwierdza żadnego ze scenariuszy opisanych w tym tekście. Stanowiska przesłane po publikacji dopiszemy w aktualizacji materiału.

Wybrane dla Ciebie