Uciekające miliony z Zondy. Kraken kolejnym tropem. Służby pod presją czasu
Szanse klientów Zondacrypto zależą dziś przede wszystkim od skuteczności organów ścigania. Jeśli uda się szybko zabezpieczyć kryptowaluty wytransferowane na inne platformy - w tym na giełdę Kraken - realnie wzrośnie możliwość odzyskania pieniędzy. Warunek jest jeden: czas reakcji służb.
Afera wokół Zondacrypto nabiera tempa. Na przełomie marca i kwietnia ujawniono problemy klientów giełdy kryptowalut, którzy utracili dostęp do środków przechowywanych na platformie.
W konsekwencji prezes spółki BB Trade Estonia OÜ stojącej za Zondą, Przemysław Kral, zgodnie z doniesieniami mediów prawdopodobnie wyjechał do Izraela. Członkowie rady nadzorczej opuścili firmę i złożyli zeznania w estońskiej prokuraturze. Śledztwo wszczęły także polskie organy - postępowanie ruszyło 17 kwietnia. Jak ustaliła Prokuratura Regionalna w Katowicach, wartość szkody nie przekracza 350 mln zł, a liczba poszkodowanych sięga ponad 700 osób. Sprawa pozostaje rozwojowa.
Przepływy na Krakena
Z ustaleń money.pl wynika, że dla przyszłych roszczeń klientów kluczowe jest zabezpieczenie aktywów giełdy. Równolegle do postępowania karnego konieczne są szybkie działania operacyjne. To kwestia godzin. Nasi rozmówcy - prawnik, analityk śledczy i przedsiębiorca z branży kryptowalut - wskazują jednoznacznie: służby powinny skoncentrować się na działalności giełdy Kraken, gdzie, jak ujawniliśmy, częściowo trafiały środki z Zondy.
Szymon Jadczak: Polskie państwo nie kiwnęło palcem
Kraken to jedna z największych giełd kryptowalut na świecie, należąca do spółki Payward z siedzibą w San Francisco. W związku z planami debiutu giełdowego w Nowym Jorku firma funkcjonuje pod szczególną presją transparentności i zgodności regulacyjnej, co może sprzyjać współpracy z organami ścigania.
Sygnałem dla służb i Krakena były publikacje medialne o problemach Zondy. Jak ujawniliśmy 6 kwietnia, między grudniem a kwietniem z Zondacrypto do Krakena trafiło ok. 76 mln zł w 511 transakcjach, a już 15 kwietnia opisaliśmy przepływy w przeciwnym kierunku - z adresów pośredniczących powiązanych z Krakenem na Zondę - o łącznej wartości ok. 4,2 mln zł. Z kolei 25 kwietnia poinformowaliśmy w money.pl, że w całym ubiegłym roku z platformy wypłynęły aktywa klientów warte ok. 379 mln euro (ok. 1,6 mld zł), co oznacza, że giełda skurczyła się o ponad połowę.
Wyścig z czasem
Nasi rozmówcy mówią wprost: to wyścig z czasem. Służby mogą jeszcze zamrozić środki, zanim trafią poza zasięg kontroli - na prywatne portfele, do tzw. mikserów (narzędzi ukrywających źródło kryptowalut - przyp. red.) lub do systemów opartych na anonimowych aktywach, takich jak Monero. W takich przypadkach odzyskanie pieniędzy staje się skrajnie trudne, a często niemożliwe.
Co powinny zrobić służby? Pierwszy krok to natychmiastowe zablokowanie zidentyfikowanych depozytów i portfeli powiązanych z Zondą na Krakenie. Jednak działania organów ścigania nie powinny ograniczać się wyłącznie do blokady środków.
Śledczy powinni wystosować do giełd powiązanych z Zondą wniosek obejmujący identyfikację adresów oraz ustalenie sald. Ponadto powinni zweryfikować, czy na Krakenie funkcjonowały prywatne rachunki osób związanych z zarządem, w tym Przemysława Krala, jego żony Karoliny Gwóźdź oraz wskazywanego w mediach "cichego" wspólnika Mariana W. (ps. "Maniek").
Równolegle konieczna jest analiza rachunków powiązanych podmiotów, m.in. BB Trade Estonia OÜ, Divisio Holding, ZND Ventures, Beone Group, Orion Software, ICEO, Montepol Holding i Linity. To do tych spółek - według informacji money.pl - mogła trafiać część wyprowadzonych środków.
Jak słyszymy od naszych rozmówców, postępowanie powinno być prowadzone dwutorowo.
Pierwszy tor - operacyjny - wymaga natychmiastowego działania: śledzenia przepływów i zabezpieczania środków. Każda zwłoka działa na niekorzyść poszkodowanych.
Drugi tor - procesowy - to standardowe postępowanie karne: gromadzenie dowodów, przesłuchania i budowanie materiału dla sądu. Problem w tym, że uzależnienie blokady środków od tej ścieżki może oznaczać, że pieniądze znikną bezpowrotnie.
Prokuratura, Kraken i brak konkretów
Zapytaliśmy prokuraturę, czy podjęła działania wobec Krakena w celu zabezpieczenia środków. Pytania wysłaliśmy 24 kwietnia, ponad dwa tygodnie po publikacji o transferach. W odpowiedzi Michała Binkiewicza, rzecznika prasowego Prokuratury Regionalnej w Katowicach czytamy:
Uprzejmie informuję, że udzielenie odpowiedzi na Pani pytanie nie jest możliwe na tym etapie śledztwa (…) ze względu na dobro postępowania.
Prokuratura nie wyklucza, że udzieli odpowiedzi w późniejszym terminie. W poniedziałek, 4 maja, podtrzymała swoje stanowisko.
Wcześniej, 13 kwietnia, pytania skierowaliśmy również do Krakena. Spółka odpowiedziała:
Kraken nie komentuje konkretnych kont, kontrahentów ani transakcji. Jako platforma regulowana stosujemy rygorystyczne procedury compliance i AML (przeciwdziałania praniu pieniędzy - przyp. red.). Nieustannie monitorujemy aktywność na naszej platformie i podejmujemy stosowne działania, w tym współpracując z organami ścigania oraz organami nadzoru regulacyjnego.
Odpowiedzialność zbiorowa
- Od momentu otrzymania pytań od redakcji, a nawet już po pierwszych alarmujących publikacjach na temat Zondacrypto, Kraken powinien zachować szczególną ostrożność wobec środków płynących z tej platformy - ocenia Paweł Kuskowski, ekspert ds. przeciwdziałania praniu pieniędzy, a także współzałożyciel i były prezes Coinfirm, firmy specjalizującej się w analityce blockchain i narzędziach do śledzenia transakcji kryptowalutowych.
Jego zdaniem środki transferowane z Zondy na Krakena od tego momentu nie powinny były opuścić tej platformy. - Powinny zostać zamrożone. Byłoby to zgodne z przeciwdziałaniem praniu pieniędzy - podkreśla.
Ekspert wskazuje również na możliwe działania po stronie poszkodowanych. - Jeżeli klienci złożyli zawiadomienie do prokuratury, dobrze jest rozważyć skierowanie do firmy Kraken formalnego wniosku o zabezpieczenie środków. Taka presja może zwiększyć szanse na ich odzyskanie w przyszłości. W ten sposób wielokrotnie udawało się nam zabezpieczyć znaczące środki na największych giełdach krypto - dodaje Kuskowski.
O komentarz poprosiliśmy osobę z kręgów śledczych. Zastrzegając anonimowość, wskazała, że giełdy kryptowalut działające w jurysdykcjach demokratycznych są zobowiązane do przestrzegania międzynarodowych standardów przeciwdziałania praniu pieniędzy (AML).
- W praktyce oznacza to, że jeśli pojawiają się wiarygodne przesłanki wskazujące, że środki mogą pochodzić z przestępstwa, podmiot ma obowiązek je zablokować i zawiadomić odpowiednie służby. Takie przesłanki mogą wynikać m.in. z analizy transakcji, sygnałów od innych instytucji czy informacji publicznych - wyjaśnia nasz rozmówca, chcący pozostać anonimowym.
Jak dodaje, podobne uprawnienia mają również organy ścigania. - Służby mogą wystąpić o zabezpieczenie środków na rachunkach prowadzonych przez giełdy, także zagraniczne, korzystając z mechanizmów współpracy międzynarodowej. Kluczowy jest czas - takie działania powinny być podejmowane niezwłocznie, w ciągu dni, a nie tygodni. To standardowa procedura w tego typu sprawach - podkreśla.
"Skażenie" coinów Zondy
Jeśli kryptowaluty opuściły już licencjonowane giełdy, śledczy mogą nadal je śledzić z pomocą wyspecjalizowanych firm analitycznych. Te oznaczają podejrzane adresy (tzw. flagowanie), co powoduje, że trafiają one do globalnych systemów AML.
W praktyce oznacza to wypchnięcie "skażonych" aktywów poza legalny obieg i znaczące utrudnienie ich spieniężenia. To nie gwarantuje odzyskania pieniędzy, ale kupuje czas - a dziś to najcenniejszy zasób w tej sprawie.
Zondacrypto wywodzi się z Polski i działa od 2014 roku. Początkowo funkcjonowała pod marką BitBay, jednak w 2018 roku weszła w spór regulacyjny z polskimi organami nadzoru. W efekcie przeniosła działalność najpierw na Maltę, a następnie do Estonii. Spółka przeszła rebranding i stopniowo rozbudowała międzynarodową strukturę. Obecnie jej sieć obejmuje podmioty działające w Europie, Afryce, Azji i Ameryce.
W tej sytuacji działania organów ścigania muszą mieć charakter międzynarodowy. Aby realnie zabezpieczyć środki klientów, prokuratura i policja - także za pośrednictwem oficerów łącznikowych - powinny podjąć skoordynowane i szybkie kroki operacyjne.
Karolina Wysota, dziennikarka money.pl