W lutym odbyły się konsultacje społeczne Strategii ochrony obszarów wodno-błotnych w Polsce wraz z Planem działań. Strategia ma stworzyć spójne zasady ochrony i odtwarzania torfowisk i mokradeł oraz zapewnić długofalową ochronę zasobów wodnych w Polsce.
Wiceminister klimatu i środowiska Mikołaj Dorożała powiedział PAP, że w trakcie konsultacji złożono do projektowanej strategii ponad 1,2 tys. uwag. - Ich analiza zajęła sporo czasu, ale uwzględniliśmy ok. 50 proc. z nich. Obecnie dokument opracowywany jest przez Generalną Dyrekcję Ochrony Środowiska (GDOŚ) - powiedział.
WIDEODemograficzna bomba uderzy w ceny mieszkań? Analityk nie ma wątpliwości
Pytany, kiedy strategia zostanie ostatecznie przygotowana, odpowiedział, że "w ciągu najbliższych czterech miesięcy GDOŚ zamknie ten dokument, tak by mógł do końca roku trafić na rząd".
W dokumencie, który trafił do konsultacji społecznych przedstawiono wykaz działań, których realizacją mają zająć się m.in.: Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie, Lasy Państwowe, Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa, Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, parki narodowe czy samorządy.
Wśród zadań zaplanowanych w ciągu 10 lat wymieniono m.in.: wykup i nawodnienie przez państwowe spółki najcenniejszych torfowisk, wypłaty rekompensat dla rolników, którzy zdecydują się przekształcić grunty rolne w mokradła, przywrócenie części nadrzecznych terenów zalewowych, a także likwidację lub przebudowę niektórych zapór spiętrzających wodę.
Chodzi też o ograniczenie wydobycia torfu poprzez wprowadzenie koncesji oraz rozpoczęcie badań nad technologiami, które m.in. pozwolą zastąpić oryginalny torf potrzebny np. do produkcji pieczarek czy boczniaków innym materiałem.
Projektowana strategia wywołała niepokój m.in. w środowisku rolniczym; autorzy wskazali bowiem w dokumencie, że realizacja niektórych założeń ochrony mokradeł koliduje z innymi kluczowymi strategiami i planami. Np. zakładane w strategii zwiększenie areałów obszarów podmokłych wiązać się ma ze zmniejszeniem powierzchni uprawnych, a ograniczenie budowy wałów czy innych budowli hydrologicznych kolidować będzie z programem ochrony przeciwpowodziowej.
Mniejsza liczba progów spiętrzających na rzekach może wyhamować rozwój energetyki wodnej, a objęcie ochroną mokradeł czy torfowisk sprawi, że nie będzie można na nich stawiać farm wiatrowych, trudniej będzie też przeprowadzić np. inwestycje infrastrukturalne - wskazywano.
Dorożała pytany o obawy rolników podkreślił, że strategia kładzie nacisk na dobrowolność działań.
Nikomu, a w szczególności rolnikom nie będziemy zabierać ziemi, żeby zrobić na niej mokradła. Stawiamy na dobrowolność, zachęty finansowe ze środków europejskich do ograniczenia produkcji na rzecz ochrony, pozostawienia wody na miejscu, która może być kluczowa nie tylko dla pojedynczego rolnika, ale dla całej gminy - powiedział.
Wiceminister podkreślił, że strategia nie zakłada wyłączenia z działalności gospodarczej istniejących torfowisk w Polsce, mimo iż - jak mówił - ponad 80 proc. z nich jest zdegradowanych. - Powinniśmy jednak dołożyć wszelkich starań, aby bardziej im nie szkodzić, odtwarzać tam gdzie jest to możliwe, aby woda nie uciekała - dodał.
Rekordowo niskie stany Wisły i Sanu
Przedstawiciel MKiŚ podkreślił, że pozostawienie wody w środowisku jest kluczowe m.in. dla produkcji rolnej.
- Susza postępuje od lat i chyba nikt temu nie zaprzeczy. W tym roku mieliśmy suchą wiosnę. Rzeki wysychają, co ogranicza np. prace elektrowni. W Polsce na rekordowych niskich poziomach są Wisła i San, wody podziemne w wielu miejscach drastycznie opadły, stepowieje południowa Wielkopolska i Łódzkie. Mówimy o bardzo poważnych konsekwencjach dla rolnictwa, przemysłu i ludzi w ogóle, dlatego trzeba spowolnić odpływ wody. Jesteśmy za pięć dwunasta - zobrazował.
Dorożała przekazał, że na ponad 100 tys. km rzek w Polsce "mamy 350 tys. km rowów melioracyjnych, z czego tylko 1,5 proc. służy nawadnianiu". Pytany, czy to oznacza, że część rowów mogłaby zostać zasypana, w tym na terenach należących do Lasów Państwowych, wiceszef resortu odpowiedział, że "musimy spowolnić odpływ wody z lasów i pól". - W jednej lokalizacji będzie trzeba zasypać rów melioracyjny, a w innej spowolnić spływ np. przez umiejscowienie zastawek - wyjaśnił.
Obszary wodno-błotne zajmują 14-18 proc. powierzchni kraju, czyli 4-5,7 mln ha. - Około 24 proc. wszystkich mokradeł jest na terenach Lasów Państwowych, 9-10 proc. jest w zarządzie Wód Polskich, 4-5 proc. jest w zarządzie KOWR. W rękach państwa jest zatem ok. 40 proc. wszystkich mokradeł - wskazał Dorożała. Jego zdaniem to ogromny potencjał, na który państwo powinno mieć wpływ.
Zwrócił jednocześnie uwagę, że kluczowe będzie zintensyfikowanie tzw. małej retencji, którą od lat rozwijają np. leśnicy, a także włączenie władz lokalnych. Przywołał też przykład niedawno otwartego przebudowanego węzła wodnego Modzelówka, dzięki któremu przywrócono przepływ w historycznym korycie rzeki Ełk na odcinku 11,5 km, po ponad 70 latach przerwy. - To wielki wkład Biebrzańskiego Parku Narodowego w zarządzanie cennymi zasobami wodnymi dużej części woj. podlaskiego - podkreślił.
Zwrócił też uwagę na potencjał samej natury i dalszą potrzebę ograniczenia niszczenia tam bobrowych na ciekach wodnych - głównie w tych regionach, w których skutki suszy są najbardziej dotkliwe.
Pytany, na jakich obszarach kraju strategia miałaby być realizowana, odpowiedział, że dokument "nie umiejscawia działań w jednym miejscu, tylko dotyczy całego kraju". Zwrócił przy tym uwagę na obronny potencjał mokradeł w związku z realizowaną Tarczą Wschód.
- Przy samej granicy w pasie do 5 km od niej wyłączyliśmy tzw. rębnie zupełne, aby nie znikały całe połacie lasów. Możemy tam też "rozlać" wodę i spowolnić jej odpływ, aby wypełnić wojskowe cele tzw. kontrmobilności w pasie przygranicznym. To ważne dla funkcjonowania Tarczy Wschód - zaznaczył Dorożała.
Ze wstępnych szacunków wynika, że koszty realizacji projektowanej strategii wyniosą ok. 24 mld zł. Środki te planowane są w perspektywie do 2040 r. i miałyby pochodzić głównie z europejskich programów m.in. na bezpośrednie wsparcie dla rolników.
Miliardy zł na odszkodowania dla rolników
Wiceminister Dorożała podkreślił, że brak działań na rzecz odtworzenia mokradeł, zatrzymania wody w środowisku będzie wiązało się z jeszcze większymi kosztami. - Aby oddać istotę sprawy musimy odejść od klasycznej księgowości na rzecz usług ekosystemowych.
Susze kosztują polskie rolnictwo miliardy złotych np. w odszkodowaniach. Wzrost wilgotności gleby zaledwie o kilka procent może zapobiec spadkom w plonach o 10-20 proc. Usunięcie 1 kg azotu z wody w oczyszczalni to ok. 30-50 zł, a mokradła robią to za darmo. Odtworzenie naturalnej retencji jest też zdecydowanie tańsze od budowy i utrzymania sztucznych zbiorników - wyliczał.
- Każda złotówka zainwestowana w ochronę i odtwarzanie terenów wodno-błotnych przynosi nawet 7 zł zysku w postaci unikniętych strat w rolnictwie z powodu suszy, darmowej filtracji wód, taniej, bezobsługowej retencji, przychodów do lokalnej gospodarki z certyfikatów węglowych. Każda złotówka zainwestowana w infrastrukturę turystyczną przy terenach wodno-błotnych jak kładki, wypożyczalnie sprzętu wodnego, ścieżki generuje od 3 do 5 zł zysku w lokalnej gospodarce - podsumował Mikołaj Dorożała.