Notowania

Sieci odzieżowe z obawą patrzą w stronę Bangladeszu. Boją się o bezpieczeństwo w lokalnych szwalniach

Światowe marki, które zlecają szycie w Bangladeszu, z niepokojem patrzą na wydarzenia ostatnich miesięcy w tym azjatyckim kraju. Pracownicy domagają się podwyżek, a ponadto niejasna jest przyszłość organizacji, która dba o to, by w szwalniach nie naruszano norm bezpieczeństwa

Podziel się
Dodaj komentarz
(East News)
H&M zleca prawie połowę produkcji w Bangladeszu (Fot: eastnews)

Za uszycie koszulki czy sukienki ten, kto ją wykonał, otrzymuje zapłatę stanowiącą jakiś nikły procent ceny, którą zapłaci europejski czy amerykański klient. Po tym, jak w 2013 r. doszło w Bangladeszu do tragicznej katastrofy – w wyniku zawalenia się kilkupiętrowego budynku, w którym działały szwalnie, zginęło 1134 pracowników, ponad 2 tys. odniosło obrażenia - nieco poprawiły się warunki wykonywania pracy.

Nie zmieniło się natomiast to, że za bardzo ciężką i trwającą znacznie dłużej niż 8 godzin dziennie pracownicy dostają bardzo niskie, ledwo wystarczające na życie, wynagrodzenie.

Serwis "Dla Handlu" informuje, że w ostatnich tygodniach w Bangladeszu odbywały się protesty pracowników domagających się zwiększenia płac w fabrykach oraz respektowania podwyżki płacy minimalnej zapowiedzianej we wrześniu 2018.

Może się to odbić na działalności tych spółek, które szyją przede wszystkim w Bangladeszu. Ogromnym zleceniodawcą jest szwedzki koncern H&M. Szacuje się, że w 2016 r. zlecił produkcję za kwotę 5 mld dolarów.

Polskie marki również korzystają z usług bangladeskich firm. Zgodnie z opublikowanymi danymi, udział zakupów w Bangladeszu w 2017 roku wyniósł 28 proc. i 8 proc. odpowiednio w LPP i CCC.

Protest nisko opłacanych pracowników nie jest jedynym problemem dla zachodnich spółek odzieżowych. Kolejnym jest niejasna przyszłość organizacji Accord on Fire na Building Safety (Accord), która została założona przez wiele spółek z branży odzieżowej po katastrofie przemysłowej w Rana Plaza – informuje "Dla Handlu".

Szwed o zmianach w zakazie handlu. "Życie przynosi różne niespodzianki"

Rządowe agencje moga nie udźwignąć odpowiedzialności

Jak informują analitycy DM mBanku, jej głównym zadaniem jest nadzorowanie warunków pracy w fabrykach oraz ustanawianie standardów bezpieczeństwa niezbędnych do współpracy z zagranicznymi kontrahentami. Inicjatywa Accord zrzesza ponad 200 podmiotów głównie z Europy, w tym m.in. H&M, Inditex, C&A, Espirit, LPP. Co do zasady, zrzeszone podmioty współpracują jedynie z zakładamy przestrzegającymi standardy narzucone przez Accord.

W 2017 roku, jeden z lokalnych producentów, Smart Jeans Ltd., złożył pozew przeciwko Accord.

Sąd w Bangladeszu nakazał, by do końca listopada 2018 r. Accord przekazał swoje obowiązki jednostkom rządu krajowego. Accord złożył odwołanie do Sądu Najwyższego. W apelacji wskazał, że państwowe komórki nie są przygotowane do tego, by wykonywać te dodatkowe obowiązki.

- Nieodpowiednio przeprowadzony proces przekazania obowiązków mogłoby spowodować brak nadzoru nad zakładami produkcyjnymi oraz zwiększyłoby szansę kolejnych wypadków – ostrzegają analitycy DM mBanku.

Szacuje się, że w wyniku zaprzestania działalności Accord w Bangladeszu, ryzyko zaprzestania współpracy obejmuje ponad 500 zakładów produkcyjnych – szacują analitycy DM mBanku.

Jeśli Sąd Najwyższy podtrzyma orzeczenie sądu niższej instancji, firmy zrzeszone w Accord mogą systematycznie zacząć zmniejszać zamówienia. Wszystko dlatego, że będą się obawiały, iż spadnie bezpieczeństwo, a w razie wypadku zostaną uznane za współwinne tragedii.

- Taki scenariusz mógłby wpłynąć na realokację części zamówień firm odzieżowych z Bangladeszu do innych krajów, a potencjalne problemy zakładów produkcyjnych mogłyby spowodować opóźnienie dostaw, co wpłynęłoby negatywnie na notowania spółek z sektora – czytamy w analizie DM mBanku.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz