Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na
sor
31.03.2019 17:55

Służba zdrowia w Czechach. SOR, stoper i 28 minut czekania

15-20 minut czekania na pilną wizytę u internisty, niecałe pół godziny na ostry dyżur ortopedyczny. Ze stoperem w ręku. Rentgen? Niewiele dłużej. Brzmi jak Skandynawia? Nie, tak wygląda Szpitalny Oddział Ratunkowy 20 kilometrów za naszą południową granicą.

Podziel się
Dodaj komentarz
(WP.PL)
W czeskim szpitalu nie ma mowy o czekaniu 9 godzin na lekarza. Wizyta to kwestia mniej niż godziny (Fot: Jakub Ceglarz)

Trutnov to niewielkie miasteczko w północnej części Czech. Nieco ponad 30 tysięcy mieszkańców, kilka hoteli, dworzec kolejowy i autobusowy. Do tego Kaufland, kilka marketów Penny, szkół i kościołów. Jeden szpital.

Właśnie do niego wybrałem się w piątkowy poranek, by sprawdzić, czy w czymkolwiek przypomina on nasze Szpitalne Oddziały Ratunkowe. Te, w których często trzeba czekać po 9 godzin, a i tak nie ma gwarancji, że uda się zobaczyć z lekarzem. Prędzej - ze świętym Piotrem.

Podjeżdżam pod trutnowski szpital około 7:30. O miejsce parkingowe trudno, więc muszę zostawić auto kilkaset metrów dalej, na osiedlu. Jestem zdrowy, więc dla mnie krótki spacer to nie problem. Ale dla pacjentów może być trudniej. Pierwszy plus dla polskich szpitali, gdzie często - choć trzeba za nie sporo zapłacić - parkingów nie brakuje.

Obejrzyj: Brak lekarzy w Polsce to efekt decyzji sprzed 10 lat. Balicki wskazuje na problem

Naprzeciwko wejścia do pierwszego z kilku budynków szpitalnych widzę wielki szyld SATAN. Na szczęście to tylko sklep z antenami satelitarnymi i akcesoriami RTV.

Szpital z zewnątrz wielkiego wrażenia nie robi, widać, że ma przynajmniej 20-30 lat. Przed wejściem papierosa pali jeden z lekarzy. Pytam o ostry dyżur, bo z planu szpitala niewiele można wyczytać. Rozmówca po krótkim wyjaśnieniu wskazuje drogę - trzeba wjechać na trzecie piętro.

(WP.PL)
(Fot: Jakub Ceglarz)

Plan szpitala w Trutnovie niewiele wyjaśnia. O ostry dyżur trzeba zapytać

Docieram do miejsca, które w Polsce nazywamy izbą przyjęć albo SOR-em. Zazwyczaj jest to potężny hol, w którym pomieścić się muszą dziesiątki oczekujących pacjentów.

(WP.PL)
(Fot: Jakub Ceglarz)

Tutaj, w miejscu opisanym jako "kozni ambulance a stacionar", czyli "pogotowie ratunkowe i centrum opieki dziennej", wygląda to zupełnie inaczej. Wąski korytarz, kilka ławek, na których siedzi… dwóch mężczyzn. Dają pielęgniarce dokument ubezpieczeniowy, przypominający z daleka kartę EKUZ. Po chwili są już zapraszani do gabinetu.

(WP.PL)
(Fot: Jakub Ceglarz)

Dwie osoby na czeskim SOR-ze. Czas oczekiwania - około 15 minut.

Jednego z nich dopytuję, czy to na pewno miejsce, w którym znajdę pomoc internistyczną w nagłych przypadkach. Około 70-letni Jiri ma problem ze zrozumieniem mojego pytania (staramy się rozmawiać po polsku), ale ostatecznie twierdzi, że tak.

Pytam więc pielęgniarki, czy zawsze to tak wygląda. Ta mówi, że dziś akurat jest wyjątkowo mało pacjentów, ale zazwyczaj nie czeka więcej niż 6-7 osób. Czas oczekiwania? Do godziny.

Obejrzyj: Fundusz Sprawiedliwości wspiera budowę "Budzika" dla dorosłych

Noga zbadana prawie od ręki

Ruszam więc dalej, tym razem na ortopedyczny ostry dyżur. Tu korytarz jest większy, siedzi też więcej pacjentów - w sumie około 8-9 osób. Ale za to są dwa gabinety lekarskie.

(WP.PL)
(Fot: Jakub Ceglarz)

Tuż za mną do poczekalni, wyraźnie kuśtykając, wraz z kolegą wchodzi młody mężczyzna w kurtce motocyklowej. Na nodze ma niedbale zawinięty bandaż.

Siada po drugiej stronie korytarza, a ja włączam stoper. Sprawdzam, ile czasu minie od pojawienia się w poczekalni do wejścia do gabinetu.

Będzie kontrola SOR
Śląsk. Ministerstwo Zdrowia reaguje, będzie kontrola SOR

W międzyczasie zerkam na zawieszony na ścianie telewizor. Akurat lecą wiadomości, a tam dwa główne tematy - brexit i druga tura wyborów prezydenckich na Słowacji.

Patrzę na zegarek - minęło 15 minut. Po kolei do gabinetów wchodzą kolejni pacjenci, ale motocyklista nadal siedzi. Lekarz poprosił go do siebie dokładnie po 28 minutach i 16 sekundach od jego pojawienia się w poczekalni.

(WP.PL)
(Fot: Jakub Ceglarz)

Tymczasem ja próbuję zagadnąć wychodzącego o kulach człowieka o to samo, co na internie. "Czy zawsze to idzie tak szybko?", bo może to po prostu taka pora. Mimo bariery językowej dowiaduję się, że to raczej standard, choć 35-letni Jakub "rzadko tu bywa". Ale skręcił kostkę podczas porannego biegania.

Pytam więc, czy słyszał o tym, żeby ktoś czekał na wizytę u lekarza po kilka godzin. I czy zna przypadki z Polski. Gdy mówię mu o historiach z Zawiercia czy Sosnowca, nie dowierza. Ale przyznaje, że pierwszy raz o nich słyszy.

Na ortopedii spędziłem jeszcze ponad godzinę, ale wielkich kolejek i innych ekscesów się nie doczekałem.

Piętro niżej znalazłem pracownię RTG. Tu ludzi też całkiem sporo, bo w sumie 7 osób przede mną w kolejce. Ale stojąca przede mną kobieta z dzieckiem na prześwietlenie wchodzi po około 35 minutach.

(WP.PL)
(Fot: Jakub Ceglarz)

W sumie w trutnowskim szpitalu spędziłem blisko 3 godziny. Niestety nie znalazłem miejsca, do którego trafiają pacjenci z karetek.

Inna sprawa, że nie słyszałem, by podczas mojego pobytu którakolwiek z nich wjechała na teren szpitala na sygnale. Być może najostrzejsze przypadki kierowane są do innych miast. Gdy zapytałem o to jednego z sanitariuszy, ten nie potrafił mi odpowiedzieć. Ani gdy pytałem po polsku, ani po angielsku, ani nawet łamanym niemieckim.

Czechy wzorem dla krajów Grupy Wyszehradzkiej

Jak to możliwe, że za naszą południową granicą służba zdrowia działa tak dobrze? System opieki medycznej jest mocno zdecentralizowany, szpitale są w dużej mierze prowadzone przez gminy. Analizę służby zdrowia w Czechach przeprowadziło nawet kilka lat temu Biuro Analiz Sejmowych.

Czesi - podobnie jak Polacy - płacą ubezpieczenie zdrowotne. U nich jest to jednak 13,5 procent od pensji brutto (w Polsce stawka wynosi 9 proc.).

Makabryczna śmierć w szpitalu w Sosnowcu
Sosnowiec. Śmierć na izbie przyjęć w szpitalu. Rodzina oburzona

Większość składki pokrywa pracodawca, który odpowiada za dwie trzecie jej wysokości. Pracownik płaci więc tylko to co zostanie, czyli 4,5 proc. swojej pensji.

Składka nie trafia jednak do monopolisty, jak u nas do NFZ. W Czechach jest kilka funduszy, które zajmują się opieką zdrowotną. Największy i najpopularniejszy jest Powszechny Zakład Ubezpieczeń Zdrowotnych (Vseobecna zdravotni pojistovna CR, VoZP CR), ale oprócz niego istnieje jeszcze kilka branżowych kas chorych.

Pacjent może wybrać, któremu z ubezpieczycieli odda swoją składkę. Nie jest skazany na jednego, tylko może korzystać na konkurencji między zakładami, często również państwowymi.

Z drugiej strony jednak - do niektórych świadczeń trzeba dopłacić. Tak jak na przykład do wizyty na SOR-ze. Koszt? W przeliczeniu na polską walutę wychodzi to kilkanaście złotych (około 100 koron).

W Sosnowcu zmarł pacjent, który nie doczekał się pomocy na izbie przyjęć szpitala.
Makabryczna śmierć w szpitalu w Sosnowcu. "Pacjentem interesowała się głównie sprzątaczka"

W Czechach nie brakuje też lekarzy. Jak wynika z opracowania Biura Analiz Sejmowych, jeden lekarz przypada za naszą południową granicą na niespełna 250 mieszkańców. W Polsce - według danych OECD - jeden lekarz przypada na prawie 500 obywateli.

No i wydatki. Również według danych OECD, Czesi na ochronę zdrowia wydają 7,3 proc. PKB, co w przeliczeniu na jednego mieszkańca wynosi 2544 dolary. W Polsce te liczby wynoszą odpowiednio - 6,4 proc. oraz 1798 dolarów. Czyli kwotowo - o jedną czwartą mniej.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
31-03-2019

gośćw Polsce jest za dużo złodziei i to odpowiedź. mieli likwidować NFZ, ale nie zlikwidują bo kolesie mają tam stanowiska. ale przed wyborami to każdy … Czytaj całość

31-03-2019

podatnikZanim kasa dotrze do placowki zdrowotnej to już dużo jej nie ma...musi być konkurencja jak w każdej branży

01-04-2019

ikapeCzesi już od lat mają takie - w porównaniu z polandią, dzikim krajem - eldorado! Można!

Rozwiń komentarze (776)