Notowania

gospodarka
23.04.2019 14:16

Strajk nauczycieli z przedszkoli. Pracują więcej, nie mają wakacji, nie mogą dorabiać

Wyższe pensum, praca w ferie, dyżury w wakacje. Do tego niskie pensje i brak możliwości dorobienia. Nauczyciele z przedszkoli walczą o swoje. "Teraz albo nigdy" - mówią.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Archiwum prywatne)
Pani Aneta pracuje w łódzkim przedszkolu. Zarabia 2240 złotych netto.

"Chcecie więcej zarabiać? Więcej pracujcie" - dał strajkującym nauczycielom do zrozumienia rząd, proponując wzrost pensji wraz ze wzrostem pensum dydaktycznego. Argument mówiący, że nauczycielska praca to nie tylko godziny dydaktyczne, a statystyczny nauczyciel w Polsce pracuje 47 godzin w tygodniu, pozostał niezauważony.

Tymczasem jest w Polsce kilka grup nauczycieli, którzy pensum dydaktyczne już mają o kilka godzin wyższe. Mowa o nauczycielach bibliotekarzach, wychowawcach internatów i burs, nauczycielach świetlicowych czy wychowawcach przedszkolnych.

Ci ostatni mają o tyle trudniej, że nie dotyczy ich pewien nauczycielski "przywilej", o którym bardzo chętnie przypominają przeciwnicy strajku. Nie mają wolnych ferii i wakacji.

Oglądaj też: Strajk nauczycieli - relacja z Warszawy

Placówka nieferyjna

Ferii czy wakacji oficjalnie w przedszkolach nie ma. Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Edukacji Narodowej z 2017 roku, przedszkola funkcjonują przez cały rok, za wyjątkiem "przerw ustalonych przez organ prowadzący na wniosek dyrektora przedszkola i rady przedszkola, a w przypadku braku rady przedszkola wspólny wniosek dyrektora i rady rodziców".

Zazwyczaj w ferie i wakacje pełna obsada przedszkola jest niepotrzebna, bo dzieci jest mniej. Nauczyciele pełnią dyżury. O 2-miesięcznych wakacjach mogą jednak zapomnieć.

- Przedszkola są placówką nieferyjną, więc w ferie otwarte są normalnie. W wakacje dzielimy się po połowie, jedna połowa pracuje w lipcu druga w sierpniu. Ten jeden miesiąc zostaje na wzięcie przysługującego nam urlopu - tłumaczy pani Aneta, nauczycielka z łódzkiego przedszkola.

Na pełnych obrotach

Pani Aneta pracuje w jednym z łódzkich przedszkoli od 13 lat. Pracuje z 6-latkami, tygodniowo ma 25 godzin zajęć dydatktycznych. Oprócz tego musi znaleźć czas na przygotowanie pomocy na zajęcia, rady pedagogiczne, rozmowy z rodzicami (ma pod opieką 26 dzieci) i przedszkolną biurokrację.

- Zbliża się koniec roku, czyli czas wypisywania "ocen dojrzałości szkolnej" - mówi pani Aneta. - Każde dziecko, na podstawie dwóch badań diagnostycznych, otrzymuje od nas taką opisową ocenę. Wyczerpującą. Z przedszkolnej biurokracji to jest najbardziej pracochłonne. Poza tym, wypełnianie dzienników, pisanie programów. To wszystko zajmuje czas.

Przedszkolny grafik sam w sobie jest napięty. Dzień zaczyna się rano, od wyznaczenia dyżurnych, mycia rąk i śniadania. Potem dzieci mają chwilę na samodzielną zabawę. Cały czas są jednak pod nadzorem nauczyciela, który nawet na chwilę nie może ich zostawić.

- Jeśli potrzebuję wyjść do toalety, to proszę kogoś, żeby został przez chwilę z grupą - mówi pani Aneta. - Ale generalnie przerw nie ma. Zresztą, nawet się o nich nie myśli, bo przy dzieciach trzeba mieć oczy dookoła głowy i nie ma momentu rozluźnienia. Cały czas pracuje się na pełnych obrotach, niezależnie od tego, czy czytamy książkę, prowadzimy zajęcia czy dzieci bawią się samodzielnie.

Po drugim śniadaniu zaczynają się zajęcia dydaktyczne. W zależności od dnia, dzieci uczą się liter, rozwiązują rebusy czy zadania matematyczne, układają historyjki obrazkowe lub wymyślają opowiadania. Mają też angielski, rytmikę, gimnastykę korekcyjną. Raz w tygodniu idą na basen i na lodowisko. Czasem na inne wycieczki.

To trudny moment - grupa 26 sześciolatków wychodzi poza mury przedszkola pod opieką dwóch osób - nauczyciela i jego pomocnika. Dwie pary oczu muszą wystarczyć.

- Do takich wycieczek dzieci przygotowujemy znacznie wcześniej. Odgrywamy scenki, uczymy jak się zachować w różnych sytuacjach - opowiada pani Aneta. - Często w czasie takich wycieczek dzieci w ogóle dowiadują się, co to jest autobus czy tramwaj, bo wcześniej nie zdawały sobie sprawy z istnienia takich środków transportu.

Korepetycje

30 - 80 złotych. Tyle kosztuje godzina korepetycji z polskiego czy matematyki. Dla nauczycieli to dobry sposób na dorobienie do skromnych pensji. Problem w tym, że dotyczy tylko jednej grupy pedagogów, niekoniecznie największej.

Korepetycji udzielają nauczyciele typowych przedmiotów szkolnych - zwłaszcza ci, którzy uczą w liceach i doszkalają przyszłych maturzystów.

Takiej możliwości dodatkowego zarobku nie mają jednak: nauczyciele klas 1-3, nauczyciele szkół specjalnych, bibliotekarze, wychowawcy placówek opiekuńczych, nauczyciele świetlicowi czy nauczyciele przedmiotów zawodowych. Trudno wyobrazić sobie korepetycje z WF-u, przedsiębiorczości czy przysposobienia obronnego. Na dorobienie szans nie mają też nauczyciele przedszkolni.

Muszą za to, podobnie jak inni nauczyciele, nieustannie się doszkalać.

- W zależności od potrzeby, jeżeli w którymś roku chcemy wprowadzić elementy zajęć teatralnych, to wybieramy takie szkolenie. Jeździmy na konferencje, chodzimy na kursy, dużo tego jest - opowiada pani Aneta. - Musimy. W rocznej ocenie pracy mamy taką rubrykę, jak dodatkowe kursy i szkolenia. Czy to motywuje? Nie wiem. Robię to raczej dla siebie. Co roku wpisuję do tej rubryki dużo pozycji i nieraz się dziwię, jak udało mi się to zrobić.

Pani Aneta zarabia 2240 złotych. Na rękę. Ta kwota zawiera dodatek motywacyjny, dodatek za wychowawstwo i dodatek za wysługę lat.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Tagi: gospodarka, wiadomości, strajk nauczycieli, edukacja
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
23-04-2019

Jola43Witam! Popieram artykuł. Tak właśnie kochani Państwo wygląda praca w przedszkolu. Jestem nauczycielką od 35 lat. Lubię swoją pracę i dzieci. Dlatego … Czytaj całość

23-04-2019

RetCo tak mało komentarzy? ... Artykuł który wytrąca argumenty przeciwnikom i hejterom nauczycieli jest niegodny uwagi?

23-04-2019

RetI cisz

Rozwiń komentarze (909)