Trwa ładowanie...

Notowania

Przejdź na
savoir vivre
06.01.2020 15:35

Ta kobieta odbudowała polski savoir-vivre - kim była Janina Ipohorska?

Doskonale wiadomo, że to Polacy uczyli Francuzów jeść nożem i widelcem… Ale w historii naszego kraju nie brakuje sytuacji, w których sami musieliśmy przyswoić dobre maniery! - piszą ciekawostkihistoryczne.pl.

Podziel się
Dodaj komentarz
(ciekawostkihistoryczne.pl)
Kim była Janina Ipohorska? To ona nauczyła nas dobrych manier

W powojennej Polsce, jednym z wielu problemów okazał się… przestarzały savoir-vivre. Obyczaje panujące w rozmaitych sferach społecznych trzeba było w pewnym sensie utworzyć na nowo, dostosowując do nowych realiów. Życie salonowe i wszelkie z nim związane zawiłości okazały się zupełnie nieaktualne, podobnie jak ówczesne warunki ekonomiczne – zmieniły się w Polsce diametralnie.

W tym czasie rolę edukacyjną i obyczajową pełniła w znacznej mierze prasa. Na łamach "Przyjaciółki", "Mody i Życia Praktycznego", "Świata Mody", "Zwierciadła" czy "Gospodyni Miejskiej" ukazywały się zatem fragmenty książek i relacje z najnowszych spektakli teatralnych, dodatki edukacyjne oraz - no właśnie - poradniki dobrego wychowania.

Popyt na tego rodzaju tematykę wziął się z braku świeżych, aktualnych autorytetów: czytelniczki i czytelnicy czasopism sami kierowali do redakcji pytania o to, jak grzecznie zachować się w nowym, egalitarnym społeczeństwie. I tu właśnie pojawia się postać Janiny Ipohorskiej, znanej również jako Jan Kamyczek, która przyszła zdezorientowanym Polakom z pomocą…

Obejrzyj: Jak wznosić toast? Wyjaśnia Łukasz Walewski

Kim była królowa polskiego savoir-vivre?

Przyszła na świat jako Janina Nosarzewska, córka Jana i Stefanii, 15 sierpnia 1914 roku we Lwowie. Uczyła się w Gimnazjum Humanistycznym im. Królowej Jadwigi, a następnie skończyła romanistykę na wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Jana Kazimierza. W latach 1936 – 1939 dokształcała się w zakresie malarstwa w pracowni prof. Felicjana Kowarskiego na Warszawskiej ASP.

Pod radziecką okupacją zajmowała się teatrem we Lwowie. Tworzyła scenografię i kostiumy dla Teatru Miniatur. Z kolei za czasów okupacji niemieckiej podjęła pracę administracyjno – biurową w Instytucie prof. Rudolfa Weigla, gdzie wielu ludzi kultury znajdowało wówczas schronienie przed wywózką. Czas ten nie był z resztą spędzony całkiem bezproduktywnie: Nosarzewska dołączyła do zespołu "karmicieli wszy", w ten sposób przyczyniając się pośrednio do pracy nad szczepionką na tyfus. W 1943 roku, zagrożona aresztowaniem przez gestapo, musiała uciekać z Lwowa i wówczas właśnie zmieniła nazwisko na Ipohorska. Źródła takiego wyboru nie trzeba długo szukać: nazwisko panieńskie jej matki brzmiało Ipohorska–Lenkiewicz.

Po wojnie zamieszkała w Krakowie, gdzie wróciła do pracy nad scenografią i kostiumami teatralnymi – pracowała między innymi dla teatru Starego, Syreny, Śląskiego, Dramatycznego, Młodego Widza i Małego. Nie przestawała się też uczyć: ukończyła studia na wydziale scenografii Krakowskiej ASP, a później prowadziła tam cykl wykładów z kostiumologii.
Co jednak najważniejsze w kontekście pracy Ipohorskiej na rzecz polskiego dobrego wychowania, założyła wraz z Marianem Eile tygodnik "Przekrój".

We wczesnym okresie funkcjonowania czasopisma stale brakowało ludzi do pracy, więc wykształcona i utalentowana Ipohorska szybko stała się zastępcą redaktora naczelnego, choć tak naprawdę jej funkcja w redakcji była praktycznie taka sama, jak Eilego. Jako jedyna potrafiła skłonić go do zmiany zdania i dyskutować na równych prawach.

To właśnie na łamach znanego do dziś periodyku pisała w rubryce "Demokratyczny savoir – vivre" na temat obyczajów. Ale nie tylko. "Tak naprawdę uczyła czegoś więcej niż manier: zdrowego rozsądku, asertywności, umiejętności dostosowania się do okoliczności, którą dzisiaj nazwalibyśmy inteligencją emocjonalną" - czytamy w książce "Kreatorki. Kobiety, które zmieniły polski styl życia: Julii i Lidii Pańków. Przede wszystkim zaś uczyła życzliwości, którą uważała za istotniejszą niż zmieniające się z biegiem lat towarzyskie konwenanse i formułki.

Tworzyła też zabawne i błyskotliwe rysunki opisujące dynamicznie zmieniającą się sytuację kulturalną i komentujące „nowe elity”. Już w 1945 wymyśliła także i przelała na papier postać Pana Karafki, w formie zabawnych i absurdalnych (typowych, aż do dziś, dla „Przekroju”) komiksów. O wiele ważniejszy w kontekście kulturalnym wydaje się jednak „Kącik dla pań”, również drukowany już od 1945 roku. To właśnie tu, w formie dyskusji dwóch fikcyjnych bohaterek Lucynki i Paulinki, poruszane były podstawowe kwestie mody, wychowania i zwyczajów.

Podpisywanie się nie swoim nazwiskiem musiało wejść Janinie Ipohorskiej w nawyk, ponieważ przez całe twórcze życie publikowała pod pseudonimami. Pisząc wraz z Marianem Eile powieść „Czar twoich kółek” występowała jako jeden z „braci Rojek”. Scenariusz serialu „Kapitan Sowa na tropie” napisała pod nazwiskiem Alojzy Kaczanowski. Prace o tematyce obyczajowej i kulturalnej pisywała jednak zwykle jako Jan Kamyczek: to właśnie pod takim nazwiskiem ukazały się, poza cotygodniowymi felietonami, książki „Grzeczność na codzień” oraz „Savoir–vivre dla nastolatków”.

Skąd taki dobór fałszywych nazwisk? Była to sprawka Mariana Eile, który uwielbiał wynajdywać pseudonimy zarówno dla siebie, jak dla swoich pracowników. Starannie ukrywał ich tożsamość, często zmieniając płeć i liczbę autorów. Jednocześnie, jak mówiła sama Iphorska, mężczyźni zawsze cieszyli się w Polsce pozycją większych niż kobiety autorytetów. Chodziło zatem o dobro „Przekroju”, przyciągnięcie czytelników i uwiarygodnienie rubryki.

Iphorska nie była z początku przekonana, czy pisanie "Demokratycznego savoir-vivre’u" jest pracą dla niej. Po usilnych namowach podjęła się jednak zadania, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Jak relacjonował później Eile, "rzysłano worek, dosłownie worek listów". Oczywiście skierowanych do autorki, Jana Kamyczka. Czytelnicy pytali o najróżniejsze sprawy, a autorce odpowiedzi zarzucano nawet, że wymyślała niektóre z pytań! Sama twierdziła wobec takich oskarżeń, że "Tych listów nie da się naśladować".

Niehigieniczne całowanie w rękę

Jednym z bardziej doniosłych sukcesów Jana Kamyczka na łamach "Demokratycznego savoir-vivre’u" była skuteczna walka z, jak autorka sama go nazwała, cmok – nonsensem, czyli całowaniem kobiet w dłoń na powitanie. Na pytanie o ten zwyczaj odpowiedziała bardzo surowo, że nie należy tego robić, ponieważ to: "1) niehigieniczne w każdym wypadku, 2) obrzydliwe w ach! Jak wielu wypadkach, 3) zdawkowe jako wyraz jakichkolwiek uczuć, gdyż zastosowanie bez wyboru obiektu, 4) ryzykowne, gdyż może czasem zachęcić do całowania innych części ciała, a co za tym idzie doprowadza do tragicznych postanowień matrymonialnych, 5) ogólnie bezsensowne".

Szef Polando.de walczy z stereotypami, które Niemcy mają wobec Polaków.
"Złodzieje samochodów" odeszli do przeszłości. "Teraz Polska kojarzy się Niemcom z chirurgią plastyczną i oknami"

Okazało się, że duża część czytelników popiera takie zdanie na temat pocałunków w dłoń, potrzebny był im jednak wyraźny autorytet krytykujący tę praktykę! Niezależnie od tematu poruszanego przez czytelnika w liście, promowała uprzejmość i życzliwość. Nie bała się też krytykować pewnych zakurzonych zwyczajów. Twierdziła na przykład, że nie ma nic złego w tym, by to dziewczyna pierwsza wyznała uczucie, choć przestrzegała przed "nienajlepszym efektem” takiego posunięcia.

Wkrótce, w 1956 roku wydano felietony wraz z ilustracjami w formie książki pod tytułem „Grzeczność ilustrowana”, której przekłady ukazały się w wielu krajach bloku wschodniego. Równie popularny okazał się wydany o wiele później, w 1974 roku "Savoir-vivre dla nastolatków".

Niemalże do końca życia mieszkała w ciasnej kawalerce przy na Grzegórzkach. Przetrwała wojnę, a później burzliwe dla mediów czasy PRLu. W pewnym momencie doszło nawet do tego, że wyrzucono ją z redakcji. Nadal pisała "Demokratyczny savoir-vivre", ponieważ nikt inny nie potrafił tego robić. Ostatnie dni życia spędziła w Rabce, zmarła w 1981 roku w wyniku wylewu krwi do mózgu.

Bibliografia:
1. Gałęziowska-Krzystolik, A., Językowa grzeczność polska i francuska w epoce globalizacji z perspektywy glottodydaktycznej. Uniwersytet Śląski, Wydział Filologiczny, Katowice, 2016.
2. Miłoszewska-Kiełbiewska, A., Obraz kobiety XX i XXI wieku w wybranych polskich czasopismach i poradnikach dobrego wychowania. Uniwersytet Warszawski, Wydział Dziennikarstwa i Nauk Politycznych, Warszawa, 2015.
3. Pańków, J., Pańków, L., Kreatorki. Kobiety, które zmieniły polski styl życia. Muza, Warszawa 2018.
Autor: Michał Procner - dziennikarz, publicysta, autor tekstów popularnonaukowych i beletrystyki. Absolwent Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu i Uniwersytetu Wrocławskiego. Pasjonat historii naturalnej.

Spodobał Ci się artykuł? Zobacz również: Miłosny trójkąt Lenina: https://ciekawostkihistoryczne.pl/2019/12/07/milosny-trojkat-lenina/

Źródło:
ciekawostkihistoryczne.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
06-01-2020

DkPrzydala by się taraz jakaś akcja, nikt nie dziękuje , każdy cię trąca, hamstwo dookoła

06-01-2020

ArturZbyt dobre wychowanie można porównać do dużego, wytresowanego lecz bardzo łagodnego psa rasowego. Natomiast prawdziwy człowiek musi być mieszanką … Czytaj całość

06-01-2020

Twój nickWychodki na francuskich dworach są też zaimportowane z Polski

Rozwiń komentarze (4)