Tajna lista Pentagonu. USA wycofują ten sprzęt z NATO?
Amerykańscy przedstawiciele przekazali państwom członkowskim Sojuszu Północnoatlantyckiego niejawną listę, która szczegółowo określa planowane wycofanie części potencjału militarnego z Europy.
Dokument, do którego dotarł niemiecki portal Business Insider, zawiera 11 pozycji i po raz pierwszy tak konkretnie ukazuje skalę redukcji amerykańskiego zaangażowania. Zmiany te stanowią ogromne wyzwanie dla europejskich stolic, które będą musiały w krótkim czasie wypełnić powstałe luki w zdolnościach obronnych, co niechybnie przełoży się na obciążenie krajowych budżetów.
O planowanych cięciach sojusznicy zostali poinformowani ustnie podczas zamkniętego spotkania, które odbyło się w piątek. Redukcje uderzają bezpośrednio w tak zwany model sił NATO. Jest to system określający, jakimi jednostkami lądowymi, morskimi i powietrznymi dysponuje pakt, a także w jakim czasie mogą one zostać przerzucone na linię frontu. Ramy czasowe zakładają gotowość do 10 dni, od 10 do 30 dni oraz w perspektywie maksymalnie 6 miesięcy. To właśnie z tej puli szybkiego reagowania zniknie znacząca część amerykańskiego sprzętu.
Ostre słowa o doradcach. Premiera Biznes Klasy o 17:00
Mniej myśliwców, okrętów i dronów
Zestawienie przygotowane przez Waszyngton obejmuje kluczowe elementy sił zbrojnych. W obszarze lotnictwa Amerykanie zamierzają wycofać z planowania sojuszniczego wszystkie 8 najnowocześniejszych samolotów tankujących, a flotę starszych maszyn tego typu nieznacznie uszczuplić. Zmniejszy się także liczba udostępnianych myśliwców, w tym popularnych maszyn F-16 oraz F-15E, których łącznie w dyspozycji Sojuszu ubędzie kilkadziesiąt sztuk.
Poważnym cięciom ulegnie również flota bezzałogowców. Stany Zjednoczone całkowicie wycofują z puli sojuszu drony zwiadowcze dalekiego zasięgu, a liczba uzbrojonych maszyn uderzeniowych zostanie zredukowana niemal o połowę. Zmiany dotkną też lotnictwa strategicznego, ponieważ Waszyngton zdecydował o wycofaniu jednej z dwóch przypisanych do Europy formacji bombowców.
Cięcia w marynarce wojennej
Równie drastyczne kroki podjęto w odniesieniu do marynarki wojennej. Plan zakłada wycofanie jednej z dwóch grup uderzeniowych lotniskowców oraz blisko połowy zespołów krążowników i niszczycieli. Z sojuszniczych kalkulacji znikną również zdolności okrętów podwodnych do wystrzeliwania pocisków manewrujących. Ponadto flota morskich samolotów patrolowych zostanie zauważalnie zmniejszona – z 26 do zaledwie 15 jednostek.
Decyzja Pentagonu nie jest przypadkowa i wpisuje się w szerszą strategię geopolityczną. Wyraźnie widać, że główny ciężar amerykańskiej polityki bezpieczeństwa przenosi się w rejon Pacyfiku. To właśnie tam, w obliczu rosnących napięć międzynarodowych, mocarstwo najbardziej potrzebuje zaawansowanych zdolności morskich oraz dominacji w powietrzu. Dla państw Starego Kontynentu oznacza to jednak strategiczny problem i konieczność znalezienia ogromnych środków finansowych na zastąpienie amerykańskiego parasola ochronnego własnymi rozwiązaniami.
Luki w wyposażeniu są widoczne już teraz. Jak zauważają niemieccy dziennikarze, tamtejsza armia dysponuje zaledwie 8 samolotami patrolowymi, co jest liczbą absolutnie niewystarczającą do pokrycia potrzeb, a i tak nie wszystkie z nich zostałyby zaoferowane Sojuszowi. Szczególnie bolesna dla europejskich stolic będzie utrata amerykańskich dronów uderzeniowych. Przemysł zbrojeniowy w Europie dopiero zaczyna na poważnie rozwijać własne zdolności w zakresie systemów bezzałogowych, co wymaga czasu i wielomiliardowych nakładów finansowych.
Warto przypomnieć, że naciski na zwiększenie europejskich budżetów obronnych nie są zjawiskiem nowym. Już administracja Baracka Obamy, a później bardzo głośno Donald Trump, wielokrotnie wzywali sojuszników z Europy do wzięcia większej odpowiedzialności za własne bezpieczeństwo. Przez długi czas te apele nie przynosiły oczekiwanych rezultatów, jednak obecne, konkretne plany wycofania sprzętu pokazują, że Waszyngton ostatecznie przechodzi od słów do realnych działań.
Reakcja Sojuszu i walka z czasem
Kwatera Główna NATO oficjalnie nie komentuje dokładnych liczb przedstawionych przez Amerykanów. Przedstawiciele Sojuszu starają się jednak łagodzić narrację, wskazując na pozytywne aspekty tej strukturalnej transformacji i konieczność uniezależnienia się od jednego partnera.
– W przeszłości istniała nadmierna zależność od sił zbrojnych i zdolności USA – mówi Allison Hart, rzeczniczka NATO, cytowana przez portal Business Insider. – Ponieważ jednak Europa i Kanada inwestują więcej w obronę i budują więcej zdolności, równowaga odpowiedzialności może się przesunąć. Ta zmiana wzmacnia plany obronne poprzez zmniejszenie nadmiernej zależności od jednego sojusznika i odzwierciedla szerszą transformację wewnątrz paktu. Chodzi o to, by postawić europejskie państwa na bardziej zrównoważonym fundamencie na nadchodzące dekady.
Mniej oficjalnie, wojskowi podchodzą do sprawy z pewnym dystansem, wskazując na elastyczność podobnych deklaracji w fazie planowania.
– Zawsze pojawia się coś nowego – mówi anonimowy żołnierz, sugerując, że ostateczne cięcia mogą być mniej drastyczne niż zakłada to pierwotna lista. Z perspektywy wschodniej flanki pewnym pocieszeniem jest fakt, że amerykańskie redukcje mają w mniejszym stopniu dotyczyć tego regionu, a skupić się raczej na północnych i południowych rubieżach terytorium traktatowego.
Mimo wycofywania sprzętu decydenci nie zamierzają rezygnować z politycznej i wojskowej kontroli nad sojuszem. Waszyngton nadal planuje obsadzać wszystkie kluczowe stanowiska dowódcze. Poza funkcją Naczelnego Dowódcy Sił Sojuszniczych w Europie, zamierzają utrzymać taktyczne dowództwa sił lądowych, morskich i powietrznych. Europejczykom pozostawiono jedynie średni szczebel dowodzenia operacyjnego. Czasu na wypracowanie wspólnej odpowiedzi finansowej i strukturalnej jest niewiele. W połowie czerwca zaplanowano spotkania na szczeblu ministerstw obrony, a już 7 i 8 lipca podczas szczytu w Ankarze przywódcy państw będą musieli ogłosić porozumienie i zaprezentować spójny plan modernizacji europejskich armii.