Trump znów gra z Putinem. Po dieslu przyjdzie czas na rosyjski gaz?

Deal między USA a Rosją stał się faktem. Donald Trump chwali Kreml za dostarczanie diesla i wstrzymuje nowe sankcje. Jak daleko jest gotowy się posunąć? Po dieslu przyjdzie czas na gaz? Wraca temat rosyjskich dostaw dla Europy, a nawet reaktywacja Nord Stream 2 pod amerykańską flagą.

Władimir Putin i Donald Trump
Władimir Putin i Donald Trump
Źródło zdjęć: © Getty Images, Pexels, Unsplash.com | Maria Baranova (Unsplash), Milan Gavrilovic (Pexels) | ZipZapic.com
Przemysław Ciszak

– Rosja dziś wysyła miliony baryłek oleju napędowego na cały świat po niskiej cenie – tak prezydent Donald Trump chwalił w poniedziałek porozumienie, które zawarł z Putinem na zakup rosyjskiego diesla. Dodał, że "zdecydował się wstrzymać nowe sankcje przeciwko Rosji".

Europa patrzy i nie dowierza, jak daleko pomoże jeszcze posunąć się amerykański prezydent w ustępstwach wobec Władimira Putina. Układ dieslowy wstrząsnął nie tylko Ukrainą, UE, ale również samą Ameryką. Zarówno republikanie, jak i demokraci żądają wycofania się z umowy dotyczącej rosyjskiego paliwa, wskazując na naruszenie prawa USA.

Po fali krytyki Trump tłumaczył się we wpisie na swoim portalu Truth Social. "Moja decyzja w sprawie Rosji jest bardzo prosta. Negocjuję pokój w wojnie między Rosją a Ukrainą i nie chcę robić niczego, co mogłoby nierozsądnie odciągnąć Rosję od stołu negocjacyjnego" – napisał.

Echa kontrowersyjnej decyzji jeszcze nie przebrzmiały, a przecieki z poufnych rozmów prowadzonych przez wysłanników prezydenta Trumpa, Jareda Kushnera i Steve'a Witkoffa budzą kolejne niepokoje. Według źródeł "The New York Timesa" na stole już położona została propozycja umożliwienia zwiększenia sprzedaży rosyjskiego gazu do Europy, jako potencjalny element ewentualnego porozumienia pokojowego.

Po dieslu Trump dociśnie gaz?

Amerykanie argumentować mieli, że aby zachęcić Rosję do zakończenia wojny w Ukrainie, Kijów powinien rozważyć ponowne uruchomienie gazociągów, którymi wcześniej transportowano rosyjski gaz do Europy.

Zgodnie z propozycją Jareda Kushnera i Steve'a Witkoffa UE powinna wznowić zakupy większych ilości rosyjskiego gazu, rozwiązując swój problem z kosztami energii. Ukraina zarabiałaby dalej na transporcie. Z kolei dla Moskwy powrót na rynek europejski byłby impulsem gospodarczym i pozwoliłby odzyskać wpływy w regionie – ujawnia "The New York Times".

– Z perspektywy interesów amerykańskiego sektora energetycznego to nie ma sensu – mówi dr Szymon Kardaś z Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych. – Amerykański sektor LNG stał się największym beneficjentem tego, że Europa weszła na ścieżkę odchodzenia od rosyjskiego gazu – wyjaśnia.

Jak dodaje, Amerykanie umacniają swoją pozycję jako eksporterzy skroplonego gazu ziemnego (LNG). Kolejne terminale eksportowe są w budowie, inne oddawane do użytku. – Dziś z punktu widzenia Stanów Zjednoczonych Europa jest najważniejszym rynkiem zbytu. Powrót Rosji do Europy jest sprzeczny z interesem USA – podkreśla.

To jednak nie koniec. Jak ustalił Reuters, do rozmów amerykańsko-rosyjskich wrócił również temat przejęcia przez amerykańskich inwestorów udziałów w Nord Stream. Mieli o tym rozmawiać Jared Kushner, zięć Donalda Trumpa i jego wysłannik, oraz Kiriłł Dmitrijew, bliski współpracownik Władimira Putina, podczas spotkań, które miały miejsce w ostatnich tygodniach w Moskwie i Nowym Jorku.

– Sygnały o toczących się zakulisowo rozmowach na temat reaktywacji Nord Stream 2 słyszeliśmy już od roku. Sam fakt, że dzisiaj znów rozmawia się ponad naszymi głowami o magistrali, która tak bardzo podzieliła Europę, budzi niepokój - ocenia dr Kardaś.

Jak wyjaśnia analityk Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych, wykup przez amerykańskich inwestorów udziałów (51 proc. należy do Gazpromu w spółce kontrolującej Nord Stream, a pozostałe udziały posiadają podmioty europejskie) wydaje się abstrakcyjnym pomysłem. – To gigantyczne koszty, wpierw należałoby go naprawić, później uzyskać certyfikację. Wreszcie sprawa kluczowa. Co Amerykanie mieliby na tym ugrać? Magistrala służyć może jedynie do transportowania gazu z Rosji do Europy. Same opłaty przesyłowe to za mało, aby mogły realizować szerszy interes USA – dodaje dr Kardaś.

Partykularny interes

Jeśli z punktu widzenia Waszyngtonu umożliwienie powrotu rosyjskiego gazu na europejskie rynki nie ma sensu, to skąd właściwie te propozycje składane przez Jareda Kushnera i Steve'a Witkoffa?

Zwłaszcza że jeszcze we wrześniu Donald Trump własnoręcznie podpisał ustawę autorstwa zmarłego niedawno senatora republikanów Lindseya Grahama. Zobowiązała ona Trumpa do nałożenia ceł na największych importerów rosyjskiej ropy i gazu. W piątek zaś podpisał rozporządzenie zawieszające wejście w życie wszystkich sankcji i ceł przeciwko Rosji i jej partnerom przewidzianych przez tę ustawę. Skąd więc kolejny zwrot?

Pomysł, by reaktywować gazociąg, którym może płynąć rosyjski gaz z Rosji do Europy, ma sens tylko wtedy, gdy spojrzymy na interesy bardzo konkretnej grupy osób blisko związanych z Donaldem Trumpem – sugeruje dr Kardaś.

Sama Moskwa, Rosja, również traktuje Witkoffa i Kushnera jako dogodnych negocjatorów. Kreml zdaje sobie sprawę, że po wyborach połówkowych w USA administracja Donalda Trumpa może znaleźć się w trudnej sytuacji politycznej. Jeśli Demokraci przejmą kontrolę nad Kongresem, ustalenia dotyczące rosyjskiego gazu, sankcji i przyszłości Nord Stream mogą stać się przedmiotem parlamentarnej kontroli i politycznego sporu, co może ograniczyć jego polityczną swobodę. Rosja więc wzmaga naciski, aby wykorzystać domykające się okienko i ugrać jak najwięcej.

– Mówimy o Witkoffie, Kushnerze, najbliższych współpracownikach Trumpa. Chodzi o partykularne zyski i interesy. Pojawiają się głosy, że Trump przy tak niskich notowaniach i trudnych kolejnych dwóch latach prezydentury stawia już wyłącznie na "big beautiful deals", czyli wielkie porozumienia biznesowe, które będą służyć jemu i ludziom z jego otoczenia – zaznacza dr Kardaś.

Czy Trump może postawić Europę pod ścianą?

Sugestie, że Amerykanie mogliby wykorzystać swój wpływ na Europę i "zmusić ją, aby nie odmawiała rosyjskiego gazu", rzucał już wiosną ubiegłego roku minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow.

– To oczywiście oburza i jest bardzo niepokojące. Rodzi bowiem pytania o przyszłość. Jednak tak daleka współpraca wciąż brzmi bardzo abstrakcyjnie. Dodatkowo droga od takich pomysłów do rzeczywistej reaktywacji gazociągów z rosyjskim gazem jest bardzo długa. Jak dotąd nie posunęliśmy się specjalnie na niej do przodu – uspokaja dr Kardaś.

Do tego dochodzi podstawowe pytanie, kto ten rosyjski gaz będzie kupował. Bruksela przyjęła już prawo nakazujące całkowite zakończenie importu rosyjskiego gazu do jesieni 2027 r. Od momentu pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę udział Rosji w całkowitym imporcie gazu do UE zmniejszył się z 45 proc. w 2021 r. do 12 proc. w 2025 r. (głównie LNG). Wciąż go jednak kupują Węgry, Francja, Słowacja, a także Niderlandy.

Nie sądzę, aby Waszyngton mógł posunąć się do szantażu, czy to gospodarczego, handlowego, czy energetycznego, aby przymusić Europę do zmiany kursu – zaznacza dr Kardaś.

Przyznaje jednak, że sytuacja w poszczególnych krajach UE ulega drastycznym przemianom. To, że dziś niemiecki rząd twardo stoi na stanowisku, że temat Nord Stream jest zamknięty i nie ma powrotu zależności Niemiec od rosyjskiego gazu, sprawia, że rosnąca w siłę AfD już inaczej widzi kwestię współpracy Berlina z Moskwą. - Pytanie, czy kolejny rząd będzie równie pryncypialny jak obecny?

Niepokoje przetaczają się również przez Francję, na czym zyskują skrajnie populistyczne ugrupowanie Front Narodowy i sama Marine Le Pen.

– Bardziej niż reaktywacji Nord Stream obawiałbym się zawarcia porozumienia dotyczącego tranzytu gazu przez Ukrainę. I tutaj znaleźliby się chętni na rosyjski surowiec. Zobaczymy, jak przetrwamy tę zimę. To będzie jedno z poważniejszych wyzwań. Będzie ciężko, bo kosztownie, ale są też tacy, którzy dostrzegają ryzyko punktowych niedoborów gazu. Im trudniejsza będzie ta zima, tym silniejsza będzie pokusa powrotu do jakichś porozumień z Rosją - ocenia dr Kardaś.

– Na razie Rosja robi to, w czym jest świetna, gra na rozbicie jedności Zachodu i bierze nas na przeczekanie. Od naszej determinacji zależy, czy się temu poddamy – podsumowuje analityk.

Wybrane dla Ciebie