Notowania

delegowanie pracowników
18.09.2016 09:00

Ta ustawa pogrąży polskie firmy? Wchodzą w życie nowe zasady delegowania pracowników

Za sprawą unijnych regulacji nasze firmy wykorzystujące do tej pory przewagę konkurencyjną jaką są niskie koszty pracy mogą mieć poważne kłopoty. Organizacje pracodawców grzmią, że może to wpłynąć na wzrost bezrobocia w Polsce. Sprawa rzeczywiście jest poważna, bo jesteśmy europejskim liderem w wysyłaniu pracowników za granicę. Więcej niż co piąty delegowany w Unii to Polak

Podziel się
Dodaj komentarz
(LUKASZ SZELAG/REPORTER/EAST NEWS)

Za sprawą unijnych regulacji, nasze firmy wykorzystujące do tej pory przewagę konkurencyjną związaną z niskimi kosztami pracy, mogą mieć poważne kłopoty. Organizacje pracodawców grzmią, że może to wpłynąć na wzrost bezrobocia w Polsce. Sprawa rzeczywiście jest poważna, bo jesteśmy europejskim liderem w wysyłaniu pracowników za granicę. Więcej niż co piąty delegowany w Unii to Polak.

Od 18 września 2016 r. zaczynają obowiązywać wszystkie nowe zasady delegowania pracowników za granicę oraz przyjmowania ich w naszym kraju. Dzieje się tak za sprawą wejścia w życie ustawy o delegowaniu pracowników, która wprowadza przepisy unijnej dyrektywy. Część zapisanych tam zmian weszło w życie 18 czerwca tego roku, ale całość przepisów zaczyna obowiązywać pracodawców od 18 września.

Oznacza to, że wszystkie firmy w UE wysyłające swoich pracowników za granicę, muszą zapłacić im minimalne wynagrodzenia obowiązujące w danym kraju oraz fakt delegowania zarejestrować. Do tego pracownik powinien mieć prawo do premii i dodatków przysługujących pracownikom miejscowym.

Ma to zagwarantować pracownikom delegowanym równe traktowanie, takie same zasady zatrudnienia jak dla ich miejscowych kolegów. Przykład: Polak oddelegowany do pracy w Belgii, oprócz płacy minimalnej wynoszącej od 13,379 do 19,319 euro za godzinę, miałby zagwarantowany także dodatek za złe warunki pogodowe, dodatek za mobilność, dodatek za prace specjalne oraz dodatek na narzędzia.

Dodatkowo, jak tłumaczy firma doradcza EY, przedsiębiorstwa muszą dostosować swoje procedury do nowych obowiązków. Chodzi m.in o: konieczność przechowywania dokumentacji dotyczącej delegowania; obowiązek składania właściwemu organowi oświadczenia, które umożliwi przeprowadzenie kontroli.

Ponadto firmy, który delegują pracowników, muszą wprowadzić do swojego biznesu mechanizmy umożliwiające właściwym organom badanie, czy przedsiębiorstwo, które deleguje pracownika, rzeczywiście prowadzi znaczącą działalność w państwie siedziby oraz czy delegowanie ma charakter tymczasowy.

W przypadku niespełnienia wymogów ustawy, istnieje możliwość ukarania przedsiębiorstwa grzywną w wysokości od 1 tys. do 30 tys. złotych.

Ta dyrektywa jest niezwykle niekorzystna dla Polski, bo żaden z unijnych krajów nie deleguje tylu pracowników. W zeszłym roku wysłaliśmy do krajów UE ponad 400 tys. osób na 1,9 mln wszystkich oddelegowanych. Eksperci nie mają wątpliwości, że wzrost kosztów po stronie pracodawców w szczególności dotknie polskie firmy, które wysyłają swoich ludzi do państw tzw. starej Unii. Przyczyni się to do zmniejszenia skali delegowania, skutkiem czego może być nawet wzrost poziomu bezrobocia w naszym kraju, bo część firm będzie musiała zwolnić pracowników.

Przeciw takim rozwiązaniom głośno protestowały też polskie organizacje pracodawców. Eksperci Konfederacji Lewiatan zwracali uwagę na to, że projekt przyczyni się głównie do eliminowania z rynku przedsiębiorstw świadczących usługi transgraniczne z wykorzystaniem własnych pracowników. Może to skutkować wzrostem formalności i kosztów po stronie pracodawców delegujących pracowników, tworząc nierówności i dodatkowe bariery w swobodzie świadczenia usług.

Od początku negocjacji unijnych w tej sprawie, bardzo głośno protestował też nasz rząd. Niestety nie przyniosło to oczekiwanych rezultatów. Co więcej, pod koniec lipca Komisja Europejska odrzuciła "żółtą kartkę", czyli sprzeciw parlamentów krajów UE, w tym Polski, w sprawie tych zmian.

W zeszłym tygodniu doszło w Warszawie do spotkania minister rodziny, pracy i polityki społecznej pracy, Elżbiety Rafalskiej z unijną komisarz Marianne Thyssen. Niestety szefowa polskiego resortu pracy mogła jedynie, jak to sama określiła „wyrazić ubolewanie i zawód oraz rozczarowanie faktem, że Komisja Europejska nie uwzględniła sprzeciwu parlamentów 11 krajów”. Jak podkreśliła Rafalska nowe regulacje doprowadzą do ograniczenia transgraniczności świadczonych usług i stanowią silne zagrożenia dla konkurencyjności naszych firm na wspólnym rynku europejskim.

Szefowa resortu pracy przypomniała również, że owa procedura sprzeciwu parlamentów nie jest często stosowana przez państwa członkowskie i Bruksela powinna jednak uwzględnić wątpliwości tak wielu krajów, co do tej szczególnej dyrektywy.

Thyssen z kolei przekonywała, że na nowym prawie skorzystają przede wszystkim pracownicy, którzy będą otrzymywać takie samo wynagrodzenie za wykonaną pracę. Unijna komisarz dała też do zrozumienia, że mimo wejścia prawa w życie, dialog nadal jest możliwy.

Będzie tak między innymi w przypadku dostosowania tej dyrektywy do pracowników transportu. - Musimy przyjrzeć się tym zasadom. Zrobić to w sposób bardzo dokładny i adekwatny do potrzeb sektora. Nie możemy wrzucać do jednego worka kopalń, transportu międzynarodowego - powiedziała Thyssen.

Dla naszych firm te zmiany są niezwykle niekorzystne, bo pracownik z Polski wciąż jest bardziej konkurencyjny ze względu na jego wysokie kwalifikacje, przy relatywnie niskich kosztach. Dlatego ponad połowa (56,8 proc) pracuje w Niemczech, około 12 proc. we Francji, a blisko 10 proc. w Belgii.

Jak wskazuje Komisja Europejska, polscy pracownicy oddelegowani są głównie do prac w budownictwie (46,7 proc.), w przemyśle (16,6 proc.) i w służbie zdrowia, pracy socjalnej oraz edukacji (blisko 14 proc.). Średni czas oddelegowania pracowników to cztery miesiące.

Z przedstawionych w ubiegłym tygodniu analiz EY wynika, że brak dostępu do danych, które pomagają prawidłowo identyfikować oraz przewidywać kwestie związane z delegowaniem pracowników oraz ich mobilnością deklaruje ponad połowa (52 proc.) zatrudnionych. Jeszcze więcej z nich (58 proc.) podaje z kolei, że lokalne i międzynarodowe regulacje są jednym z największych wyzwań związanych z delegowaniem i mobilnością.

Jak wyjaśniło EY, celem dyrektywy jest m.in. zapobieżenie długotrwałym oddelegowaniom lub nieprzestrzeganiu odpowiednich warunków; doprowadzenie do likwidacji szarej strefy; ograniczenie zjawiska tzw. dumpingu socjalnego. Skutkiem zmian może być jednak zwiększenie ochrony rynku pracy tzw. państw starej UE; utrudnienie wejścia na rynek pracodawcom ze sfery MŚP z krajów nowej Unii i wzrost obowiązków o charakterze biurokratycznym.

Tagi: delegowanie pracowników, wiadomości, gospodarka, unia, najważniejsze, gospodarka polska, fundusze unijne, gospodarka światowa
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
18-09-2016

robolplWiadomo od 26 lat., jak świnie beczą że będą mieli gorzej to znaczy że ludzie w pl będą mieli lepiej. Mieli 26 lat na to by się nauczyć przetrwać na … Czytaj całość

18-09-2016

GregZaczyna być normalnie. Czas zacząć konkurować na rynku jakością, a nie głodowymi stawkami. Może powoli przestaniemy być europejskim Wietnamem i … Czytaj całość

18-09-2016

zxI bardzo dobrze bo Polscy pośrednicy to zwykli złodzieje i oszuści .Mój chłopak pojechał do Holandii do pracy zatrudniony przez Polską [firmę] … Czytaj całość

Rozwiń komentarze (195)