Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Oddzielny budżet dla strefy euro zepchnie Polskę na unijny margines

Oddzielny budżet dla strefy euro zepchnie Polskę na unijny margines

Wspólna waluta do 2025 roku dla wszystkich państw Unii - takie doniesienia "Frankfurter Allgemeine Zeitung" zatrzęsły opinią publiczną w poniedziałkowy poranek. Choć KE zdementowała te informacje, to przy okazji artykułu pojawił się jeszcze jeden problem. Władze wspólnoty mogą domagać się stworzenia oddzielnego budżetu dla strefy euro. A to oznaczałoby zepchnięcie Polski na europejski margines - twierdzą eksperci przepytani przez money.pl.

Aktualizacja 14:53

O tym, że Komisja dąży do stworzenia odrębnych budżetów dla strefy euro i pozostałych krajów, mówi się od jakiegoś czasu. - Ona odżywa i zanika, trochę jak potwór z Loch Ness - mówił kilka tygodni temu w rozmowie z money.pl europoseł PO Janusz Lewandowski. On sprawę zna jak mało kto, bo to również były komisarz UE ds. programowania finansowego i budżetu.

Teraz sprawa wraca za sprawą "Frankfurter Allgemeine Zeitung". Niemiecki dziennik poinformował w poniedziałek, że taki pomysł jest silnie forsowany przez Komisję Europejską. Powołał się przy tym na źródła właśnie w Komisji, bliskie komisarzom Valdisowi Dombrovskisowi i Pierre'owi Moscoviciemu. Nawet jeśli i tym razem kwestia przycichnie, to warto przyjrzeć się, jakie mogą być skutki jej ewentualnego przeforsowania przez Brukselę.

Sceptycznie do problemu podchodzi dr hab. Tomasz Grzegorz Grosse, ekspert Instytutu Sobieskiego. Podkreśla, że to nie Komisja Europejska jest instytucją, która podejmuje ostateczne decyzje w tej sprawie. Może co najwyżej rozważać i proponować takie rozwiązania.

- Jest jeszcze zbyt wcześnie, by przesądzać, że taki pomysł zyska akceptację pozostałych unijnych urzędów i zostanie wprowadzony - twierdzi w rozmowie z money.pl Tomasz Grosse. I dodaje, że nie ma na razie czego komentować.

"To złe dla Polski"

Znacznie bardziej odważni w sądach są natomiast ci, którzy w Brukseli sprawowali lub sprawują mandat europosła. - Uważam, że to jest złe dla Polski - mówił pod koniec kwietnia money.pl Paweł Kowal, były wiceminister spraw zagranicznych i europoseł. Dlaczego? - Kilka lub kilkanaście państw strefy euro zmówi się i będzie we wszystkich sprawach prowadzić jednolitą politykę. Następnie będzie w stanie ją narzucić całości Unii - stwierdził.

A to oznacza, że pozostali zostaną zaszachowani. - Wtedy ci, którzy znajdą się w drugiej prędkości, będą zmuszeni przyjąć coś, co niekoniecznie im pasuje. A jednocześnie ze względów bezpieczeństwa będzie im bardzo trudno wyjść z UE. I w ten sposób będą stawali się peryferiami wspólnoty - prognozuje Kowal.

Jego zdaniem pomysł jest możliwy do zrealizowania, bo "znajdzie się większość państw chętnych na takie rozwiązanie". - Mówi się, że tym budżetem objęte byłyby wdrożenia, przemysł czy polityka społeczna. Łatwo to sobie wyobrazić - dodaje były wiceminister spraw zagranicznych.

- Jeśli ten pomysł zostanie konsekwentnie zrealizowany przez państwa, które chcą być w Unii pierwszej prędkości, to się okaże za kilka lat, że duża ilość środków idzie do tej właśnie grupy - obawia się Paweł Kowal.

Uważa również, że to może być sposób na odzyskanie zaufania zachodnich społeczeństw do Unii Europejskiej. - Gdy pojawi się budżet strefy euro, politycy wytłumaczą swoim wyborcom, że pojawią się pieniądze na przemysł i innowacje, co może zmienić nastawienie ludzi do Wspólnoty - podkreśla.

Parlament już głosował

Pomysł znalazł już pewne poparcie na forum Parlamentu Europejskiego. W lutym europosłowie z komisji gospodarczej i monetarnej oraz kontroli budżetowej przegłosowali raport, który postulował utworzenie osobnego budżetu dla strefy euro.

- Oczywiście oprotestowaliśmy ten pomysł, bo rzecz jest niekorzystna dla Polski. Budzi też wątpliwości, bo zmienia swoją naturę w trakcie opracowywania - zaznaczył w money.pl Janusz Lewandowski, były komisarz UE ds. programowania finansowego i budżetu. I tłumaczy, że w pewnym momencie budżet ten naśladował budżet federalny Stanów Zjednoczonych. - Jednym z jego zadań miało być absorbowanie wstrząsów i kryzysów zdarzających się w strefie euro. Zarówno takich, które dotykają wszystkie kraje strefy, jak i tzw. asymetrycznych, czyli tych, które dotyczą tylko niektórych państw - wyjaśnił.

Problem w tym, że budżet amerykański stanowi 20 proc. PKB USA, podczas gdy ten unijny to zaledwie 1 proc. Jego zdaniem więc, pomysł prowadzi wprost do "Europy dwóch prędkości".

- Chodzi o to, żeby pożyczać pieniądze, a mówiąc nawet ostrzej - przekupywać rządy, które boją się reform rynku pracy czy fiskalnych - czyli reform społecznie niepopularnych. Płaci się więc pieniądze za coś, co powinno być i jest obowiązkiem rządów krajowych. To taka osłoda za wprowadzenie niepopularnych reform, które odpowiedzialne rządy powinny robić same - mówi Lewandowski i podaje przykład z Polski. - Jak przykładowo podniesienie wieku emerytalnego przez rząd Tuska, za co zapłacił on na pewno cenę polityczną, ale co z drugiej strony było koniecznością.

Efekt? Mniej pieniędzy do podziału. - Dla Polski oznacza to ograniczenie źródeł zasilenia budżetu europejskiego. Będzie mniej pieniędzy do podziału na kraje spoza strefy euro. To jest odejmowanie od tego budżetu, który jest teraz najbardziej korzystny dla Polski - puentuje Janusz Lewandowski.

Czytaj także
Polecane galerie
Tyle
2017-05-23 21:26
Oczywiście, że znajdziemy się na marginesowe Unii Europejskiej. Ale przecież o to chodzi Kaczyńskiemu..
kuba1221
2017-05-23 13:43
rząd pisowski organicza sie do oprotestowania każdego posunięcia KE.który nie jest zgodny z im pomysłem.malutkie to jest i prymitywne .Świadczy o braku koncepcji na wspólną pracę w Unii.Dzielenie na strefę wyszohradzką ,czy od morza do morza, również nie wiele Polsce pomaga. Jesteśmy małym państwem,słabym ekonomicznie i gospodarczo.A teraz pozbawionego poparcia unijnych partnerów .Robienie hałasu niewiele da .
ktos
2017-05-23 12:11
Podam jeden najswiezszy przyklad jak i po co istnieje wasza kochana UE. UE wprowadzila limity na cukier i polskie cukrownie popadaly, zostaly wykupione przez Niemcy. Teraz UE zniosla limity na cukier. Jakies wnioski?
Pokaż wszystkie komentarze (23)