Upadek Cinkciarz.pl zaboli bardziej. Klienci odzyskają ułamek kwot
Trwa rozliczanie głośnego upadku internetowego kantoru. Wstępny bilans postępowania upadłościowego nie pozostawia złudzeń osobom, które powierzyły firmie swoje oszczędności. Zabezpieczony majątek pokrywa zaledwie drobną część gigantycznych zobowiązań spółki.
Bankructwo platformy Cinkciarz.pl, wymieniającej waluty, zamienia się w finansowy dramat dla tysięcy jej użytkowników. Z informacji przekazanych przez portal Bankier.pl wynika, że szanse na odzyskanie pełnych kwot przez wierzycieli są obecnie iluzoryczne. Aktualne szacunki wskazują, że bezpośrednia likwidacja majątku kantoru pozwoliłaby na zaspokojenie roszczeń klientów na poziomie zaledwie 10 proc. To oznacza potężne straty dla domowych budżetów osób, które korzystały z usług polskiego fintechu.
Łukasz Grenda, pełniący funkcję syndyka w postępowaniu upadłościowym, zwraca uwagę na gigantyczną dysproporcję między długami a faktycznym stanem posiadania firmy. Zobowiązania upadłego podmiotu mogą sięgnąć pułapu 200 milionów złotych. Tymczasem zabezpieczona do tej pory masa upadłościowa stanowi jedynie ułamek tej kwoty.
Składają się na nią skromne zasoby gotówkowe oraz płynne aktywa i nieruchomości. Ostateczna wartość tego majątku może jeszcze ulec zmianie, co jest uzależnione między innymi od trudnej do oszacowania rynkowej wyceny praw do znaków towarowych spółki. W Krajowym Rejestrze Zadłużonych swój akces zgłosiło już ponad siedem tysięcy wierzycieli.
"Polski w Waszyngtonie nie ma". Michta ostro o bezpieczeństwie
Amerykański sen i ucieczka przed jurysdykcjąAresztowanie na poligonie
Finansowej zapaści towarzyszy bezprecedensowa batalia prawna. Były prezes grupy, Marcin P., został wiosną tego roku aresztowany w Stanach Zjednoczonych. Jak donosiły media, zatrzymania dokonano na poligonie wojskowym, gdzie biznesmen przygotowywał się do wstąpienia w szeregi amerykańskiej armii. Taki ruch mógł mu otworzyć uproszczoną drogę do uzyskania obywatelstwa USA, co w konsekwencji drastycznie utrudniłoby proces jego ekstradycji do Polski.
Próba szukania schronienia za oceanem nie była wyłącznie prywatną inicjatywą byłego prezesa. Reprezentanci spółki podejmowali również intensywne próby wyłączenia samej sprawy upadłościowej spod polskiego systemu prawnego. Argumentowano, że ze względu na charakter działalności faktyczna siedziba fintechu znajduje się na terytorium Stanów Zjednoczonych. Polskie sądy powszechne odrzuciły jednak tę argumentację, co ostatecznie utorowało drogę do prowadzenia postępowania w kraju.
W tle toczyła się również próba odsunięcia samego syndyka. Pełnomocnicy Cinkciarza wnioskowali o jego wyłączenie, powołując się na dawny spór rodzinny, w którym żona prezesa rozważała zatrudnienie Łukasza Grendy. Sąd upadłościowy nie dopatrzył się w tej sytuacji konfliktu interesów, uznając niezależność doradcy restrukturyzacyjnego.
Ofensywa syndyka i poszukiwanie milionów. Trop wiedzie za granicę
Wobec pustej kasy spółki syndyk uruchomił szeroko zakrojoną ofensywę procesową, której celem jest odzyskanie wyprowadzonego kapitału. Działania te opiewają na dziesiątki milionów złotych. Kluczowym elementem tej strategii są pozwy o zapłatę skierowane przeciwko spółce Conotoxia Holding oraz bezpośrednio przeciwko Marcinowi P. Żądania opierają się na uznaniu części dotychczasowych działań reprezentanta firmy za bezskuteczne w świetle prawa.
Poszukiwania majątku wykraczają daleko poza granice Polski. Na terenie państw europejskich i Wielkiej Brytanii zabezpieczono kilkadziesiąt znaków towarowych należących do upadłej spółki, podjęto też kroki w celu likwidacji podmiotu zależnego na Cyprze. Równolegle syndyk musiał zmierzyć się z medialnymi doniesieniami o rzekomej fortunie w kryptowalutach, gdzie rzekomo znajdowały się setki bitcoinów należących do byłego prezesa.