Budżetówka chce podwyżek. Pochłonęłyby całą nadwyżkę
Nadwyżka budżetowa po pierwszej połowie 2017 r. wyniosła 5,9 mld zł. W związku z dobrym wynikiem podwyżek domagają się pracownicy sądów, żołnierze, nauczyciele oraz służby cywilne. Spełnienie ich próśb kosztowałoby budżet... całą wypracowaną nadwyżkę. Nie wiadomo jednak, czy na pewno jest się czym dzielić.
Jak podaje poniedziałkowy "Dziennik Gazeta Prawna", pracownicy budżetówki swoje postulaty argumentują tym, że od 8 lat kwota bazowa ich wynagrodzeń nie uległa zmianie. Czas to zmienić.
Pierwsi w kolejce po podwyżki ustawili się pracownicy sądów. Międzyzakładowa Organizacja Związkowa "NSZZ" Solidarność Pracowników Sądownictwa apeluje o "sprawiedliwy podział efektów wzrostu". Jak podaje "DGP", przedstawiciel organizacji ostrzega, że w innym przypadku pracownicy sądów "w adekwatny sposób do sytuacji okażą swoje niezadowolenie".
Kolejka po podwyżki jest jednak zdecydowanie dłuższa. W służbach cywilnych podwyżek nie było od 2009 r. W tym roku fundusz wynagrodzeń powiększył się tylko o wskaźnik inflacji. Odczuli to jednak głównie urzędnicy na najwyższych stanowiskach.
Zobacz też: ile zarabiają szefowie Policji i BOR?
Związkowcy argumentują dodatkowo, że wzrost samego funduszu może oznaczać wzrost etatów a nie wynagrodzeń. Domagają się więc odmrożenia kwoty bazowej. Jak podaje "DGP", spełnienie postulatu samych służb cywilnych to dla budżetu koszt ok. 1,2 mld zł.
A to oczywiście nie wszyscy chętni.
- Mamy nadzieję, że przy obecnej dobrej sytuacji ekonomicznej znajdą się pieniądze na 10 proc. wzrost pensji dla nauczycieli od stycznia 2018 r. - mówi w "DGP" Sławomir Broniarz, prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego. Według jego szacunków kosztowałoby to państwo 4 mld zł.
Podwyżek chcą też żołnierze. Proponują wzrost mnożnika z 3,2 proc. kwoty bazowej do 3,4 proc. Żołnierskie uposażenie wzrosłoby o 280 zł miesięcznie. Przyjęcie tej propozycji oznaczałoby dla budżetu koszt ok. 280 mln zł.
Spełnienie postulatów żołnierzy, nauczycieli i służb cywilnych pochłonęłoby więc ok. 5,5 mld zł. Doliczając do tego podwyżki dla pracowników sądownictwa, po będącej powodem do dumy dla rządu nadwyżce nie zostałoby ani śladu.
Dodatkowo w "DGP" czytamy, że zapędy związkowców zdecydowanie studzi dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek z Konfederacji Lewiatan. Podkreśla, że mimo odnotowania nadwyżki budżetowej teraz, pod koniec roku i tak będziemy mieli do czynienia z deficytem. Nie wiadomo więc czy jest się czym dzielić.