Notowania

wiadomości
28.08.2016 08:51

Licznik długu bije. Oficjalnie to 975 mld zł, ale państwo musi oddać cztery razy więcej

Aleksander Łaszek ostrzega, że w przypadku obniżenia wieku emerytalnego czy podniesienia wypłacanych minimalnych świadczeń, dług będzie rósł jeszcze bardziej.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Radek Pietruszka/ PAP)

Do końca roku nasz kraj będzie oficjalnie zadłużony na bilion złotych. To dużo? Ekonomiści FOR ostrzegają, że problem finansów państwa jest de facto 4-krotnie większy. Sama spłata odsetek będzie kosztować każdego z nas w tym roku około tysiąc złotych. Tylko w trakcie czytania tego tekstu dług publiczny wzrośnie o około 590 tys. zł.

Dług publiczny w Polsce, czyli zadłużenie wynikające z deficytów budżetowych kolejnych lat, długów samorządów oraz różnego rodzaju funduszy pozabudżetowych (np. Funduszu Ubezpieczeń Społecznych), przekracza już 975 mld zł - wynika z obliczeń Forum Obywatelskiego Rozwoju. Mniej więcej z każdą sekundą rośnie o 2568 zł. W efekcie na koniec tego roku przekroczy bilion złotych.

źródło: Ministerstwo Finansów
Ostatnie dostępne oficjalne dane MF dotyczą pierwszego kwartału 2016 roku

Żeby spłacić ten dług, każdy obywatel powinien w tym momencie przekazać do budżetu około 26 tys. zł. Tak się nie stanie, więc w tym roku wszyscy zapłacimy blisko 1 tys. zł na jego obsługę, czyli spłatę odsetek.

Największy dług przypada na sektor rządowy, głównie Skarb Państwa. To 92 proc. całego zadłużenia. Nic nie wskazuje na to, by zmiana rządu zmieniła negatywną tendencję rosnącego długu. W tym roku deficyt budżetowy ma być rekordowy - 54,7 mld zł. W przeliczeniu na dolary równa się aż połowie długu gierkowskiego.

Projekt budżetu na kolejny rok wskazuje, że dziura w budżecie zwiększy się do 59,3 mld zł. Dla porównaniasłynna "dziura Bauca" z 2001 roku miała tylko 32,4 mld zł, czyli 17 mld zł więcej niż zapisano wtedy w ustawie budżetowej. Minister straszył wówczas, że w 2002 roku deficyt może dojść do poziomu 60 mld zł. Obecnie prawie taka sama kwota w ogóle nie przeraża rządzących, nawet na etapie projektowania budżetu.

Opozycja od razu skrytykowała PiS o to, że zadłuża państwo. - W czasach dobrobytu, a takie mamy, państwo powinno oszczędzać na lata chude. PiS przedkłada realizację obietnic wyborczych ponad zdrowy rozsądek - komentuje projekt budżetu posłanka Nowoczesnej Paulina Hennig-Kloska.

Ekonomiści są jednak podzieleni co do tego, czy w okresie hossy należy oszczędzać czy nie. - Liberałowie powiedzą, że tak. Z takim rozumowaniem nie zgodzą się jednak wszelkie nurty postkeynesowskie - komentuje doktor Mariusz Trojak, ekspert Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego. Ekonomista podkreśla, że wydatki budżetowe powinny być skierowane przede wszystkim na projekty prorozwojowe, zapewniające w przyszłości dochody. Wymienia m.in. rozwój nowych technologii, dzięki którym nasza gospodarka wejdzie na wyższy poziom. Ma za to spore wątpliwości, co do skuteczności wydatków socjalnych, takich jak choćby 500+.

Bilion złotych długu to dużo, ale sytuacja jest opanowana

Mariusz Trojak przekonuje, że na dług nie można patrzeć przez pryzmat nominalnych liczb tylko względem jakiegoś punktu odniesienia, którym w tym przypadku jest wzrost gospodarczy. Zupełnie innym ciężarem jest 10 mld euro długu dla gospodarki niemieckiej (122 euro na mieszkańca) i gospodarki estońskiej (7692 euro na mieszkańca, przy znacznie niższych płacach).

- Bilion złotych to niebagatelna kwota, ale w porównaniu do innych krajów jesteśmy bezpieczni. Świadczą o tym m.in. w miarę pozytywne oceny agencji ratingowych - podkreśla ekonomista UJ. Dodaje, że Polska jest jednym z niewielu krajów, które spełniają w tym zakresie wymogi Unii Europejskiej. Przypomnijmy, że dopuszczalnym progiem jest zadłużenie na poziomie 60 proc. PKB. Wskaźnik dla naszego kraju nie przekracza 54 proc.

Najważniejsze jest bieżące obsługiwanie długu, a zdaniem eksperta Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego, polska na razie nie ma z tym problemu. Po zestawieniu ze sobą wartości nominalnych, tj. o ile miliardów złotych przyrastał do tej pory dług państwowy, a o ile PKB, okazuje się, że relacje te nie są obecnie złe. Zawdzięczamy to niezłej sytuacji gospodarczej, która jednak nie będzie trwała wiecznie. Problem pojawi się, gdy dojdzie do spowolnienia. Wtedy finanse mogą się już nie bilansować.

Dług ukryty jest trzykrotnie większy

Dane prezentowane przez Ministerstwo Finansów robią wrażenie. Pokazują, że sytuacja finansów publicznych jest niepokojąca, a państwo funkcjonuje na kredyt. Może to być jednak tylko czubek góry lodowej. Oficjalne dane prezentowane przez Ministerstwo Finansów nie uwzględniają tzw. długu ukrytego, który zdaniem Aleksandra Łaszka z Forum Obywatelskiego Rozwoju jest trzykrotnie wyższy. Łącznie więc zadłużenie przekracza 4 bln zł, co oznaczałoby, że w porównaniu do PKB przekracza 200 proc. Jest więc prawie 4-krotnie większe od dopuszczalnego poziomu ustalonego przez Unię Europejską.

Doktor Mariusz Trojak uspokaja jednak, że nie powinno się wprost zestawiać długu jawnego i ukrytego, bo to nieco inne kategorie, których nie da się porównywać pomiędzy krajami. Wskazuje, że nie bez powodu na świecie nie wlicza się go do oficjalnego zadłużenia.

Co to jest dług ukryty? - To inne niż kontrakty finansowe zobowiązania państwa do przyszłych płatności. W przypadku Polski przede wszystkim nabyte prawa do świadczeń emerytalno-rentowych - wskazuje Aleksander Łaszek. - Obywatel wpłacając składkę emerytalną do ZUS przekazuje państwu pieniądze dziś, a państwo zobowiązuje się do wypłaty tej kwoty powiększonej o indeksację po jego przejściu na emeryturę. Niebezpieczeństwo długu jawnego wynika z faktu, że rząd ma dużo większą swobodę w obiecywaniu, że dziś weźmie składkę od obywatela na emerytury, ale ich wypłacanie stanie się problemem przyszłych rządów i kolejnych pokoleń.

Łaszek ostrzega, że w przypadku obniżenia wieku emerytalnego czy podniesienia wypłacanych minimalnych świadczeń, dług będzie rósł jeszcze bardziej. Przypomnijmy, że rząd chce bezwarunkowo przywrócić emerytury dla kobiet po skończeniu 60 roku życia, a dla mężczyzn po 65. Jak wyliczają ekonomiści FOR, niższy wiek emerytalny to nie tylko głodowe emerytury, ale także większa presja na wzrost dodatków do emerytur, co obciąży budżet i spowolni wzrost gospodarczy w związku z mniejszą liczbą osób pracujących.

Gdyby miesięczne emerytury podnieść w 2017 roku o 100 zł ponad przewidzianą waloryzację, dług ukryty wzrósłby z 3,23 bln zł do 3,31 mld zł. Podwyżka o 200 zł miesięcznie to już wzrost do 3,39 mld zł, a o 300 zł do 3,47 mld zł - wynika z wyliczeń FOR.

Koszty obsługi ukrytego długu publicznego, czyli wypłata wcześniej przyznanych świadczeń, były jednym z czynników, które wydatnie przyczyniły się do ostatnich problemów m.in. Portugalii, Grecji czy bankructwa amerykańskiego miasta Detroit.

Paulina Hennig-Kloska powiedziała: - O tym, że państwo nie powinno żyć ponad stan mówiliśmy od początku. W lutym złożyliśmy ustawę o zrównoważonym budżecie, która utknęła w komisji. Chcielibyśmy do niej wrócić. W czasach dobrobytu, a takie mamy, państwo powinno oszczędzać na lata chude. _ PiS przedkłada realizację obietnic wyborczych ponad zdrowy rozsądek. _

Tagi: wiadomości, gospodarka, najważniejsze, gospodarka polska
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
28-08-2016

prostytucja politycznajak się niedługo skończy prostytucja polityczna kupowanie poparcia za 500+to z ręką w kiblu zostaniemy!!!!!!!!!!!a wiecie dlaczego macierewicz nie … Czytaj całość

28-08-2016

jacekkNie porównujcie tej hołoty do Gierka, bo Gierek przynajmniej inwestował te pieniądze, budował zakłady pracy, drogi, osiedla i wszystkim się lepiej … Czytaj całość

28-08-2016

kowalskiTypowa manipulacja.Państwo zadłużyła PO-PSL,dodatkowo okradając i rozwalając system emerytalny a autor wali w PIS!

Rozwiń komentarze (318)