Notowania

podatki
26.01.2016 11:43

Nawet PKO BP nie uwierzył ministrowi finansów. Biedronka też tego nie zrobi [FELIETON]

Należy docenić ministra finansów Pawła Szałamachę, gdy wprowadza nowy podatek z przekonaniem, że nie wzrosną ceny. Gorzej, gdy przekonania nie podziela rynek. Jeszcze gorzej, gdy nie słucha nawet kontrolowana przez Skarb Państwa spółka.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Stefan Maszewski/REPORTER)

Należy docenić ministra finansów Pawła Szałamachę, gdy wprowadza nowy podatek z przekonaniem, że ceny nie wzrosną. Gorzej, gdy tego przekonania nie podziela rynek. Jeszcze gorzej, gdy nie słucha nawet kontrolowana przez Skarb Państwa spółka.

- Rynek handlu detalicznego jest tak nasycony, że podniesienie cen przez jednego przedsiębiorcę spowodowałoby odpływ klientów do drugiego. Nie spodziewamy się zatem zbiorowego podniesienia cen - tak minister Szałamacha komentował w poniedziałek projekt opodatkowania handlu.

Minister zakłada najwyraźniej scenariusz, w którym buduje nową drogę jednokierunkową: do budżetu ściąga więcej pieniędzy ze sklepów, a te wchłoną nowy podatek. W co? Zapewne - jak zakłada minister - zrezygnują z części marży. Z tym założeniem są jednak dwa problemy.

Nawet gdy założymy optymistyczny scenariusz, że nie przełoży się to wprost na ceny, to sieci handlowe odbiją obciążenie na innych grupach. Jakich? Związkowcy - o czym pisaliśmy w money.pl - zupełnie serio obawiają się, że właściciele sklepów odmówią podwyżek pracownikom (a OPZZ postuluje, by za pracę w weekendy były wyższe stawki).

- Przy takim opodatkowaniu obrotu jest tylko jedna możliwość, aby ci, którzy zostali tym podatkiem obciążeni, nie stracili na zmianie - to zwiększenie marży. A to można zrobić tylko w jeden sposób: trzeba obciąć koszty, czyli zażądać niższych cen od swoich dostawców - to z kolei głos producentów żywności.

Takie rozwiązanie nie pozostanie bez wpływu na humor ministra finansów - bo należy się liczyć z tym, że notując niższe zyski, producenci zaczną płacić niższe podatki.

Jest jednak drugi problem z założeniem, że nowy podatek nie przełoży się na wzrost cen. Minister Szałamacha w zeszłym roku twierdził, że podatek od aktywów finansowych też nie będzie wpływał na opłaty w bankach.

W programie #dziejesienazywo Wirtualnej Polski mówił też, że konkurencję w ryzach będzie trzymał PKO BP, kontrolowany przez Skarb Państwa. I w razie podwyżek opłat i prowizji to prezes największego banku w Polsce wystosuje do rynku publiczne oświadczenie, zapraszając klientów innych podmiotów do siebie.

- Przyjdą do nich klienci tych banków, których zarządy strzelą sobie w kolano podwyższając prowizje i opłaty - mówił nam.

A gdyby prezes PKO BP nie zdecydował się na taki ruch? - To podejmuje błędną decyzję, nie chce pozyskać potencjalnych klientów ze względu na błędy konkurencji - twierdził minister.

Od tamtego momentu cenniki zmieniły m.in. mBank, Pekao, ING, Citi, Deutsche, Raiffeisen. Puentę do słów ministra Szałamachy dopisał w poniedziałek PKO BP, który pod względem cen nie jest konkurencyjny wobec innych graczy. Nie zaprosił jednak - jak sobie życzył minister - klientów zagranicznej konkurencji do siebie. Tylko... sam podniósł opłaty.

Aktualizacja: PKO BP podał, że podwyżka opłat jest rutynowym, corocznym działaniem. I nie ma związku z podatkiem bankowym, podobnie jak działania w poprzednich latach. Inaczej zresztą być nie może - przewodniczący sejmowej Komisji Finansów Publicznych przypominał dziś bankom, że artykuł

Tagi: podatki, wiadomości, gospodarka, najważniejsze, gospodarka polska
Źródło:
money.pl
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz