Notowania

handel
01-08-2018 (13:02)

Podawali się za Lidla i Biedronkę. Logo znanej sieci wystarczyło, by wyłudzić towar za 4 mln zł

Ślusarz z elektromechanikiem postanowili szybko zarobić powielając wyspiarską metodę oszustwa. U zagranicznych dostawców zamawiali towary podszywając się pod pracowników Lidla i Biedronki. Producenci skuszeni kontraktem z potentatem dostarczali towar. Oskarżeni nic nie płacąc odsprzedawali go dalej.

Podziel się
Dodaj komentarz
(rasica/Fotolia.com)
"Metoda na Biedronkę" jest bardzo skuteczna. Producenci chętnie do takiego klienta wysyłają towar całymi ciężarówkami.

Ślusarz z elektromechanikiem chcieli szybko zarobić. U zagranicznych dostawców zamawiali towary, podszywając się pod pracowników Lidla i Biedronki. Producenci skuszeni kontraktem z potentatem dostarczali towar. Oszuści, nie płacąc ani złotówki, sprzedawali go dalej.

Jarosława J. ze Świebodzic i Daniela P. z Wałbrzycha musiały zainspirować przestępcze patenty prosto z Wielkiej Brytanii. Jak już pisaliśmy w money.pl, przed kilku laty skala zjawiska zwanego „oszustwem na Tesco” była imponująca. Za sprawą prostego tricku bez śladu znikały całe tiry ze słodyczami, żywnością, a nawet sprzętem AGD.

Wszystko zaczynało się od maila. Do firm przychodziły wiadomość z propozycją współpracy. Najczęściej autorem był rzekomy przedstawiciel dużej sieci handlowej - w tej roli szczególnie popularne było Tesco. Oferta była atrakcyjna. Chodziło o duże ilości towaru, za który rzekome Tesco chciało dobrze i szybko zapłacić (30 dni).

Uwaga na e-składki. Oszuści podszywają się pod ZUS

Na ten patent złapać się dało wiele również i polskich firm, pragnących wejść na rynek na Wyspach. Sprawa była już na tyle poważna, że Ambasada RP w Londynie we wrześniu 2015 alarmowała, że przybywa oszukanych firm i doradzała dokładniejszą weryfikację.

Proces przed wrocławskim Sądem Okręgowym toczy się już ponad rok. Dwójka oskarżonych w tym sprawdzonym przepisie na przestępczy sukces zmieniła tylko firmy, pod które się podszywała. W swoich mailach wykorzystywali logotypy Biedronki i Lidla.

40 ton darmowych orzechów ze Stambułu

W ocenie prokuratury robili to bardzo sprawnie i umiejętnie. Udało im się odebrać towary od zagranicznych dostawców na łączna sumę około 3,8 mln zł, nie płacąc ani grosza.

Wszystko to przez zaledwie nieco ponad rok - od kwietnia 2015 r. do maja 2016 r. Największym ich sukcesem było sprowadzenie ze Stambułu ponad 80 ton orzechów laskowych. Kontrahent uwierzył, bo podali się za Biedronkę.

Z kolei "na Lidla" kupili znaczne ilości tabletek do zmywarek. Oszuści nie byli wybredni, jeśli chodzi o waluty. Równie chętnie przyjmowali euro (ponad 500 tys.), jak i dolary (ponad 400 tys.). Prokuratura jednak „żeby nie stygmatyzować poszkodowanych”, nie ujawnia, które firmy dały się nabrać na mailową korespondencję.

Podczas wtorkowej rozprawy mogliśmy wysłuchać zeznań świadka, który dobrze pamięta, jak to wszystko się skończyło.

Miał być deal, ale pojawiła się policja

- Umówiliśmy się pod wskazanym adresem na przekazanie towaru. Zanim zatrzymała mnie policja, zauważyłem jeszcze, że na placu rzeczywiście stały palety z orzechami. Miałem na tym pośrednictwie zarobić 7 tys. euro - mówił Piotr M., który współpracował z oszustami.

Składający wyjaśnienia, choć już wcześniej dobrowolnie poddał się karze 6 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu, ciągle przekonywał, że nie zdawał sobie sprawy, że może brać udział w nielegalnym procederze. Na pytanie, jak wyjaśnić to stanowisko w połączeniu z dobrowolnym poddaniem się karze, Piotr M. wyjaśniał, że tak doradził mu adwokat.

- Nie miałem żadnego podejrzenia co do firmy z Wrocławia. Ceny, które oferowali były atrakcyjne, ale nie były oderwane od rzeczywistości. Ponadto nigdy nie widziałem na workach z orzechami nazw firm ani naszywek sugerujących, skąd pochodzą. Nie wiedziałem, że były kradzione - zeznawał Piotr M.

37-latek, z zawodu operator maszyn budowlanych, przekonywał także sąd, że zupełnie przypadkowo został wplątany w całą tę aferę. W 2014 r. założył działalność gospodarczą, korzystając z bezzwrotnego wsparcia z urzędu pracy. Zdecydował, że będzie handlował orzechami, bo słyszał, że to całkiem dochodowy interes.

Próbki i telefony

Orzechy kupował najczęściej na giełdzie, po czym przetwarzał i w mniejszych opakowaniach sprzedawał dalej. Ciągle szukał jednak innych dostawców i w tym celu ogłaszał się w internecie. Tą właśnie droga trafili do niego Jarosław J. i Daniel P.

- Na przełomie czerwca i lipca zadzwonił do mnie oskarżony i zaoferował orzechy od tureckiego dostawcy. Zaproponował też wysłanie próbek. Po jakimś czasie rzeczywiście je otrzymałem. Krótko potem był kolejny telefon z pytaniem, czy już kogoś znalazłem - relacjonował Piotr M.

Jak się więc wydaje, oskarżeni chcieli tu wykorzystać kontakty działającego już w branży przedsiębiorcy, który jednak nie jest w biznesie na tyle długo, by być odpowiednio ostrożnym.

Kolejny telefon zakończył się już domknięciem transakcji, a następne były już tylko kwestią czasu. W zależności od ilości sprzedawanego towaru, Piotr M. za pośrednictwo otrzymywał od 1 tys. do 1,5 tys. zł od tony.

Ostatnia transakcja dotyczyła 40 ton. Orzechy chcieli kupić ukraińscy kontrahenci, ale nie kupili, bo na miejscu przeładunku pojawiła się policja.

Oskarżonym grozi do ośmiu lat więzienia.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Tagi: handel, oszustwo, wiadomości, gospodarka, najważniejsze, gospodarka polska
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz
01-08-2018

bronislawbardzo fajny pomysl z czegos trzeba zyc, bo w tym pieknym kraju, wszystko najdrozsze na swiecie z niezrozumialych wzgledow

02-08-2018

ha ha hamogli powiedzieć że towar dostali od bezdomnego.....

02-08-2018

PawlowiczPrzecież ci ludzie to słupy. Kto zrobił odprawę celna i zapłacił VAT? Biedronka? Zapewne na nich były wystawiane faktury. Kto uzyskał EORI?

Rozwiń komentarze (37)

Wybrane dla Ciebie