Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Patrioty za miliardy wystrzelamy w godzinę, a nie obronimy nawet Warszawy. Ostatni nalot w Syrii nie pozostawia złudzeń. strona 2 z 2

Patrioty za miliardy wystrzelamy w godzinę, a nie obronimy nawet Warszawy. Ostatni nalot w Syrii nie pozostawia złudzeń

Pierwsze Patrioty dotrą do Polski do końca 2022 r., a osiągną wstępną gotowość operacyjną na przełomie 2023 - 24 r. Fot. Lawree Roscoe Washington Jr., U.S. Army/public domain
Pierwsze Patrioty dotrą do Polski do końca 2022 r., a osiągną wstępną gotowość operacyjną na przełomie 2023 - 24 r.

- Użycie pocisków, które kupujemy w ramach podpisanej już umowy, przeciwko pociskom manewrującym byłoby stratą pieniędzy. PAC-3 MSE dedykowane są przede wszystkim do zwalczania o wiele droższych pocisków balistycznych, jak np. rosyjskie Iskandery - mówi Likowski.

Ich wartość również kształtuje się w okolicach kilku milionów dol. za sztukę, czyli bardzo podobnie jak PAC-3 MSE (5-6 mln dol. sztuka). Natomiast koszt pocisku manewrującego, jak podkreśla ekspert, oscyluje wokół miliona dolarów.

Dla tego typu zagrożeń przewiduje się zatem wykorzystanie pocisków tańszych o mniejszym zasięgu, których koszt jest porównywalny bądź mniejszy. - W Polsce zadanie tego typu należałyby przede wszystkie do zestawów programu Narew - dodaje szef specjalistycznego magazynu "Raport WTO". Tyle, że Narew na razie zamrożono.

Dlaczego to takie niebezpieczne? Przecież z wypowiedzi polityków można byłoby wnioskować, że zakupem patriotów za grube miliardy kupiliśmy bezpieczeństwo. Przecież w poniedziałek nasza delegacja MON rozpoczyna w Stanach kolejne negocjacje drugiej fazy "Wisły". Zatem do dwóch baterii z pierwszej fazy dołączyć może sześć kolejnych i to nowocześniejszych.

100 pocisków w godzinę to jeszcze nic

- To nie jest tak, że kupując najnowocześniejsze rakiety PAC-3 MSE pokazaliśmy potencjalnym wrogom, że jesteśmy nietykalni. Oni cały czas analizują nasze słabe punkty. Dlatego najpierw mogą uderzyć tańszymi pociskami manewrującymi, żebyśmy się wystrzelali z naszych drogich i bardzo zaawansowanych, a potem przystąpić mogą do ataku właściwego - mówi Cielma.

Sytuację może zmienić dostawa związana z druga fazą programu Wisła. Wtedy nasze wojsko ma dostać pociski przechwytujące SkyCeptor. Strzelanie nimi już nie jest tak kosztowne (około mln dol. za sztukę) i ma być ich dużo więcej, może nawet ponad 1000.

Dlaczego by jednak SkyCeptorów nie dokupić do systemu Patriot wcześniej przed druga fazą. Przecież negocjacje pierwszej zajęły 3 lata, a analizy 10 lat. Ponadto zestawy z pierwszej fazy zaczną bronić naszego nieba dopiero w roku 2023. Pojawienie się tych z drugiej, dzielić będą kolejne lata oczekiwania.

- Nie ma możliwości dokupienia tańszych Skyceptorów do pierwszej fazy "Wisły". Umowa jest już podpisana i mogą one pojawić się dopiero w drugiej fazie programu. Przewiduje się, że może ich być nawet kilkukrotnie więcej niż pocisków PAC-3 MSE - wyjaśnia Likowski.

Może więc zatem dopiero wtedy będziemy mogli mówić o bezpiecznym niebie nad Polską? Niestety nie jest to takie proste. Jak podkreśla naczelny "Raportu", z reguły wystrzeliwuje się dwie rakiety przeciwko jednej wroga. Jednak wiele tu zależy oczywiście od tego, jak wiele się tych pocisków ma.

Rzecz jednak w tym, że weekendowy atak na cele w Syrii, to nie jest jeszcze prezentacja pełnych możliwości prowadzenia nowoczesnej wojny. Mówiąc wprost, przy obecnym poziomie technologii i arsenałach najlepszych armii świata, rakietami można dosłownie zasypać niebo.

Maskowanie i cele pozorne

Atak w Syrii był krótki ale intensywny, bo pociski z reguły wystrzeliwuje się szybko, tak by ich ilość w powietrzu w jednym czasie była maksymalnie duża. Utrudnia to obronę i opóźnia reakcję przeciwnika.

- Przy takim ataku trudno byłoby się nam obronić z zestawami pierwszej fazy programu Wisła. Tym bardziej, że użyto kilkunastu platform lotniczych i morskich. Łatwo można sobie jednak wyobrazić atak z wykorzystaniem w jednym czasie kilkuset platform lądowych, morskich i lotniczych –mówi Michał Likowski.

Dlatego, jego zdaniem, należy inwestować nie tylko w systemy obrony powietrznej wielu warstw, ale również zmaksymalizować zdolności rozproszenia własnych sił, maskowania i oszukiwania wroga fałszywymi celami. - Tutaj niestety również mamy wiele braków. Szczególnie jeżeli chodzi o nowoczesne maskowanie i tworzenie celów pozornych - przekonuje ekspert.

Drugi z naszych rozmówców zwraca uwagę na coś jeszcze. Przy olbrzymim wojskowym potencjale naszych ewentualnych przeciwników niezwykle ważna jest polityka zagraniczna i dobre relacje z sojusznikami. Na dobrą sprawę, nie mamy bowiem takich możliwości budżetowych, by uzbroić się jak światowe potęgi.

- Nie można myśleć i mówić, choć często to się słyszy, że będziemy mogli sami poradzić sobie z obroną. To życzeniowe myślenie - mówi Mariusz Cielma.

  • 1
  • 2
Następna strona
mon, syria, patriot, mariusz błaszczak
Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie
Bogdan
2018-04-20 22:45
Tak, należy rozłożyć się i płakać nad swoim losem.I nic nie robić w kierunku wzmacniania naszej obronny.
andy
2018-04-19 15:13
Struktura wojska polskiego przypomina nawed nie PRL a czasy carskie. Moj dziadek opowiadl mi kiedys ze jego ojciec byl w carskiej armi tez 25 lat. A ze Polska ma problemy egzystencjonalne i jest panstwem marionetkowym gdzie kazdy urzednik grabi do wlasnej kieszeni dorabiajac u sasiada (oczywiscie oni wszyscy patryjoci). Doszlo nawet do tego ze w panstwie z gigantycznym bezrobociem trza prosic obcych by nas bronili. A i WOT zbroja tak by ruskim krzywdy nie zrobili itd PRL bis to syf kila i mogila
adam
2018-04-19 12:44
Na wschód od Wisły Polska jest stracona i kompletnie nie do obrony. Ale Narodowe Centrum Studiów Strategicznych zrobiło symulację wojenną i 100 tysięcy żołnierzy na linii Wisły zatrzyma 750 tysięcy rosyjskich żołnierzy. Także tylko w połowie jest fatalnie.
Pokaż wszystkie komentarze (872)