Notowania

wiadomości
02.10.2015 12:55

Tańsze bilety, zniżki w sklepach i pieniądze od banków. Tak w Polsce żyją "plastikowi studenci"

Rośnie liczba młodych ludzi, którzy zapisują się na studia wyłącznie dla korzyści finansowych. Odbierają legitymację, a potem znikają. - Nie jesteśmy w stanie zweryfikować zamiarów kandydatów - komentują uczelnie.

Podziel się
Dodaj komentarz
(Universität Salzburg (PR)/CC BY 2.0/flickr)

*Rośnie liczba młodych ludzi, którzy zapisują się na studia wyłącznie dla korzyści finansowych. Mówi się o nich "plastikowi studenci", bo odbierają legitymację, a potem znikają. - Nie jesteśmy w stanie zweryfikować zamiarów kandydatów - komentuje Uniwersytet Warszawski. - Ministerstwo nie ma narzędzi, które pozwoliłyby zapobiec takim działaniom - tłumaczą przedstawiciele resortu nauki. - Niektórym uczelniom taki stan rzeczy jest na rękę - odpowiadają studenci, uważając, że szkoły i tak na nich zarabiają. To kto zyskuje więcej? *

Zjawisko zapisywania się na studia wyłącznie dla korzyści płynących z posiadania legitymacji studenckiej dotyczy w większej mierze absolwentów. To najczęściej osoby, które ukończyły studia i dopiero wchodzą na rynek pracy. A ze względów finansowych, nadal szukają sposobów by oszczędzać.

Mechanizm jest prosty. Młodzi ludzie sprawdzają, które dzienne, bezpłatne kierunki na państwowych uczelniach są najmniej oblegane, następnie zapisują się na nie w dodatkowej, wrześniowej rekrutacji. Dzięki temu na studia dostają się bez problemu, a po odebraniu legitymacji - na uczelni już się nie pojawiają.

- Legitymacja studencka działa niczym karta rabatowa. Wszystko robię zgodnie z prawem. Ja jestem szczęśliwy, bo mam duże zniżki i uczelnia jest szczęśliwa, bo dostaje za mnie pieniądze od ministerstwa - mówi WP Kamil, absolwent Uniwersytetu Łódzkiego.

- Zależy mi na legitymacji, dzięki której przysługują mi różne zniżki. To nie jest przestępstwo, więc dlaczego mam z tego nie skorzystać? Tak jak każdy inny kandydat zarejestrowałam się, zapłaciłam opłatę rekrutacyjną i dostałam się - dodaje Agata, absolwentka Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie.

- Kończąc studia wyższe często bardzo trudno jest błyskawicznie znaleźć pracę i nie martwić się wzrostem kosztów za przejazdy, bilety do kina, teatru, czy karnety na mecze, siłownię itp - wylicza Karol, absolwent UKSW. - Status studenta daje nam swego rodzaju "ochronę", która wyraża się między innymi poprzez otrzymywanie szeregu ulg na wspomniane rzeczy.

Taniej nawet o połowę

Wystarczy około 80 zł opłaty wpisowej, by po zakwalifikowaniu na studia przez pół roku, a czasem rok, cieszyć się 50 proc. ulgami. Bez żadnych konsekwencji. Status studenta daje młodym ludziom dużo możliwości do zaoszczędzenia.

Komunikacja miejska tańsza o połowę - w Warszawie za bilet miesięczny student zapłaci 55 zł zamiast 110 zł, a w przypadku biletu kwartalnego 140 zł zamiast aż 280 zł. Podobnie jest w innych największych ośrodkach akademickich. Wrocław 49 zł miesięcznie zamiast 98 zł za bilet studencki, Łódź - 48 zł zamiast 96 zł czy Kraków - 47 zł dla studenta, a 94 zł normalnie.

Żakom do czasu ukończenia 26 roku życia przysługuje też 51 proc. ulgi na przejazdy komunikacją PKP i w całym kraju oraz zniżki handlowe dla podróżujących komunikacją PKS. Dla osób, które na co dzień korzystają z pociągów czy autobusów, taka forma ulgi jest bardzo opłacalna.

Ważna legitymacja studencka uprawnia do korzystania ze zniżek w wielu placówkach kulturalnych i rozrywkowych - muzeach, teatrach, restauracjach czy klubach. Przykładowo, w stolicy bilet studencki do kina w weekend kosztuje 23 zł, a normalny 31 zł. Specjalne rabaty dla studentów oferują także sklepy odzieżowe czy elektroniczne. Zniżki za okazaniem legitymacji studenckiej wahają się od 5 do nawet 30 proc.

Tańszy nocleg i pakiety socjalne

Zapisując się na studia można zyskać prawo do noclegu w akademiku. Czasem dla młodych ludzi to ogromna oszczędność - koszt współdzielenia pokoju w akademiku to około 300 zł miesięcznie. Za wynajęty, samodzielny pokój w Warszawie często trzeba zapłacić od 500 do nawet 1000 zł miesięcznie. W przypadku kawalerki cena wzrasta do co najmniej 1200 zł.

Po przyjęciu na studia można ubiegać się także o stypendium socjalne. Osoba o statusie studenta może otrzymywać dodatkowo około 500 zł miesięcznie, w zależności od decyzji uczelni. Od 1 października poziom dochodu na osobę w rodzinie, który uprawnia do starania się o stypendium socjalne został podwyższony z 593 do 668 zł, co oznacza, że stypendium łatwiej będzie dostać. Świadczenie przyznawane jest na cały rok akademicki (9 miesięcy), a uczelniany organ wydający je nie weryfikuje czy student pojawia się na uczelni.

Bank nawet dopłaci

Młodzi ludzie mają także możliwość korzystania z licznych promocji, jakie oferują niektóre banki dla tzw. kont studenckich. Wśród ofert są m.in.: dopłata do stypendium naukowego, socjalnego czy sportowego w wysokości 3 proc. jego wartości, zwrot 2 proc. wydatków kartą i 10 proc. wydatków dokonanych telefonem, zapłata 100 zł w przypadku polecenia studenckiego konta, czy nawet 900 zł za polecenie pięciu kont, pod warunkiem korzystania z karty debetowej i aplikacji mobilnej banku.

Korzystniejszy ZUS

Dla osób ze statusem studenta, które w większości pracują na umowach cywilnoprawnych, kluczowa jest składka na ZUS. Tutaj nastąpią zmiany - od 2016 roku wchodzą nowe przepisy, podnoszące oskładkowanie umów cywilnoprawnych. Od nowego roku pracodawca za "umowy śmieciowe" będzie odprowadzał składkę równą przypadkowi etatowej płacy minimalnej. Do tej pory pracownicy ze statusem studenta byli szczególnie pożądani na rynku pracy, właśnie ze względu na niskie koszty składek. Nowe prawo osobom bez etatu ma zapewnić większą pewność emerytury oraz innych świadczeń społecznych.

Osoby o statusie studenta do 26 roku życia obejmuje także darmowe ubezpieczenie zdrowotne. Szczegółowe zasady ubezpieczenia regulują przepisy ustawy z dnia 27 sierpnia 2004 roku, o finansowaniu świadczeń opieki zdrowotnej ze środków publicznych. Studenci podlegają obowiązkowi ubezpieczenia zdrowotnego i maja prawo do korzystania bezpłatnie ze świadczeń opieki medycznej w placówkach, które zawarły wcześniej umowę z Narodowym Funduszem Zdrowia.

"Plastikowi absolwenci"

Zapytaliśmy tegorocznych absolwentów z różnych uczelni, co sądzą o dalszym zapisywaniu się na studia - tylko dla przywilejów wynikających z posiadania plastikowej legitymacji studenckiej.

- Studenci, którzy zapisują się na kolejne swoje studia, korzystają niemal wyłącznie z dodatkowej - wrześniowej rekrutacji, na najmniej oblegane kierunki. Tylko po to, by nie zabierać miejsca innym studentom, którzy dopiero rozpoczynają swoją przygodę na szczeblu akademickim - mówi Karol, od trzech miesięcy absolwent UKSW.

- Polskie prawo na to pozwala, więc dlaczego nie korzystać? Jeżeli "plastikowi studenci" rejestrują się na kierunki, które nie mają zapełnionych list kandydatów - to nie uważam tego za przestępstwo - podkreśla Klara, która również trzy miesiące temu skończyła studia, ale formalnie znowu jest studentką.

- Najmniej obleganymi kierunkami są politologia, stosunki międzynarodowe, archeologia czy socjologia - wylicza Agata, absolwentka UMCS w Lublinie.

Nie wszyscy pozytywnie oceniają to popularne wśród młodych ludzi zjawisko.

- Zdaję sobie sprawę, że jest trudno, ze względu na zarobki, jakie dostają świeżo upieczeni absolwenci i dlatego szukają oszczędności. Ale prawda jest jednak taka, że od niczego się nie ucieknie - mówi Wojciech, tegoroczny absolwent UW. - Prędzej czy później, trzeba będzie płacić pełną cenę i pogodzić się z tym, że nie jest się już studentem.

- Problem leży w tym, ze po studiach ludzie nie zarabiają tyle, by móc pozwolić sobie na tzw. pełne wydatki - przyznaje Adrian, student UW. - Jeśli ci ludzie rejestrują się na kierunki, które cieszą się dużą popularnością, to potępiam to.

Brak konsekwencji

- Uczelnie nie mają możliwości prawnych zakazywania kandydatom zapisywania się na studia - tłumaczy WP dr Jacek Przygodzki, rzecznik Uniwersytetu Wrocławskiego. - Student ma swoje uprawnienia wynikające z ustawy "Prawo o szkolnictwie wyższym" i nie możemy ich ograniczać.

Co czeka osoby, które zapisują się na studia tylko dla faktu korzystania z legitymacji studenckiej?

- Jeżeli rzeczywiście ktoś decyduje się na taki krok, musi liczyć się z tym, że prędzej czy później zostanie skreślony z listy studentów - ostrzega Olga Basik z biura prasowego Uniwersytetu Warszawskiego.

- Możemy jedynie skreślać takie osoby z listy studentów, jeśli nie mają zaliczonego semestru z powodu niezadowalających wyników w nauce - wyjaśnia dr Przygodzki.

- Powodem skreślenia może być niedopełnienie obowiązków studenta, gdy student nie podpisze umowy z uczelnią, nie odbierze legitymacji studenckiej lub nie podpisze ślubowania lub niezaliczenie etapu studiów - wymienia Olga Basik.

Co na to studenci? Większość pytanych nie boi się i po skreśleniu z list zapewnia, że na studia zapisze się ponownie. Uczelnie nie mają możliwości zweryfikowania liczby osób, które zapisują się na studia wyłącznie dla zniżek.

Obopólna korzyść?

Wielu młodych ludzi, którzy zostają "plastikowymi studentami", uważa swoje działanie za nieszkodliwe. Takie osoby figurują na listach formalnie - w rzeczywistości są przecież nieobecne. Zapłacili, dostali się na wybrany kierunek, a w niechodzeniu na zajęcia nie widzą niczego złego. W końcu za pół roku zostaną skreśleni ze studiów.

- Nie obawiam się konsekwencji z jednego prostego powodu. Może to dziwne, ale uczelniom taki stan rzeczy jest na rękę. Nie wspominając o wykładowcach, którzy dzięki temu mają zapewnioną pracę i dochody, gdyż nie zamyka się wówczas kierunków ze zbyt niską liczbą chętnych studentów - broni się Karol, absolwent UKSW.

- Raczej można doszukiwać się w tym pozytywów, bo przecież umożliwiamy otwarcie takiego kierunku oraz dajemy pracę wykładowcom - dodaje w rozmowie z WP Klara.

- Nawet jeżeli uczelnie chciałyby wyciągnąć jakieś konsekwencję, to nie mają jak sprawdzić, czy rzeczywiście przyszłam na ten kierunek tylko po legitymację. Zawsze mogę powiedzieć, że po prostu się rozmyśliłam lub nie udało mi się pogodzić studiów z pracą albo miałam "ważne sprawy rodzinne" - tłumaczy Agata, absolwentka Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie.

Według studentów, dzięki zapełnianiu mało popularnych kierunków, utrzymywane są etaty profesorów, a mimo rosnącego niżu demograficznego, każdego roku dane dotyczące liczby przyjętych studentów drastycznie nie spadają. I na tym według "plastikowych studentów" zyskują uczelnie, które nie podejmują prób przeciwdziałania temu zjawisku.

- Przy każdej rekrutacji od studentów pobierana jest opłata w wysokości około 100 zł, niezależnie czy aplikujący dostanie się na studia, czy tez nie. Ponadto dochodzą oczywiste opłaty za indeks, wydanie legitymacji, więc może to kuriozum, ale uczelnia paradoksalnie także na nas dobrze zarabia - zapewnia Karol, absolwent Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego.

Młodzi ludzie zwracają też uwagę na fakt, że uczelniom zależy wręcz by mieć jak najwięcej studentów, bo od każdej przyjętej osoby, otrzymują dotacje z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. W ten sposób zamyka się błędne koło. "Plastikowi studenci" oszczędzają, a uczelnie wyższe zyskują.

*Ministerstwo nic nie zrobi *

"Ministerstwo nie jest w stanie kontrolować skali zjawiska zapisywania się na studia wyłącznie w celu zdobycia legitymacji i towarzyszących jej ulg. Nie ma też niestety narzędzi, które pozwoliłyby zapobiec takim działaniom" - odpowiedziało na nasze pytania biuro prasowe Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. - "Praktyki tego typu oceniamy jako naganne i nieetyczne. Studia to nie tylko prawa do rozmaitych ulg, ale przede wszystkim zdobywanie wiedzy, a także liczne obowiązki, z których nie wywiązują się „martwe dusze”. Ubolewamy nad faktem, że nadal na uczelniach dochodzi do podobnych zjawisk".

Tagi: wiadomości, gospodarka, najważniejsze, gospodarka polska
Źródło:
WP
komentarze
+1
+1
ważne
smutne
ciekawe
irytujące
Napisz komentarz