Zamiast z Rosji gaz może popłynąć z Polski. Dajemy szansę Słowacji na odcięcie "pępowiny"
Polska może stać się ważnym graczem na rynku gazu w regionie. Stara się przekonać sąsiadów, że wraz z całkowitym odejściem Unii Europejskiej od importu rosyjskiego paliwa to właśnie korytarz północny jest kluczem do odcięcia pępowiny Gazpromu. Trwają negocjacje ze Słowacją.
Polska kuje żelazo, póki gorące. Rozwijana nad Bałtykiem infrastruktura pozwala zwiększyć import gazu do kraju z możliwością dostarczania go do naszych sąsiadów. Od 1 stycznia 2028 r. obowiązywać będzie całkowity zakaz importu gazu z Rosji do państw Unii Europejskiej.
To szansa dla Polski, bo kraje, które wciąż korzystają z terminowej dyspensy i mogą sprowadzać rosyjskie paliwo poprzez gazociągi do końca 2027 r., jak Węgry i Słowacja, już muszą szukać alternatywnych dostawców.
Tu z pomocą przychodzimy my. – Jesteśmy zainteresowani tym, aby to Polska była kierunkiem, z którego popłynie gaz dla naszych sąsiadów – podkreśla w rozmowie z money.pl Sławomir Hinc, prezes Gaz-System.
Francuski milioner ostrzega Polaków. "Nie polecam"
Już w ubiegłym roku prezesi operatorów systemów przesyłowych Polski (Gaz-System) i Słowacji (Eustream) spotkali się w Bratysławie, by rozmawiać o możliwości wykorzystania dodatkowych wolumenów LNG, które mogłyby być dostarczane z wykorzystaniem terminali LNG, m.in. budowanej w Gdańsku pływającej jednostki FSRU.
Infrastruktura przesyłowa już umożliwia dostarczanie gazu z morza przez Polskę na Słowację istniejącym interkonektorem Polska-Słowacja.
Od lat mamy wybudowaną tę "autostradę" między naszymi krajami. Zgodziliśmy się ze stroną słowacką, że wspólne powinniśmy zachęcać do wykorzystania jej lepiej – zaznacza Hinc.
Przepustowość tego połączenia w kierunku z Polski na Słowację po rozbudowie wynosi 4,7 mld m sześc. rocznie.
W oficjalnym komunikacie prezes Gaz-Systemu podkreślał, że "koncentrujemy się na wzmacnianiu bezpieczeństwa dostaw gazu w regionie oraz pozycjonowaniu Polski jako strategicznego i konkurencyjnego punktu dostaw gazu ziemnego, w tym zwłaszcza LNG, dla krajów Europy Środkowo-Wschodniej".
Szansa na drugi jeszcze większy gazoport
Polska już wcześniej zaoferowała naszym południowym sąsiadom wsparcie w zróżnicowaniu importu. Nasze możliwości jako dystrybutora gazu na rynek państw Europy Środkowo-Wschodniej stale się powiększają.
Dokładnie rok temu, w styczniu 2025 roku, zakończyła się rozbudowa gazoportu w Świnoujściu, która pozwoli na import większej ilości gazu płynnego, a prace przy budowie pływającego terminala LNG w Zatoce Gdańskiej nabierają tempa. Zakończenie części lądowej planowane jest w 2026 r. – to wtedy gotowa będzie infrastruktura do przesyłu odebranego w Gdańsku gazu.
Jednak w ramach rozbudowy tzw. korytarza północnego (na który składa się gazociąg Baltic Pipe i gazoport w Świnoujściu, a także budowany gazoport w Gdańsku i już istniejące interkonektory ze Słowacją i Litwą oraz połączenia z Ukrainą) coraz poważniej rozważa się rozbudowę gdańskiego portu o dodatkową jednostkę FSRU (Floating Storage Regasification Unit).
To umożliwiłoby zwiększyć możliwości regazyfikacji płynnego LNG z zakładanych 6,1 mld m sześc. rocznie do nawet 10,6 mld m sześc.
– Duże zainteresowanie międzynarodowych uczestników rynku przepustowościami FSRU-2, widoczne w niewiążącym badaniu rynku w 2025 roku, pokazuje, że obrany kierunek jest właściwy – informuje prezes Gaz-Systemu.
Wstępne, niewiążące badanie, które w ubiegłym roku przeprowadziła spółka Gaz-System, wykazało, że zainteresowanie firm importem przez Polskę gazu LNG znacznie wzrosło. Firmy ze Słowacji, Czech, Litwy czy Ukrainy łącznie zgłosiły zainteresowanie ilością gazu dochodzącą do nawet 9 mld m sześc. To oznacza, że zapotrzebowanie na surowiec z Polski jest cztery razy większe, niż początkowo zakładano.
Jeszcze w pierwszym kwartale tego roku GazSystem ma przeprowadzić wiążące badanie, które da podstawy do decyzji o zamówieniu drugiej jednostki FSRU. Pierwsza ma zostać zwodowana w kwietniu 2026 r. w stoczni w Korei Płd. Jej odbiór nastąpi w trzecim kwartale 2027 r.
Odciąć rosyjską pępowinę
Słowacja importuje gaz wciąż przede wszystki z Rosji, obecnie głównie przez TurkStream. Wcześniej otrzymywała rosyjski gaz przez Ukrainę, a ta umowa tranzytowa wygasła 1 stycznia 2025 r. Jednak kontrakt pomiędzy słowacką spółką SPP a Gazpromem obowiązuje do 2034 r. i zakłada dostawy około 3,5 mld m sześc. gazu rocznie.
Wraz z końcem 2027 roku Bratysława będzie zmuszona znaleźć alternatywnego dostawcę. Mogłaby to zrobić już teraz, ale problem z porzuceniem rosyjskich dostaw jest polityczny. Premier Słowacji Robert Fico podobnie jak węgierski premier Viktor Orban jest zwolennikiem zacieśniania współpracy z Rosją.
Mało tego, w ubiegłym roku premier Robert Fico dziękował w Moskwie Putinowi za "za bezpieczne i regularne dostawy gazu".
Słowacja jest niemal w pełni zależna od importu błękitnego paliwa. Produkcja krajowa pokrywa zaledwie 1 proc. zapotrzebowania, które wynosi średnio 5 mld m sześc. gazu rocznie.
Choć Węgry i Słowacja miały trzy lata, aby zmniejszać zależność od Rosji, to wciąż nie poczyniły w tym kierunku znaczących kroków. Zasłaniały się bowiem argumentem o zagrożeniu bezpieczeństwa energetycznego. Tymczasem przez lata zarabiają na przerobie tańszego surowca. Polska mogłaby wypełnić lukę w naszej części Europy po gazie z Rosji.
Przemysław Ciszak, dziennikarz money.pl