Apel Tuska ws. pracy w upał wywołał emocje. Tak to tłumaczy

Premier Donald Tusk odniósł się na konferencji do porannego nagrania, w którym zaapelował do pracodawców w Polsce o skracanie pracy, umożliwianie pracy zdalnej i dodatkowe przerwy w związku z upałami. - W Polsce nie mamy dużych doświadczeń z takimi temperaturami. To nie są żarty - przyznał szef rządu. W środę temperatura dochodzi w Polsce do 40 stopni C.

Donald Tusk
Donald Tusk
Źródło zdjęć: © PAP | Radek Pietruszka
Bartłomiej Chudy

W środę IMGW wydał ostrzeżenia przed upałem dla niemal całej Polski (z wyjątkiem pasa wybrzeża i północnych rejonów Mazur oraz Podlasia). Alert najwyższego stopnia objął woj. podkarpackie, lubelskie, świętokrzyskie, łódzkie, śląskie i opolskie, a także części woj. mazowieckiego, kujawsko-pomorskiego, podlaskiego, lubuskiego, dolnośląskiego i małopolskiego.

Tusk tłumaczy się ze swojego apelu. "To nie są żarty"

Bardzo poważnie do sprawy podszedł premier Donald Tusk, który opublikował o poranku nagranie po przebieżce. - Wyobraźcie sobie osiem godzin pracy w upale, który może osiągnąć dzisiaj w całej Polsce blisko 40 stopni. I stąd mój gorący - dobre słowo dzisiaj - gorący apel do pracodawców, przede wszystkim, żebyście zadbali o swoich pracowników, współpracowników i o siebie. Jak macie klimę, nie oszczędzajcie jej dzisiaj - powiedział premier w nagraniu opublikowanym na platformie X.

Na późniejszej konferencji premier został zapytany przez dziennikarkę o to, czy przedkłada sprawę upałów nad inne - rosyjską rakietę w Polsce, ceny paliw, czy spięcie przyszłorocznego budżetu. W podobnym tonie wypowiadali się pod nagraniem internauci. Tusk stwierdził wprost, że jego apel, choć ujawniony w luźnej konwencji, "to nie są żarty".


WIDEO
Prezes giganta o kobietach w pracy. "Kompetencje są najważniejsze"


Mieliśmy do czynienia ze zgonem w ostatniej fali upałów w jednym z zakładów w Polsce. Sprawa jest bardzo poważna, (gdyż - red.) dotyczy prawie wszystkich (pracujących - red.) w Polsce. My nie mamy dużych doświadczeń z takimi temperaturami - powiedział Donald Tusk.

Rozporządzenie ws. pracy w upały wejdzie w życie... w styczniu

W dalszej części wyjaśniał, że apel do pracodawców ma związek z przyjętym rozporządzeniem ministra rodziny z 9 lipca ws. ogólnych przepisów bezpieczeństwa i higieny pracy, które wprowadza maksymalne wartości temperatury na stanowisku pracy. Zakłada ono, że pracę należy wstrzymać, gdy temperatura wynikająca z warunków atmosferycznych przekroczy 35 stopni w pomieszczeniu pracy (niezależnie od rodzaju wykonywanej pracy) lub 32 st. na otwartej przestrzeni (podczas prac ciężkich), chyba że względy technologiczne na to nie pozwalają.

To zobowiązanie dla pracodawców, ono wchodzi w życie dopiero za kilka miesięcy (11 stycznia - red.). Uznałem za konieczne zaapelować do wszystkich pracodawców, proszę ich by potraktowali to jako instruktaż - co można zrobić przy takim zagrożeniu, jakim jest praca w upale na otwartym powietrzu, rozgrzanej hali, biurowcu bez klimatyzacji - powiedział premier Tusk.

Odciął się też od sugestii, jakoby przedkładał sprawę pracy w upały nad inne, które pozostają w gestii rządu. - Nie chcę budować hierarchii spraw, że zdrowie z powodu upałów jest mniej ważne niż sprawa rakiety. W tej drugiej sprawie nie uciekałem od tematu, zabierałem głos na miejscu (upadku w Tarnawie-Kolonii - red.) - wyjaśnił szef rządu.

Wybrane dla Ciebie