Nie dostał wypłaty za 1636 nadgodzin. Pracował przez cały tydzień
Łodzianin wpracował 1636 nadgodzin w firmie oferującej m.in. kredyty, lecz pracodawca odmówił ich wypłaty. Po prawniczej batalii Sąd Okręgowy w Łodzi uznał, że pracownik ma otrzymać zaległe wynagrodzenie sięgające 120 tys. zł razem z odsetkami - podaje "Dziennik Łódzki".
Były kierownik ds. sprzedaży w firmie kredytowej w Łodzi po 32 miesiącach zatrudnienia, został zwolniony z powodu redukcji etatów. Nie otrzymał jednak wynagrodzenia za 1636 nadgodzin. Mężczyzna poszedł z tą sprawą do Sądu Okręgowego w Łodzi.
Jak podaje "Dziennik Łódzki" w tygodniu roboczym były kierownik miał każdego dnia po trzy godziny nadgodzin. Jego praca jednak się nie kończyła, bo kolejne cztery godziny pracował i w sobotę, i w niedzielę. Mężczyzna musiał brać nadgodziny, gdyż obowiązków miał tak dużo, że nie był w stanich ich wykonać od poniedziałku do piątku.
Zatankowaliśmy na rządowej stacji paliw. Tyle zapłaciliśmy
"Pracodawca stosował system kar w przypadku niezrealizowania przez kierowników oczekiwanych przez firmę celów. Gdy podobnie jak inni kierownicy zgłaszał przełożonym nadmiar obowiązków słyszał, że źle zarządza swoim czasem lub że takie są realia pracy" - zauważył sąd.
Cały tydzień "pod telefonem"
Dziennik zwraca uwagę, że kierownik nie tylko zarządzał sprzedażą kredytów, ale także zajmował się rekrutacją oraz rozliczaniem kilkunastu doradców. Codziennie o godz. 7 rano kierownik otrzymywał smsy "z infolinii" i miał godzinę na odpowiedź. Ostatnie wiadomości przychodziły po godz. 21.
"W weekendy musiał być dostępny pod telefonem. Czas pracy wydłużał się, bo sprzedawcy kredytów dostawali dodatkowe obowiązki - mieli sprzedawać umowy ubezpieczenia, pakiety prywatnej opieki medycznej, kursy językowe" - dodaje "Dziennik Łódzki". Pracodawca tłumaczył przed sądem, że pracownik miał świadomość dużej liczby obowiązków, lecz sąd uznał, że zrealizowanie zadań nie było możliwe w normatywnym czasie pracy.
Wyrok nie jest jeszcze prawomocny. Spółka zapowiedziała, że złoży odwołanie.
Źródło: dzienniklodzki.pl