włochy (strona 102 z 128)

Włochy: Kadafi:każdy naród może mieć reżim, jeśli tego chce

Przywódca Libii Muammar Kadafi powiedział w czwartek w Senacie Włoch, że "jeżeli naród chce mieć reżim dyktatorski", jest to "jego sprawa". W długim wystąpieniu mówił, że za rządów Saddama Husajna Al-Kaida nie miała prawa wstępu do Iraku. W ostatniej chwili w związku z protestami centrolewicowej opozycji prezydium Senatu postanowiło, że Kadafi wygłosi przemówienie nie w głównej Auli obrad, ale w mniejszej sali w sąsiednim gmachu Palazzo Giustiniani, należącym do izby wyższej. Libijski dyktator mówił, że często dyktator "robi coś dobrego dla swego narodu" . Przypominając, że Saddama Husajna oskarżano o to, że był dyktatorem, Kadafi zapytał: "A co wam do tego ? Czy wy jesteście Irakijczykami?". Następnie stwierdził: "Irak był fortecą przeciwko terroryzmowi, za Saddama Husajna Al-Kaida nie mogłaby tam wejść , teraz dzięki USA jest zaś otwartą areną dla niej i to działa na jej korzyść". "Jesteśmy przeciwko terroryzmowi i go potępiamy" - zapewnił Kadafi. "Ale - dodał - musimy starać się zrozumieć prawdziwe powody tego zgubnego zjawiska". "Musimy, jeśli to konieczne, prowadzić także dialog z diabłem by zrozumieć terroryzm" - podkreślił Kadafi. Wyraził opinię, że Stany Zjednoczone bombardując w 1986 roku Libię zachowały się jak Osama bin Laden. "Jaka jest różnica między atakiem Amerykanów w 1986 r. na nasze domy i akcjami terrorystycznymi bin Ladena"? - pytał. "Podczas gdy bin Laden nie ma państwa i stoi poza prawem, Ameryka to państwo z międzynarodowymi regułami" - zauważył. Kadafi dodał też: "Nie możemy być wszyscy tacy sami". "Co złego w tym, że Korea Północna chce być komunistyczna albo że Afganistan chce być w rękach mułłów?" - zapytał Kadafi. I powiedział: "Czy Watykan nie jest szanowanym państwem teokratycznym z reprezentacjami na całym świecie?". Sylwia Wysocka(PAP) sw/ ro/

Włochy: Prasa o wizycie Kadafiego: "przylot z dreszczykiem"

KZA) - Przywódca Libii Muammar Kadafi zagroził w środę lecąc samolotem do Rzymu, że jeżeli na lotnisku nie powita go premier Silvio Berlusconi, każe zawrócić maszynę i wróci do Trypolisu - ujawnił w czwartek włoski dziennik "La Repubblica". Tym samym - podkreśla gazeta - wieloletnia praca na rzecz ostatecznego pojednania między Libią a Włochami poszłaby na marne. To był przylot "z dreszczykiem" - odnotowuje dziennik, ujawniając kulisy znacznego spóźnienia Kadafiego i pospiesznej jazdy szefa włoskiego rządu na lotnisko Ciampino. Zgodnie z ogłoszonym wcześniej programem Berlusconi miał przywitać Kadafiego, bo takie było żądanie strony libijskiej. Jednak - jak twierdzi dziennik - premier Włoch w ostatniej chwili starał się uniknąć tej sytuacji i "nie przesadzić" z naruszaniem protokołu, a już na pewno nie ulegać tym żądaniom. Protokół nie przewiduje bowiem obecności prezesa rady ministrów na płycie lotniska. Dlatego w środowy poranek jego kancelaria podała, że z powodu bólu karku, na co uskarża się od dawna, Berlusconi nie pojedzie na lotnisko. Zdecydowano, że zastąpi go szef dyplomacji Franco Frattini. Tymczasem lecący do Rzymu Kadafi na wiadomość o tym, że Berlusconi nie będzie go witał na lotnisku, był gotów wrócić do Libii - relacjonuje "La Repubblica". Dlatego premier Włoch ostatecznie pojechał na Ciampino. (PAP) sw/ awl/ mhr/