Ponad 81 proc. Polaków w ciągu ostatnich 12 miesięcy zauważyło przynajmniej jedną rozbieżność między ceną promocyjną w sklepie, a tą na paragonie, mimo spełnienia warunków promocji. Co czwartemu ankietowanemu taka sytuacja zdarzała się często, zaś połowie od czasu do czasu lub rzadko – wynika z badania.
Promocja to dzisiaj najskuteczniejszy sposób na zachęcenie konsumenta do wizyty w sklepie. Ulega jej i kupuje niezaplanowane rzeczy aż niemal trzy czwarte konsumentów. Problem jest jednak z jej właściwym naliczaniem – czytamy w \"Rzeczpospolitej\".
DLA CIEBIEMorning Run Club by Opel Astra
Konsument podejmuje decyzję przy półce, kierując się ceną, którą uznaje za obowiązującą. Jeżeli na paragonie widzi inną kwotę, może być przede wszystkim zaskoczony i zastanawiać się, czy oferta została prawidłowo rozliczona – mówi w rozmowie z dziennikiem Robert Biegaj, ekspert rynku handlowego z Shopfully Poland.
– Jednorazowy przypadek część osób potraktuje jako pomyłkę, zwłaszcza gdy różnica zostanie szybko wyjaśniona. Jeśli jednak klient jest przekonany, że spełnił warunki promocji, może odczuć coś więcej niż stratę kilku złotych, tj. korzyść, która wpłynęła na wybór produktu, nie została w jego ocenie zapewniona – dodaje.
Jak informuje dziennik, problemem jest także to, że promocje są coraz bardziej złożone i trwają coraz krócej. Wymagają zeskanowania karty lub aplikacji, obowiązują "przy zakupach za minimum 50 zł" albo "przy zakupie 12 sztuk", działają w modelu "3 w cenie 2", dotyczą "wybranych smaków", "nie łączą się z alkoholem i wyrobami tytoniowymi" i mają swoje daty – czytamy w dzienniku.
– Do tego sieci muszą pokazać cenę promocyjną, regularną, najniższą z 30 dni przed obniżką, przeliczoną na kilogram lub litr, itd. Warunki uzyskania niższej ceny coraz częściej zajmują kilka zdań zapisanych mniejszą czcionką niż sama cena – mówi w rozmowie z "Rz" Paweł Jurowczyk, ekspert ds. strategii, AI oraz badań rynku. – Tymczasem uwaga klienta zatrzymuje się na największej liczbie na etykiecie lub plakacie. Ilu z nas, ilu z klientów w biegu uważnie czyta drobny druk? Gdy przy kasie cena się nie zgadza, winę naturalnie przypisujemy sklepowi – dodaje.
Sklepy zwracają uwagę, że klient, który robi zakupy w kilku sklepach, przenosi nawyki z jednego miejsca do drugiego i może odczytać cenę sąsiedniego produktu albo innego wariantu. Żadna z pytanych przez dziennik sieci nie chciała zabrać głosu oficjalnie.
źródło: "Rzeczpospolita"