Europa walczy z inwazją amerykańskich raków. Koszty idą w miliony euro

Pochodzące z Ameryki Północnej raki coraz szybciej opanowują wody w Holandii i Belgii. Inwazyjny gatunek niszczy roślinność, zjada jaja płazów i ryb, podkopuje brzegi oraz pogarsza jakość wody. Lokalne władze alarmują, że bez masowych odłowów ekosystemy mogą się załamać.

  Kosze połowowe wypełnione złowionymi rakami
Źródło zdjęć: © Getty | Carsten Koall
Malwina Gadawa
Dźwięk został wygenerowany automatycznie i może zawierać błędy

Chodzi przede wszystkim o gatunek Procambarus clarkii znany jako rak luizjański. To gatunek raka słodkowodnego pochodzącego z Ameryki Północnej. Jego naturalne ubarwienie jest czerwono-brązowe, ale wyhodowano też skorupiaka o ubarwieniu m.in. czerwonym, jasnoniebieskim, pomarańczowym.

Holandia i Belgia walczą z inwazją amerykańskich raków

Raki te dorastają do 15 cm długości. To gatunek bardzo odporny. Toleruje szeroki zakres warunków środowiskowych, w tym niski poziom tlenu i wysokie temperatury.

Wojna wykańcza gospodarkę? Tak kończyły potęgi w Europie

Rak luizjański od lat rozprzestrzenia się w Europie. Do środowiska trafił prawdopodobnie przez handel akwarystyczny, hodowle konsumpcyjne oraz celowe lub przypadkowe wypuszczenia.

W Holandii skala problemu jest szczególnie duża. Według szacunków w tamtejszych wodach mogą żyć już dziesiątki milionów inwazyjnych raków. Najbardziej dotknięte są podmokłe obszary zachodniej części kraju. Przyrodnicy opisują rowy i kanały, w których jeszcze kilka lat temu żyły ryby, żaby, traszki i owady wodne, a dziś pozostała głównie mulista woda i glony.

Raki te są niemal wszystkożerne. Zjadają młode ryby, ślimaki, owady wodne, jaja płazów oraz rośliny wodne. Poza tym przecinają pędy roślin szczypcami i wzburzają dno, przez co woda staje się mętna. W takich warunkach wiele rodzimych gatunków nie jest w stanie przetrwać.

Problem dotyczy też Belgii. W Regionie Stołecznym Brukseli coraz więcej raków obserwuje się między innymi w wodach w gminie Oudergem czy w rejonie Parku Ten Reuken.

Inwazja raków. Są szkody

Szkody nie ograniczają się do przyrody. Raki kopią nory w brzegach rowów, stawów i kanałów. Takie tunele mogą mieć nawet kilkadziesiąt centymetrów, a w niektórych przypadkach znacznie więcej. Osłabia to brzegi i zwiększa ryzyko zapadania się gruntu oraz uszkodzeń infrastruktury wodnej.

Władze lokalne próbują ograniczać liczebność populacji. W Holandii Rada Wodna regionu Delft rozpoczęła szeroko zakrojone działania odłowowe na wielu odcinkach wód. Koszty takich operacji idą jednak w miliony euro, a między władzami centralnymi i samorządami wodnymi trwa spór o to, kto powinien za nie płacić.

W Belgii stosuje się między innymi pułapki. Tam, gdzie zbiorniki są odizolowane, możliwe jest czasowe wypompowanie wody i usunięcie raków. Nie zawsze da się to jednak zrobić, szczególnie gdy staw lub kanał jest połączony z większym systemem wodnym.

Według szacunków potrzeba 13 milionów euro na ochronę środowiska wodnego i redukcję populacji raków do poziomu pozwalającego na ich kontrolę.

Przyrodnicy apelują, by nie wypuszczać raków akwariowych do środowiska i zgłaszać obserwacje inwazyjnych gatunków odpowiednim służbom lub platformom przyrodniczym.

Źródło artykułu:
Wybrane dla Ciebie