"Spodziewamy się spowolnienia wzrostu PKB do około 3,5% w 2019 roku. Będzie to efektem stopniowego schłodzenia gospodarek naszych głównych partnerów handlowych, a także słabnącej dynamiki wzrostu konsumpcji, spowodowanej wyhamowaniem wzrostu zatrudnienia w II połowie 2018 roku" - powiedział Starus w rozmowie z ISBnews.
Jego zdaniem, teoretycznie, Rada Polityki Pieniężnej (RPP) powinna rozpocząć w bieżącym roku cykl podnoszenia stóp procentowych, w miarę jak podnosić je będzie również Europejski Bank Centralny (EBC).
"Z drugiej jednak strony, sygnały płynące do tej pory z RPP były jednoznacznie gołębie, zaś sama Rada w przeszłości niejednokrotnie podejmowała decyzje o rozpoczęcia cyklu zacieśniania polityki monetarnej ze znacznym opóźnieniem wobec tego, co sugerowali ekonomiści, może się zatem okazać, że stopy pozostaną w bieżącym roku bez zmian. Inflacja powinna - naszym zdaniem - pozostać na poziomie zbliżonym do tego, który widzieliśmy w roku 2018, choć mogą zdarzyć się miesiące, gdy dotrzemy w pobliże górnej granicy celu inflacyjnego" - dodał.
Starus uważa, że inwestycje publiczne zapewne utrzymają się na dość wysokim poziomie, ponieważ mamy do wydania spore pieniądze z Unii Europejskiej, a czas na ich wydanie jest ograniczony. "Ponadto pamiętajmy, że 2019 to rok podwójnych wyborów, a co za tym idzie, spodziewać się możemy wzmożonego populizmu w zakresie wydatkowania środków publicznych" - powiedział Starus.
"Problemem może być fakt, że gros tych środków wydatkowanych jest na inwestycje infrastrukturalne, gdzie coraz częściej mamy do czynienia z niemożnością rozstrzygnięcia przetargów, z uwagi na znaczący rozdźwięk pomiędzy oczekiwaniami generalnych wykonawców, a budżetami inwestorów. W dobie mocno drożejących materiałów budowlanych i robocizny, przy potężnych brakach kadrowych, w sytuacji, gdy uprzednio podpisane kontrakty ciążą wykonawcom, a jak na razie nie widać szans na ich waloryzację, może się okazać, że - podobnie jak w minionych dwóch latach - wydamy mniej i niższa będzie efektywność tych wydatków, niż byśmy sobie tego życzyli" - podkreślił członek zarządu TU Euler Hermes.
Dodał, że w przypadku inwestycji prywatnych nie widzi większych szans na ich wzrost w sytuacji, gdy gospodarka globalna spowalnia, nabrzmiewa problem amerykańsko-chińskiej wojny handlowej, wskutek której rykoszetem dostaje Europa, w tym w szczególności Niemcy - nasz główny partner handlowy, a tuż za rogiem czai się Brexit, który potencjalnie spowodować może niemałe zamieszanie w wymianie handlowej Europy z Wielką Brytanią. W dodatku na naszym własnym podwórku mamy wciąż do czynienia z niestabilnością prawa, niską dostępnością siły roboczej, niepewnością co do kształtowania się cen energii.
"W tej sytuacji na inwestycje pozwolą sobie zapewne wyłącznie te podmioty, które konkretne projekty inwestycyjne wpisały w swoją długofalową strategię rozwoju, a kieszenie mają na tyle głębokie, że są w stanie kontynuować inwestycje mimo znacznego wzrostu niepewności. Innymi słowy, możemy liczyć na kontynuowanie projektów inwestycyjnych dużych graczy międzynarodowych. Nie liczyłbym natomiast na wzrost w zakresie inwestycji naszych rodzimych firm prywatnych" - wskazał Starus.
Według niego, kłopoty niemieckiej branży motoryzacyjnej, wynikające z konieczności dostosowania się do nowych norm w zakresie emisji spalin, zaowocowały spowolnieniem w III kwartale 2018 roku. Całe drugie półrocze minionego roku było zresztą dla gospodarki niemieckiej trudne.
"Sądzimy, że branża przezwycięży te kłopoty w I połowie 2019 r. Pomijając ten jednorazowy efekt, gospodarka niemiecka nadal pozostaje dość silna, ze szczególnym uwzględnieniem konsumpcji prywatnej, wynikającej z dużego i rosnącego dochodu rozporządzalnego niemieckich gospodarstw domowych" - prognozuje.
Jednocześnie podkreślił, że amerykańsko-chińska wojna handlowa zbiera swoje żniwo i wpływa negatywnie na niemiecki eksport, "wciąż jednak oceniamy, że Niemcy będą się rozwijać dość dynamicznie, co cieszy, jako że są naszym głównym partnerem handlowym".
"Europa jako całość spowolni w 2019 roku, nadal jednak rozwijać się będzie powyżej swojego długoterminowego potencjału. Narastać jednak będą napięcia w handlu międzynarodowym. Wzrost stóp Fed w 2018 r., a także zapowiedziane zacieśnienie polityki monetarnej ECB oznaczają wyższe koszty finansowania, a co za tym idzie - wzrost globalnej luki w finansowaniu handlu. Stąd spodziewać się możemy wzrostu liczby upadłości w większości liczących się gospodarek świata" - dodał.
Jego zdaniem, zatory płatnicze w Polsce z całą pewnością nie pomagają przedsiębiorcom, pamiętać jednak należy, że są one skutkiem, a nie przyczyną problemów w gospodarce.
"Oceniamy, że głównym problemem polskich przedsiębiorstw jest ich niewystarczająca rentowność i zdolność do generowania gotówki. Przez lata gros polskich przedsiębiorstw konkurowała wyłącznie ceną, korzystając przede wszystkim z niskich kosztów pracy. W ostatnich dwóch latach, w wyniku dramatycznych zmian, jakie zaszły na rynku pracy, a także z uwagi na rozmaite kłopoty sektorowe (silny wzrost cen materiałów budowlanych dotykający generalnych wykonawców, protekcjonizm uderzający w branżę transportową, koncentracja branży handlowej), marże w gospodarce stopniały, a zatem zmniejszyła się przestrzeń do konkurowania ceną" - powiedział Starus.
Dodał, że równocześnie przez wieloletnie zaniedbania w zakresie inwestowania w jakość produktów i efektywność pracy (automatyzacja, robotyzacja), wielu przedsiębiorców znalazło się w punkcie, gdy nie da się już rentownie działać w oparciu o dotychczasowy model biznesowy, a nie ma za co dokonać inwestycji w zmianę tego modelu.
"Jeśli nałożymy na to niestabilne otoczenie prawne oraz populizm gospodarczy rządzących, prowadzący do rozregulowania rynku (ostatni przykład to ceny energii - czy którykolwiek z przedsiębiorców, a nawet producentów energii wie, ile przyjdzie im płacić za tę energię w horyzoncie najbliższych 2 lat?), to mamy gotową receptę na powtórzenie ubiegłorocznego scenariusza, tj. wzrost gospodarczy prowadzący do wzrostu liczby upadłości. Taki nasz lokalny paradoks" - uważa Starus.
Spodziewa się on także pewnych turbulencji w przyszłym roku w niektórych sektorach.
"Z całą pewnością branża budowlana, również transport drogowy, handel (hurt i detal), częściowo także motoryzacja, bo niewątpliwie zastój w Niemczech w II połowie 2018 r. i Brexit w I połowie 2019 r. wpłyną na nią negatywnie" - dodał.
Jego zdaniem, niektóre inicjatywny ustawodawcze mają pozytywnych wpływ na gospodarkę, ale nie wszystkie.
"Mechanizmy typu 'split payment' z całą pewnością uszczelniają relacje gospodarcze, bo niewątpliwie daleko trudniejsze i bardziej kosztowne jest przy tego typu rozwiązaniach dokonywanie wyłudzeń podatku VAT. Co do relacji przedsiębiorców, to zapewne dla części z nich, tych, których stać na zamrożenie części gotówki na wydzielonym tylko na potrzeby podatkowe rachunku, jest to regulacja korzystna, bo poprawia bezpieczeństwo obrotu. Dla tych, którzy już przedtem mieli problemy z płynnością, 'split payment' jest natomiast gwoździem do trumny" - powiedział Starus.
"Rozmawiając z właścicielami małych firm, słyszymy niejednokrotnie, że znakomita część rozwiązań typu pakiet MŚP jest przede wszystkim produktem medialnym, bez większego realnego wpływu na codzienne życie przedsiębiorców, którzy muszą się zmagać z absurdalnymi niekiedy przepisami, częstymi i niczym nieuzasadnionymi kontrolami, masą papierologii. Dla MŚP dużo korzystniejsze byłoby pewnie, gdyby legislatorzy pozostawili otoczenie gospodarcze i prawne bez żadnych zmian choćby przez rok-dwa, żeby dało się cokolwiek zaplanować i wdrożyć, bo obecnie jest to szalenie trudne" - dodał.
Według niego, jeśli chodzi o "mały ZUS" i rozmaite ulgi, to jakiekolwiek rozdawanie publicznych pieniędzy tylko jednej grupie przedsiębiorców natychmiast zaburza rynek, na którym ta grupa przedsiębiorców działa.
DLA CIEBIEPrzetestował setki zawodów. Który wybrałby na start? - Wojciech Kaczmarczyk II Pierwsza praca #4
"Mogę się założyć, że ci, którzy zapłacą niższy ZUS, zaczną oddawać tę korzyść w postaci oferowania niższej ceny niż ci, którzy niższego ZUS-u nie płacą. Za jakiś czas ulga zniknie, a wtedy znikną również ci przedsiębiorcy. Problem polega na tym, że przedtem wykończą kilku innych, płacących ZUS na normalnych zasadach. W dłuższym terminie tego typu rozwiązania oceniamy jako niekorzystne dla gospodarki" - podsumował Starus.
Marek Knitter