Jak opisuje "Gazeta Prawna", analizy BBC oraz agencji Bloomberga pokazują powtarzalny schemat: wzrost wolumenu obrotu pojawiał się nawet na kilka minut przed wystąpieniami Trumpa lub jego wpisami w mediach społecznościowych. To wzmacnia pytania o dostęp części uczestników rynku do informacji poufnych.
Jednym z najgłośniejszych przykładów był 9 marca, kilka dni po rozpoczęciu konfliktu z Iranem. Gdy Trump ogłosił w CBS News, że działania wojenne są praktycznie zakończone, ceny ropy spadły o ok. 25 proc. Według źródła duże zakłady na spadek cen pojawiły się już 47 minut wcześniej, a amerykańska CFTC wszczęła dochodzenie.
Kolejne wątpliwości dotyczą platform predykcyjnych Polymarket i Kalshi oraz reakcji giełdy na zapowiedzi ceł. Obie platformy notowały wzmożoną aktywność przed decyzjami administracji, a Donald Trump Jr. jest z nimi powiązany jako inwestor i doradca.
WIDEOBłędy młodych inwestorów. "Zakochanie w spółce to prosta droga do strat"
Na tym nie koniec. Przed ogłoszeniem ceł przez prezydenta USA część urzędników sprzedała duże pakiety akcji, a po późniejszym zawieszeniu ceł indeks S&P 500 wzrósł o 9,5 proc.
Czarne chmury nad Republikanami
Działalność Donalda Trumpa wywołuje nie tylko kontrowersje, ale prowadzi również do spadku notowań polityka oraz Partii Republikańskiej. To efekt głównie drożejących paliw, co z kolei bezpośrednio wynika z wojny w Iranie i blokady cieśniny Ormuz.
Zdecydowana większość Amerykanów uważa, że prezydent USA Donald Trump ponosi odpowiedzialność za wzrost cen paliw po rozpoczęciu wraz z Izraelem wojny z Iranem. Jak wynika z badania Reuters/Ipsos, te nastroje mogą obciążyć Partię Republikańską przed listopadowymi wyborami połówkowymi do Kongresu.
Około 77 proc. zarejestrowanych wyborców uznaje w sondażu, że Donald Trump ponosi przynajmniej część odpowiedzialności za niedawny wzrost cen benzyny. Według badania Reuters/Ipsos pogląd ten podziela 55 proc. sympatyków Republikanów, 82 proc. niezależnych i 95 proc. głosujących na Demokratów.
Źródło: Gazeta Prawna, PAP