Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Cypryjska kopiarka dla spekulantów wchodzi do Polski. "To cienka czerwona linia" - ostrzegają eksperci

Cypryjska kopiarka dla spekulantów wchodzi do Polski. "To cienka czerwona linia" - ostrzegają eksperci

Fot. Fotolia

"Złap byka za rogi" - zachęca w reklamach cypryjska platforma foreksowa eToro. Kusi zyskami nie tylko ze spekulacji na ryzykownym rynku, ale także z prowizji od "zarządzania" środkami innych użytkowników. Problem w tym, że w Polsce "zarządzanie" to działalność ściśle licencjonowana, a za obracanie cudzymi pieniędzmi bez pozwolenia grozi grzywna nawet 5 mln zł. Czy da się na tym zarobić? Powierzyłem 100 tys. dolarów trzem spekulantom. Zysk po miesiącu okazał się marny.

eToro w reklamach chwali się, że ma 5 mln użytkowników w 140 krajach. Teraz cypryjska firma dostrzegła potencjał w Polsce. W informacjach prasowych jest mowa o nowym Facebooku dla inwestorów. Firma lubi też podkreślać swoją innowacyjność - wskazywać, że jest "start-upem", a nowych użytkowników przyciąga hasłem "Złap byka za rogi".

Prezes eToro, Yoni Assia, zapowiada WP money, że do końca roku broker zamierza pozyskać tysiące polskich spekulantów. Można przypuszczać, że nie tylko tych doświadczonych. W grę wchodzą także ci, którzy o rynku być może nie mają pojęcia, ale i tak chcieliby na nim zarobić.

W jaki sposób? Powierzając swoje środki innym użytkownikom. Nie chodzi jednak o wkładanie pieniędzy bezpośrednio do ich kieszeni, ale o dokładne kopiowanie transakcji. Ci, którzy "zarządzają" w ten sposób środkami, dostają z tego tytułu prowizję.

- Konstrukcja tego biznesu przypomina mi trochę Ubera. Jeżeli nie chce ci się zdobyć pozwolenia na taksówkę, to siadasz za kierownicą jako "uberowiec". Jeżeli zaś nie masz ochoty na to, by zdobyć licencję do zarządzania cudzymi pieniędzmi, robisz to za pośrednictwem takiej platformy - w ten sposób mec. Wojciech Chabasiewicz z kancelarii Chabasiewicz Kowalska i Partnerzy oraz autor bloga prawainwestora.pl odpowiada WP money na pytanie o działalność cypryjskiej spółki eToro.

Jak powierzyłem obcym spekulantom 100 tys. dolarów

"Od czasu dołączenia do eToro zarządzałem już aktywami innych użytkowników o wartości ponad 100 tysięcy dolarów. Uwielbiam pomagać innym, a przy okazji dostawać comiesięczną wypłatę. Wystarczy wiara w siebie i wytrwałość" - przekonuje mnie w reklamie jeden z użytkowników eToro.

Czy wiara w siebie i wytrwałość na pewno wystarczą, by decydować o tym, co stanie się z pieniędzmi innego użytkownika? Marcin Niewiadomski, prezes Domu Maklerskiego TMS Brokers: - Jest to działalność polegająca na zarządzaniu aktywami, która wymaga uprzedniego pozyskania licencji maklerskiej. Świadczenie usług tego typu bez zezwolenia jest obostrzone karą nawet pięciu milionów złotych - mówi.

Zostawmy chwilowo na boku kwestie prawne. Wszak ufam, że gracze polecający swoje usługi w serwisie eToro znają się na spekulacji.

Trzem z nich powierzam więc 100 tys. dol. (oczywiście wirtualnych). Sprawa jest bardzo prosta - po założeniu rachunku u cypryjskiego brokera przeglądam informacje o użytkownikach udostępniających swoje transakcje. Jeżeli któryś wzbudzi moje zaufanie, klikam w odpowiednią ikonę i powierzam mu część środków. Dodatkowo mogę ustawić tzw. stop-loss, a więc określić poziom strat, przy którym zostanę odpięty od danego użytkownika.

Od tej pory system kopiuje wszystkie jego transakcje na moim rachunku. Nie muszę każdorazowo ich akceptować. Gracz może "zakładać się" o kursy walut, surowców, giełdowych indeksów, a dokładnie to samo będzie działo się na moim koncie. Jeżeli np. on postawi część środków na wzrost kursu złota, proporcjonalna suma pieniędzy zostanie przeznaczona na ten cel z mojego rachunku. Nie muszę mieć włączonego komputera ani być zalogowanym do konta.

Po miesiącu zaglądam na rachunek. Szału nie ma. Trzech "zarządzających" moimi 100 tys. dolarów wypracowało w tym czasie 230 dol, a więc około 0,2 proc. zysku.

Zarabiają prowizje od obrotu na rachunkach

Na tym właśnie polega tzw. "social trading", czy raczej "social copying". Zapoczątkowane przez platformę Zulu Trade zjawisko nie jest jeszcze w Polsce rozpowszechnione. Polscy brokerzy forex bardzo ostrożnie podchodzą do tego tematu. Dzisiaj taką ofertę ma DM XTB. Co ciekawe, udostępnia ją za pośrednictwem cypryjskiego podmiotu Dub Investments Ltd., który na Cyprze posiada licencję na zarządzanie kapitałem. Spółka odmówiła WP money odpowiedzi, dlaczego nie oferuje tej usługi jako podmiot polski.

Cypryjską licencję ma też eToro. Jak podkreśla Yoni Assia, obejmuje ona całą Europę. W Polsce spółka nie uruchomiła swojego oddziału, a jest jedynie notyfikowana w Komisji Nadzoru Finansowego.

Taka "kopiarka" to teoretycznie propozycja dla graczy-amatorów, którzy mogą "podczepić się" pod swoich guru. Ci drudzy dostają z tego tytułu wynagrodzenie. Cypryjska firma nie daje jednak możliwości, by z usługi kopiowania korzystał posiadacz rachunku np. u polskiego brokera. Użytkownik musi założyć konto w eToro i przelać tam pieniądze.

Warto zwrócić uwagę na wynikający z tego szczegół. Otóż w przypadku eToro środki z tytułu prowizji za "zarządzanie" wypłaca nie bezpośrednio gracz (który kopiuje transakcje), a broker. Tzw. sygnał transakcyjny jest bowiem wysyłany nie od użytkownika do użytkownika, ale do platformy i dalej z platformy transakcyjnej - inaczej mówiąc, przechodzi przez eToro.

Prowizje są jednak uzależnione od wysokości środków "pod zarządzaniem" na rachunkach kopiujących. Jak podaje Yoni Assia, osoba udostępniająca transakcje do kopiowania, po przekroczeniu progu 300 tys. dolarów "pod zarządzaniem" dostaje 2 proc. rocznie, w wypłatach miesięcznych. Przy tym progu daje to dodatkowe 500 dolarów miesięcznie, bez względu na osiągane wyniki.

Andrzej Tomczyk, szef polskiego oddziału firmy brokerskiej Admiral Markets podaje przykład użytkownika z innej zagranicznej platformy MetaTrader: 3,8 mln dolarów "pod zarządzaniem", 940 kopiujących daje miesięczną prowizję na poziomie 28 tys. dolarów.

Chcesz spekulować? Rób to samodzielnie

Czy z punktu widzenia osoby, która kopiuje transakcje, jest to bezpieczne? - Taka usługa zapewne daje teoretyczne poczucie komfortu, tym bardziej że platformy mają możliwość oceniania takich "zarządzających", istnieją mechanizmy, żeby niektórych wyłączyć. W moim przekonaniu takie poczucie jest jednak złudne - mówi WP money Andrzej Tomczyk.

- Zarządzający kapitałem w instytucjach finansowych powinni legitymować się wiedzą i szeregiem "papierów". Podlegają kontroli nadzoru finansowego. Tutaj tego nie ma. Dlatego każdy, kto powierza w ten sposób środki, powinien mieć tego świadomość. To tak samo ryzykowne, jakby ktoś grał samodzielnie - podkreśla.

Yoni Assia w WP money zapewnia, że broker pilnuje tego, by każdy użytkownik wiedział, iż lokowanie środków na foreksie wiąże się z ryzykiem strat. Dodatkowo przekonuje, że każdy użytkownik, który udostępnia transakcje do kopiowania, dostaje punktację od 1 do 10, która pokazuje skalę ponoszonego przed niego ryzyka. - System nie pozwala skopiować tych, u których ocena ryzyka przekracza 8 - dodaje Yoni Assia.

- Szczerze mówiąc, nie trawię tego typu biznesów. Teraz nazywa się to copy-trading, wcześniej popularne było tzw. mam/pamm - Rafał Zaorski, doświadczony spekulant, który stworzył w Polsce ponad 8-tys. grupę osób Trading Jam Session, dzielących się ze sobą doświadczeniami, nie przebiera w słowach.

- Jeżeli ktoś jest najlepszy w spekulacji, to dlaczego nie zarabia samodzielnie, tylko czerpie dochody od amatorów, którzy mogą sobie nie zdawać sprawy z ryzyka? - mówi.

Według niego dla cypryjskiego brokera tego typu usługa oznacza po prostu większą liczbę użytkowników, większy obrót, a w więc wyższe zyski. - Jeżeli ktoś naprawdę chce próbować swoich sił w spekulacji na rynkach walutowych, powinien robić to samodzielnie, na własną odpowiedzialność i własnymi pieniędzmi. Może też być traderem w funduszu inwestycyjnym lub samemu taki tworzyć. Konsumenci niemający pojęcia o ryzyku, z jakim związana jest spekulacja, mogą dojść błędnie do wniosku, że kopiowanie "lepszych" traderów doprowadzi ich do pewnego bogactwa. Prawie perpetuum mobile spekulacji - uważa Rafał Zaorski.

I dodaje: - Co, jeśli przytrafi się sytuacja jak w "czarny czwartek" 15 stycznia 2015, a prędzej czy później wystąpi. Kto za to odpowie?

Jacek W. skazany. Według niego to był "social trading"

Gdy w ubiegłym roku pisałem reportaż "Pan Jacek z Lublina miał pomnażać pieniądze. Wszystkich spotkała boska kara za chciwość", skazany za prowadzenie działalności maklerskiej bez zezwolenia Jacek W. przekonywał, że nie robił nic innego, jak właśnie „social trading”. Sąd skazał go jednak na grzywnę (zamienioną później na prace społeczne), a sam bohater - który stracił kilkanaście milionów złotych swoich klientów - trafił na "czarną listę" nadzoru finansowego.

To pokazuje, że wspomniana przez mec. Wojciecha Chabasiewicza "uberyzacja" usług finansowych pozwala na wiele interpretacji prawnych.

- Cienka czerwona linia - tak Andrzej Tomczyk odpowiada na pytanie, czy mamy tu do czynienia z zarządzaniem cudzymi środkami. - Nie mam wątpliwości, że nosi to znamiona zarządzania, co w Polsce jest działalnością licencjonowaną.

Powstaje więc pytanie, czy osoby, które udostępniają transakcje do kopiowania i czerpią z tego korzyści (nawet pośrednio), nie narażają się na odpowiedzialność. Według mec. Patryka Przeździeckiego, specjalizującego się w sporach z brokerami na rynku forex, nie jest to wykluczone. Teoretycznie więc osoba, która straciła pieniądze kopiując transakcje, mogłaby dochodzić roszczeń od tej, która je udostępniała.

- Wykazanie przez osobę potencjalnie poszkodowaną braku zachowania wymaganego poziomu staranności i rzetelności po stronie użytkownika udostępniającego sygnały mogłoby stanowić słuszną podstawę dochodzenia roszczeń odszkodowawczych zarówno od osoby udostępniającej te sygnały, jak i od operatora platformy - mówi WP money mec. Patryk Przeździecki.

Zdaniem Przeździeckiego można to bowiem potraktować jako rekomendację inwestycyjną, która jest "skierowana do nieoznaczonego katalogu adresatów". Co do zasady, nie trzeba na to uzyskiwać zezwolenia KNF. Ale udostępnianie także i tego rodzaju rekomendacji pozostaje ściśle obwarowane choćby przepisami ustawy o obrocie instrumentami finansowymi.

Mec. Wojciech Chabasiewicz: - Sprawa z pewnością byłaby niezwykle ciekawa. Osoba, które czuje się poszkodowana, musiałaby dowieść, że drugi użytkownik zarządzał środkami bez odpowiedniej wiedzy i licencji, a do tego uzyskiwał z tego tytułu korzyści. Obrona starałaby się zapewne podbudować tezę, że kopiujący sam się na to zgodził, tymczasem sygnały do kopiowania bezpośrednio wysyłała licencjonowana platforma, a nie użytkownik. Pytanie, które argumenty by przeważyły - mówi prawnik.

Zjawisko "social tradingu" dostrzegł już europejski nadzór finansowy ESMA. - Nadzór wskazuje, że operator medium (np. strony internetowej) umożliwiającego zawieranie transakcji na rachunku klienta - bez ingerencji tego klienta w oparciu o sygnały wydawane przez osoby trzecie - świadczy usługi noszące znamiona zarządzania aktywami. Ale usługą zarządzania aktywami nie będzie już usługa, która będzie wymagała potwierdzenia przez klienta zawarcia każdej transakcji, lub każdorazowego określenia przez klienta parametrów tej transakcji. Natomiast działalność osób publikujących sygnały może nosić znamiona wydawania rekomendacji inwestycyjnych o charakterze ogólnym - mówi mec. Rafał Wojciechowski, dyrektor Działu Prawa Rynku Kapitałowego z kancelarii prawnej Sadkowski&Wspólnicy.

Jest różnica między brokerami z Cypru i z Polski

Wróćmy do 100 tys. dolarów, które ulokowałem u cypryjskiego brokera. Rzecz jasna to tylko środki na rachunku demonstracyjnym, a więc całkowicie wirtualne. Brokerzy uruchamiają takie konta, by użytkownicy mogli zapoznać się z ich funkcjonalnością.

Jednak każdy klient, który decyduje się powierzyć środki zagranicznemu brokerowi, powinien mieć świadomość, że istnieje zasadnicza różnica w porównaniu do firm zarejestrowanych w Polsce.

W największej mierze sprowadza się ona do różnicy w przepisach poszczególnych krajów. A one mogą mieć znaczenie na etapie ewentualnego sporu z brokerem. Problematyczna może okazać się nawet kwestia tego, gdzie powinien być rozpatrywany sądowy spór - teoretycznie polski konsument powinien mieć prawo do procesu w Polsce. Opisywany w WP money spór klientów z duńskim bankiem pokazuje jednak, że praktyka bywa zupełnie inna. A gracze nie mogą w takiej sytuacji liczyć na pomoc polskiego nadzorcy.

Komisja Nadzoru Finansowego zwracała uwagę na to, że każdy z tymi regułami powinien się zapoznać. - Na każdym kroku podkreślamy, jakie są różnice między brokerami zarejestrowanymi w Polsce, a zagranicznymi, którzy mają w Polsce swoje oddziały, bądź tymi, którzy tylko prowadzą działalność transgraniczną czy też zagranicznymi spoza Unii Europejskiej. (...). Szczegółowe informacje na temat działalności zagranicznych podmiotów można znaleźć na naszej stronie internetowej i naprawdę zachęcam każdego do tego, by się z nimi zapoznać - powiedział WP money Maciej Kurzajewski, nadzorujący rynek forex w KNF.
Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie
Stjopa
2017-05-16 10:24
Każdy ma świadomość że to bez ingerencji a co za tym idzie haraczu dla instytucji politycznych. Takie instytucje przyczyniają się w stopniu największym do niszczenia funduszy inwestycyjnych i straty pieniędzy przez ich klientów. Reglamentowanie usług doradczych do tych którzy mają papier jest zwyczajną mafią. Rynek sam ma weryfikować inwestorów i inwestycje.
kumi
2017-03-10 21:39
Kolejny raz mecenas Przeździecki pojawia się i namawia do walki z domami maklerskimi! A dopiero co zajmował się ACTA i prawami autorskimi....
malomalo
2017-03-04 18:13
Zgadza się dlatego nie wierze w te pozwy Patryka Przeździeckiego
Pokaż wszystkie komentarze (83)