Choć od zatrzymań w sprawie przetargu na drukarki dla Zakładu Ubezpieczeń Społecznych minęło już ponad 12 lat, proces wciąż nie rozpoczął się na dobre. Według prokuratury doszło do ustawienia zamówienia wartego 42 mln zł, jednak sprawa nadal czeka na rozpoznanie przez sąd.
Śledczy podejrzewali początkowo 14 osób, ostatecznie akt oskarżenia objął 13. Sąd umorzył postępowanie wobec pięciu z nich. Jak opisuje "Gazeta Wyborcza", 13 lipca pozostali oskarżeni mieli usłyszeć akt oskarżenia, jednak nie stawili się w sądzie.
Prokuratura: przetarg ustawiono pod jedną firmę
Postępowanie dotyczy przetargu ogłoszonego w kwietniu 2014 r. na zakup 3,3 tys. urządzeń, w tym drukarek i urządzeń wielofunkcyjnych. Wartość zamówienia wraz z serwisem i materiałami eksploatacyjnymi wynosiła 42 mln zł.
WIDEO"Na własne życzenie". Ekonomista nie zostawia suchej nitki na brexicie
Zdaniem prokuratury specyfikacja przetargu została przygotowana w taki sposób, aby odpowiadała ofercie konkretnej firmy, eliminując pozostałych uczestników rynku. W grudniu 2014 r. Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało 14 osób, wśród których znaleźli się urzędnicy Departamentu Zarządzania Systemami Informatycznymi ZUS, były członek zarządu Zakładu odpowiedzialny za informatykę oraz przedsiębiorcy związani ze spółką Arcus S.A., ubiegającą się o kontrakt.
Głównym zarzutem była zmowa przetargowa. Niektórym podejrzanym zarzucono również wyrządzenie szkody w obrocie gospodarczym, fałszerstwo oraz niedopełnienie obowiązków przez funkcjonariusza publicznego.
Mimo szeroko zakrojonej akcji CBA i licznych zatrzymań prokuratura nie wystąpiła o zastosowanie tymczasowego aresztowania. W ocenie śledczych zgromadzony materiał dowodowy oraz zastosowane środki zapobiegawcze były wystarczające.
Proces nadal nie wystartował
Akt oskarżenia trafił do sądu w 2018 r., jednak do dziś sprawa nie została rozpoznana. Po umorzeniu postępowania wobec pięciu osób przed sądem pozostało ośmiu oskarżonych.
Jak wynika z informacji "Gazety Wyborczej", prezes Sądu Rejonowego dla Warszawy-Żoliborza odmówiła udostępnienia akt sprawy, argumentując, że publikacja materiałów mogłaby negatywnie wpłynąć na tok postępowania. Na pytania dotyczące przyczyn wieloletniego opóźnienia nie udzielono odpowiedzi.
Jeżeli proces wkrótce się nie rozpocznie, część zarzutów może ulec przedawnieniu. Według informacji podanych przez "Gazetę Wyborczą" pierwsze przedawnienia mają nastąpić w 2029 r., kolejne przewidziano na 2034 i 2039 r.