Amerykańska scena polityczna podzielona po operacji w Wenezueli. Demokraci mówią o bezprawiu, Republikanie o historycznym przełomie
Schwytanie Nicolasa Maduro wywołało burzliwą debatę w Stanach Zjednoczonych. Demokraci oskarżają administrację Trumpa o nielegalne działania, podczas gdy Republikanie porównują operację do upadku muru berlińskiego.
Nocna operacja amerykańskich sił specjalnych w Wenezueli, która zakończyła się schwytaniem przywódcy tego kraju Nicolasa Maduro, spotkała się z diametralnie różnymi reakcjami na amerykańskiej scenie politycznej. Politycy Partii Demokratycznej w większości potępili działania administracji prezydenta Donalda Trumpa, określając je jako bezprawne i pozbawione uzasadnienia. Republikanie natomiast wyrażają entuzjazm, wskazując na historyczne znaczenie tej operacji.
Demokraci krytykujący interwencję w Wenezueli formułują zarzuty dotyczące przekroczenia uprawnień przez administrację prezydencką. Wskazują oni, że operacja została przeprowadzona bez wymaganej zgody Kongresu, a niektórzy porównują ją do kontrowersyjnej interwencji zbrojnej w Iraku. Głosy krytyczne płyną szczególnie od polityków Demokratów, którzy mają za sobą doświadczenie służby wojskowej.
Milioner szczerze do bólu. "Czułem się debilem"
Demokraci przywołują porównania do wojny w Iraku
Senator Ruben Gallego z Arizony, który jest weteranem wojny irackiej, zamieścił na portalu X ostry komentarz dotyczący operacji. Polityk stwierdził, że jest to druga nieuzasadniona wojna w jego życiu i że działania te są nielegalne. Gallego wyraził opinię, że Stany Zjednoczone z roli światowego stróża porządku przekształciły się w światowego tyrana, co uznał za wstyd dla kraju.
Kongresmen Jake Auchincloss, również posiadający doświadczenie wojskowe, ocenił że przeprowadzone uderzenie nie reprezentuje siły ani rozważnej polityki zagranicznej. Polityk zwrócił uwagę, że prezydent nie dysponuje uprawnieniami do ataku na Wenezuelę i nie przedstawił żadnej strategii demokratycznej transformacji tego kraju. Auchincloss podważył również wiarygodność administracji, przypominając że Trump ułaskawił skazanego za handel narkotykami prezydenta Hondurasu, co może zwiastować podobne potraktowanie Maduro.
Demokratyczny kongresmen wyraził także obawy o bezpieczeństwo obywateli amerykańskich przebywających w Wenezueli i całym regionie. Jego zdaniem operacja wysyła niepokojący sygnał do wpływowych przywódców na całym świecie, że atakowanie głowy obcego państwa stanowi akceptowalną praktykę w polityce rządu Stanów Zjednoczonych. Senator Andy Kim z New Jersey przypomniał natomiast, że przedstawiciele administracji Trumpa podczas wystąpień przed Kongresem zapewniali, iż USA nie dążą do zmiany reżimu w Wenezueli. Kim ocenił, że podjęte działania zaszkodzą międzynarodowej reputacji Stanów Zjednoczonych. Przywódcy Partii Demokratycznej w Kongresie jak dotąd nie odnieśli się oficjalnie do sprawy.
Republikanie mówią o nowym świcie dla Ameryki Łacińskiej
Politycy Partii Republikańskiej w przeważającej większości wyrazili poparcie dla działań prezydenta Trumpa. Przewodniczący Izby Reprezentantów Mike Johnson określił akcję militarną w Wenezueli jako zdecydowaną i uzasadnioną operację, która ma chronić życie obywateli amerykańskich. Johnson podkreślił, że Stany Zjednoczone nie będą dłużej tolerować sytuacji, w której przestępcze reżimy czerpią korzyści z wywoływania chaosu i zniszczeń na terenie USA.
Lider Republikanów w Senacie John Thune pozytywnie ocenił wysiłki prezydenta Trumpa zmierzające do zakłócenia niedopuszczalnego status quo w regionie. Thune uznał operację za ważny pierwszy krok w kierunku postawienia Maduro przed amerykańskim wymiarem sprawiedliwości w związku z zarzutami dotyczącymi przestępstw narkotykowych. Republikański senator wyraził przekonanie, że schwytany wenezuelski przywódca odpowie za przestępstwa, o które został oskarżony w Stanach Zjednoczonych.
Szczególnie entuzjastyczne reakcje można było zaobserwować wśród republikańskich kongresmenów reprezentujących Florydę, gdzie znajduje się największe w USA skupisko wenezuelskich emigrantów. Kongresmen Carlos Gimenez, który sam pochodzi z Kuby, porównał operację do upadku muru berlińskiego, określając ją jako odpowiednik tego historycznego wydarzenia na zachodniej półkuli. Gimenez napisał na portalu X, że jest to wielki dzień dla Florydy, gdzie mieszka większość wenezuelskich, kubańskich i nikaraguańskich uchodźców. Polityk zaznaczył, że reprezentuje właśnie tę społeczność i że jest ona przepełniona emocjami oraz nadzieją.
Kongresmenka Maria Elvira Salazar oznajmiła, że era narkoterroryzmu reżimu Maduro dobiegła końca. Polityczka wezwała prawowitych przywódców Wenezueli do przywrócenia wolności w kraju i rozpoczęcia procesu jego odbudowy. Senator Rick Scott ogłosił natomiast nastanie nowego świtu dla Wenezueli i całej Ameryki Łacińskiej, wyrażając optymizm co do przyszłości regionu po odsunięciu Maduro od władzy.
Źródło: PAP