Dane zachodnich think tanków pokazują, że Ukraina zużywała średnio 4 do 6 tysięcy pocisków artyleryjskich kalibru 155 mm dziennie, a przy intensyfikacji walk ta liczba rosła do nawet 9 tysięcy. Rok temu w w kampanii wyborczej ówczesny szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego gen. Dariusz Łukowski mówił w Polsat News, że istnieje prawdopodobieństwo, iż Polsce w obliczu zagrożenia wystarczyłoby amunicji jedynie na pięć dni. Czy coś zmieniło się od tamtego czasu? Rozmawialiśmy o tym w ostatnim odcinku "Biznes Klasy". Zobacz fragment rozmowy z prezesem PGM Niewiadów.
Spółka chce produkować 180 tysięcy sztuk amunicji 155 mm rocznie. W 2019 r. Works 11 (siedem lat temu przejął Zakład Produkcji Specjalnej Niewiadów) kupił zakład, który miał wtedy około 3 ha i kilka budynków. Dziś grupa odzyskała 120 ha i budynki, a także podpisała umowy na kolejne produkty potrzebne armii.
Prezes Adam Januszko zapewnia, że zgodnie z umową z inwestorem, który wyłożył 250 mln zł, z końcem czwartego kwartału 2026 r. spółka ma rozpocząć produkcję na dwóch liniach. Każda z nich ma mieć wydajność maksymalną 60 tys. sztuk rocznie. - Zamówiona jest też trzecia linia, która ma zostać dostarczona w przyszłym roku. - Nie zakładamy opóźnień, mamy też już pewną rezerwę czasową na to, żeby doprowadzić produkcję do skutku - zapewnia Januszko.
Jednocześnie prezes przyznaje, że polska armia nie zamawia jeszcze od spółki pocisków 155 mm. - Jeszcze nie zamawia w ogóle od nikogo tych pocisków. Na razie są umowy wstępne, myśmy zgłosili ofertę dostarczania i jesteśmy ujęci w rozmowach z Agencją Uzbrojenia - mówi.
Niewiadów liczy jednak, że popyt będzie większy niż możliwości krajowej produkcji. Januszko podkreśla, że spółka prowadzi rozmowy także z klientami w Europie i krajami nadbałtyckimi. - My odpowiadamy raczej na zawołanie i potrzeby rynku. To jest bardzo komfortowa sytuacja dla przedsiębiorcy, bo my nie musimy naszym produktem szukać odbiorcy. Odbiorcy są już zdefiniowani - mówi.