Bogactwo, które zrujnowało kraj. Wenezuela ostrzeżeniem dla świata
Wenezuela, posiadająca największe na świecie udokumentowane rezerwy ropy, doświadczyła jednego z najgłębszych spadków poziomu życia w nowoczesnej historii. W latach 2013–2023 stopa życiowa spadła tam o 74 proc., mimo ogromnego bogactwa surowcowego.
Choć Wenezuela dysponuje największymi na świecie udokumentowanymi rezerwami ropy naftowej, kraj ten stał się przykładem jednego z najbardziej dramatycznych regresów gospodarczych ostatnich dekad.
W latach 2013–2023 poziom życia Wenezuelczyków obniżył się o 74 proc., co – według Economics Observatory – było piątym najpoważniejszym załamaniem gospodarczym w nowoczesnej historii, niezwiązanym z wojną ani katastrofą naturalną.
Skala kryzysu znalazła odzwierciedlenie w hiperinflacji. Po dekadach relatywnej stabilności cen w 2018 roku inflacja sięgnęła 1,37 mln proc. W efekcie z kraju, który po II wojnie światowej przyciągał imigrantów z Europy i regionu, od 2014 roku wyjechało ponad 7,7 mln osób. Paradoksalnie, źródłem problemów stało się to, co miało być największym atutem państwa – ropa naftowa.
Nie gryzie się w język. "Na budowie najważniejsza jest modlitwa"
Przekleństwo zasobów i choroba holenderska
Już w pierwszej połowie XX wieku ropa zdominowała gospodarkę Wenezueli. W 1935 roku odpowiadała za ponad 90 proc. eksportu, prowadząc do zjawiska określanego przez ekonomistów jako "choroba holenderska". Szybki napływ dewiz osłabił inne sektory gospodarki, umocnił walutę i uczynił import tańszym niż produkcja krajowa, marginalizując przemysł i rolnictwo.
W 1960 roku Wenezuela współtworzyła OPEC, a w 1976 roku dokonała nacjonalizacji przemysłu naftowego, tworząc państwowy koncern PDVSA. Przez pewien czas spółka działała względnie profesjonalnie, co pozwoliło krajowi stać się jednym z najbogatszych w Ameryce Łacińskiej. Jednak już w latach 80., wraz ze spadkiem cen ropy, zaczęły się problemy fiskalne, korupcja i kryzys zadłużeniowy.
Punktem zwrotnym był tzw. Czarny Piątek w 1983 roku i późniejsze krwawe zamieszki z 1989 roku, wywołane reformami oszczędnościowymi narzuconymi przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Wydarzenia te podważyły zaufanie do tradycyjnych elit i otworzyły drogę do politycznej kariery Hugo Cháveza.
Populizm, PDVSA i załamanie instytucji
Gdy Hugo Chávez przejmował władzę w 1999 roku, Wenezuela produkowała około 3,4 mln baryłek ropy dziennie. Jego "rewolucja boliwariańska" opierała się na wykorzystaniu dochodów z ropy do finansowania rozbudowanych programów socjalnych.
Kluczowym momentem było jednak zniszczenie profesjonalizmu PDVSA – po strajku w latach 2002–2003 zwolniono ponad 18 tys. doświadczonych pracowników, zastępując ich lojalistami politycznymi.
Państwowy koncern stał się narzędziem finansowania rządu, a nie przedsiębiorstwem inwestującym w produkcję. Równolegle przejmowano prywatne firmy i projekty zagranicznych koncernów, takich jak ExxonMobil czy ConocoPhillips. System kontroli walutowych stworzył pole do korupcji, którą Economics Observatory szacuje na ok. 300 mld dolarów.
Po śmierci Cháveza w 2013 roku władzę przejął Nicolás Maduro, a kolejny spadek cen ropy w 2014 roku obnażył całkowitą niewydolność modelu gospodarczego. W przeciwieństwie do Norwegii, która odkładała dochody z ropy w funduszu majątkowym, Wenezuela nie miała rezerw finansowych. Dodruk pieniądza i sztywna kontrola cen doprowadziły do hiperinflacji, niedoborów żywności i leków oraz dramatycznego spadku produkcji ropy – do 654 tys. baryłek dziennie w 2021 roku.
Choć sankcje USA nałożone w 2017 i 2019 roku pogłębiły problemy sektora, wielu ekonomistów podkreśla, że kryzys rozpoczął się znacznie wcześniej – wraz z demontażem instytucji państwowych, populizmem i podporządkowaniem gospodarki interesom wąskiej elity. Przypadek Wenezueli pokazuje, że nawet największe bogactwa naturalne mogą stać się drogą do cywilizacyjnego regresu, jeśli towarzyszy im rozkład państwa prawa.
Źródło: PAP