Trwa ładowanie...
Notowania
Przejdź na
Mateusz Madejski
Mateusz Madejski
|

Brexit i jego zaskakujący skutek. W marketach puste półki, więc Brytyjczycy idą do polskich sklepów

331
Podziel się:

Gdy Polacy zaczęli masowo wyjeżdżać na Wyspy, jak grzyby po deszczu powstawały sklepy z towarami z Polski. Paradoksalnie, po brexicie popularność takich miejsc rośnie - także wśród rodowitych Brytyjczyków. - W Tesco puste półki, w Sainsbury’s tak samo. A u Polaka wszystko jest - słyszymy.

Brexit i jego zaskakujący skutek. W marketach puste półki, więc Brytyjczycy idą do polskich sklepów
Puste półki w marketach w Wielkiej Brytanii. Polskie sklepy na razie tego kłopotu nie mają (East News, Grant Favley, LNP, shutterstock)

Od kilku już tygodni brytyjskie media żyją pustkami na sklepowych półkach. Po brexicie coraz trudniej o kierowców, więc nie ma kto dowozić dostaw. Towarów brakuje w sklepach czołowych sieci, jak Tesco czy Sainsbury’s.

Co z polskimi sklepami, których na Wyspach są przynajmniej dziesiątki? - Puste półki? U nas wszystko jest, co najwyżej brakuje jakiś pojedynczych sztuk towarów, ale to nic, czym można byłoby przejmować - słyszymy w londyńskim sklepie Ziarenka.

Zobacz także: Obecność Polski w UE "nie za wszelką cenę"? Izdebski: To nie Ziobro o tym zdecyduje

- Nic nie brakuje, wszystko dostajemy na czas - słyszymy od właścicielki sklepu Polka Polish Deli. To samo mówią pracownicy londyńskiego sklepu "Maciek".

Puste sklepy, ale nie te polskie

Gdy media na Wyspach obiegają zdjęcia pustych półek, polskie sklepy publikują na swoich profilach społecznościowych coraz więcej ogłoszeń i reklam. "Zapraszamy, u nas wszystko jest" - zachęcają.

Polskie sklepy w Wielkiej Brytanii mają ciągle pełne półki

Właściciele sklepów coraz częściej goszczą zresztą Brytyjczyków, którzy z Polską do tej pory nie mieli zbyt dużo do czynienia. Na przykład właścicielka Polka Polish Deli przyznaje, że coraz więcej bywa u niej rozzłoszczonych klientów brytyjskich sieci, którzy wracają z pustymi koszykami z dużych marketów. W polskich sklepie mogą dostać natomiast bez problemów czy to owoce i warzywa, czy mleko, czy nawet papier toaletowy.

"Efekt brexitu". Przychodzi Anglik do polskiego sklepu

- Gdyby ktoś tylko kiedyś powiedział Brytyjczykom, że po brexicie będą musieli robić zakupy w polskich sklepach.... - mówi z ironią właścicielka jednego z londyńskich sklepów z polską żywnością. Przyznaje, że angielscy klienci mówią, że "u Polaka jest wszystko".

Czemu polskie sklepy nie cierpią na razie na brak dostaw, choć problemy mają wielkie brytyjskie sieci? Większość polskich sklepów sprowadza bowiem produkty bezpośrednio z Polski.

- Współpracuje z hurtowniami z Goleniowa czy z Lublina. Dostawy potrafią być ekspresowe. Potrafię w niedzielę zamówić, a w środę już mieć towar - słyszymy od właścicielki Polka Polish Deli. Inni szefowie sklepów mówią zwykle to samo. Zamawiają produkty w polskich hurtowniach, które wożą na Wyspy polscy kierowcy.

Sklepy z polskimi produktami mają jeszcze jedną przewagę. Zwykle są to małe, osiedlowe punkty. Stosunkowo łatwo je więc zaopatrzyć.

Tymczasem sytuacja wielkich sieci jest znacznie trudniejsza. Potrzebują one gigantycznych dostaw, które mają realizować brytyjscy kierowcy. A z tymi jest coraz większy kłopot. Media na Wyspach szacują, że w branży transportowej może brakować nawet 100 tys. pracowników.

Problem z pracownikami był już zresztą przed brexitem. Jednak teraz firmy mają zdecydowanie więcej kłopotów, bo niełatwo ściągnąć do pracy ludzi z Polski, Bułgarii, Węgier czy Rumunii.

Eksperci raczej nie przewidują, by pustki na półkach prędko zniknęły z brytyjskich sklepów. - Nie sądzę, żeby się to poprawiło. Będziemy mieli braki jeśli chodzi o jedzenie - powiedział niedawno Ian Wright, szef brytyjskiej Federacji Żywności. Dodał jednak, że będzie to raczej "jeden z problemów pierwszego świata". Nie będzie bowiem raczej tak, że Brytyjczycy zupełnie nie będą mieli dostępu do jedzenia czy wody. Jednak może stale brakować konkretnych produktów, z którymi do tej pory kłopotu nie było.

Czy polscy przedsiębiorcy z Wysp boją się, że w pewnym momencie i ich dotkną problemy? Z naszych rozmów wynika, że najbardziej boją się chaosu prawnego spowodowanego brexitem.

- Już teraz jest tak, że na przykład Kreta w żelu możemy sprzedawać. Ale już sprzedaż Kreta w granulkach jest zakazana przez urzędy sanitarne. Wciąż Brytyjczycy negocjują z Unią reguły wwozu wielu produktów, w tym tych żywnościowych. Tu regulacje mogę być dla nas mocno kłopotliwe - mówi nam właścicielka polskiego sklepu na Wyspach.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(331)
wystarczy
rok temu
W Angli jest straszna pogoda i straszne żarcie .
dobrze im tak...
rok temu
Wszystko jest kolejki na stacjach benzynowych i wojsko .
Pan Komment
rok temu
...w którymś z artykułów ktoś napisał, że Boris Johnson jest sługusem Rothschildow, tak to jest jak przeciętna hołota wybiera polityków, którzy później służą milionerom przeciw hołocie, która ich wybrała...
Kiki
rok temu
głupio to proponować, ale może mogliby przekwalifikować cześć z tego nadmiaru lekarzy i inżynierów , których posiadają
P..
rok temu
Bzdury. Żyje w Anglii ponad 10 lat. Podczas ostatnich zakupów w Tesco nie udało mi się kupić jedynie mleka w proszku. Znaczy było, ale nie to które zawsze kupuję. Może się zdarzać że w pojedynczych sklepach przejściowo są braki, ale nie na skalę opisywaną w artykule.
...
Następna strona