Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
Rządowe stanowisko w sprawie darmowej kranówki w restauracjach zmienia się jak w kalejdoskopie. Przepisy pojawiają się i znikają, żeby – być może – wkrótce znowu wrócić. Wszystko to wygląda jak administrowanie kryzysowe w imieniu biznesu. Rządzący wolą nie dopuszczać do zmian, które mogłyby wyjść na korzyść klientów. No chyba że w internecie wybuchnie burza, wtedy zostaje odpalony PR-owy protokół damage control. W tle tego wszystkiego pobrzmiewa temat być może jeszcze ciekawszy – wszyscy przepłacamy kilkusetkrotnie za wodę butelkowaną, która ma bardzo zbliżone parametry do kranówki.
Nowe przepisy były odpowiedzią na unijne regulacje mające na celu zmniejszenie plastiku w obiegu. Rozporządzenie zwane "PPWR" (od Packaging and Packaging Waste Regulation) nie nakładało jednak na kraje obowiązku wprowadzenia twardego nakazu darmowej wody w knajpach. W artykule 46 ust. 6 czytamy, że "państwa członkowskie zachęcają restauracje (…) do podawania swoim klientom, tam gdzie to możliwe, wody z kranu nieodpłatnie lub za niewielką opłatą w naczyniach wielokrotnego użytku lub wielokrotnego napełniania". Członkowie wspólnoty mogą więc oferować nieodpłatną kranówkę, ale nie muszą.
WIDEOWycofali się darmowej kranówki. Ministra nie kryje zdziwienia
Co ciekawe, w pierwszej wersji polskich przepisów (sprawę regulować miała ustawa o odpadach) nie było bezpłatnej wody. Jak relacjonuje na portalu prawo.pl Michał Kosiarski, dziennikarz i radca prawny, politycy dopisali ten przepis po uwagach strony społecznej. Okazało się jednak, że biznes ma kartę bijącą.
Rozwiązanie to jest postrzegane jako przykład tzw. gold-platingu (to proces tworzenia prawa "powyżej" wymogów nakładanych przez UE) oraz nadmiernej regulacji, ingerującej szczegółowo w sposób obsługi klienta. Jednocześnie rodzi ono dodatkowe koszty operacyjne i pozostawia szereg wątpliwości praktycznych – pisał w interpelacji poseł Robert Dowhan z Koalicji Obywatelskiej.
"Kwestia naczyń – czy szklane, czy plastikowe? Plastikowe, to co z utylizacją, a szklane to co z myciem i suszeniem? Wystawiać paragon zerowy, usługę? Co z kosztami? Czy klient musi coś zamówić? Czy tylko usiąść w restauracji? Jakie kary będą za brak podania wody? Czy kranówka w każdym mieście jest taka sama? Mówi się, że na jedną osobę musi być pół litra wody. A jak będzie mniej nalane, to kara, a więcej to doliczyć do rachunku?" – ironizował.
Te argumenty powracają regularnie
Trudno takie stanowisko uznać za coś innego niż lobbowanie po stronie biznesu restauracyjnego lub biznesu producentów wody butelkowanej. Na dalszym etapie procesu legislacyjnego ministra klimatu i środowiska podjęła decyzję o usunięciu regulacji w tym zakresie z projektu ustawy.
Argumenty z "nadmiernej regulacji, ingerującej szczegółowo w sposób obsługi klienta", która ma rodzić "dodatkowe koszty operacyjne", powracają regularnie.
Podobne głosy pojawiły się podczas wprowadzania zakazu palenia w knajpach z 2010 r. Nie udało mi się znaleźć recenzowanych badań odnoszących się konkretnie do polskiego przypadku. Jednak metaanaliza autorstwa grupy badaczy pod wodzą Laury Cornelsen, która ukazała się w renomowanym czasopiśmie naukowym Addiction w 2014 r., nie wykazała wpływu podobnych zakazów wprowadzanych między innymi w Stanach Zjednoczonych, Australii i Ameryce Południowej na obroty czy zatrudnienie w sektorze restauracyjnym. Wróćmy jednak do kranówki.
Po internetowej nawałnicy, która przetoczyła się w tej sprawie, ministerstwo nie wyklucza powrotu regulacji, tylko… w innej ustawie.
A czy argumenty "probiznesowe" są zupełnie bez sensu? Nie – obecnie część restauratorów kupuje hurtowo wodę i sprzedaje ją z bardzo wysoką, kilkusetprocentową marżą. Jeśli zostaną jej pozbawieni rzeczywiście mogliby stracić część dochodu. Jest jeszcze jeden wiarygodny argument – otóż klient, który dostanie darmową wodę i ugasi pragnienie, rzadziej sięgnie po inny napój.
Rzecz jest jeszcze w czymś innym. Dlaczego decydenci mieliby się bardziej przejmować interesami branży gastronomicznej niż interesami klientów? Na tym też zasadza się część społecznego gniewu. Konsument wie, że szefowie knajp raczej nie biedują. Inaczej ma się sprawa w przypadku ich pracowników.
Klienci i tak dopłacą do rachunku, ale długofalowo to się opłaci
W przypadku wejścia w życie tego typu przepisów restauratorzy, chroniąc się przed utratą potencjalnych zysków, prawdopodobnie podwyższyliby ceny innych oferowanych przez siebie dań lub napojów. Niestety, tak to działa – przedsiębiorca niemal zawsze przerzuci koszty na ostatecznego konsumenta. I dzieje się tak do momentu, aż ten ostatni ograniczy zakupy. Potencjalne podwyżki byłyby jednak jednorazowe, a pół litra wody zostałoby z nami na lata. W dłuższej perspektywie klient – prawdopodobnie – byłby więc na plus.
To teraz najciekawsza kwestia, sprawa wody butelkowanej. To właśnie ten biznes ma "przyciąć" unijna polityka. I… słusznie, ponieważ woda w butelkach jest scamem (oszustwem - red.) zbliżonym do suplementów diety. Co mam na myśli? Chodzi o to, że jej "jakość" jest w zasadzie nieodróżnialna od kranówki. A cena jest do kilkuset razy wyższa! Litr kranówki kosztuje około 1-2 gr, litr wody butelkowanej około 1,5-3 zł.
Bynajmniej nie jest to jedynie opinia. "Woda kranowa zapewnia takie same wyniki nawadniania jak woda butelkowana, bez klinicznie istotnych różnic w markerach fizjologicznych" - piszą naukowcy pod wodzą Jakuba Grabowskiego w polskim czasopiśmie naukowym "Quality in Sport". Dodają, że woda butelkowana może narażać na spożycie mikroplastiku uwalnianego z opakowań PET.
Jeszcze ciekawsze wnioski przynosi analiza dr inż. Ewy Bień z Politechniki Częstochowskiej. "Z kranów w polskich domach płynie woda, która, zgodnie z danymi Głównego Inspektoratu Sanitarnego, w 99,9 proc. przypadków spełnia wszystkie wymagania jakościowe i jest znacząco tańsza od najpopularniejszych marek butelkowanych" – pisze badaczka.
"W zależności od przyjętego wariantu kalkulacji cena wody butelkowanej jest średnio około 230-340 razy wyższa od ceny wody wodociągowej. Roczny koszt spożycia 2 decymetrów sześciennych wody dziennie przez jedną osobę wynosi orientacyjnie:
- woda z kranu, liczona według ceny samej wody: od ok. 3,72 zł w Częstochowie do ok. 5,48 zł w Katowicach,
- woda butelkowana popularna: ok. 1270 zł,
- woda butelkowana premium: ok. 1680-1940 zł.
Tak wynika z analizy "Woda z kranu czy woda butelkowana? Cena, jakość i ślad środowiskowy w świetle ostatnich danych". Zdaniem Ewy Bień kranówka ma również tę przewagę, że jest częściej badana. Woda butelkowana z kolei ma 160 razy większy ślad węglowy niż ta z kranu.
Chociaż niektóre wody mineralne rzeczywiście są zalecane przez lekarzy przy pewnych schorzeniach jako uzupełnienie istotnych mikroelementów, to dla większości z nas zupełnie wystarczy kranówka.
Podsumujmy – rząd zrezygnował z przepisów pozwalających klientowi na darmowe pół litra kranówki. Stanął tym samym po stronie zysków biznesu, który zarabia na sprzedawaniu nam wody butelkowanej, która się w zasadzie niczym nie różni od kranówki poza tym, że jest kilkaset razy droższa. I ma ponad stukrotnie większy ślad węglowy. Nie wygląda to na optymalne zarządzanie zasobami dla dobra wspólnego.