Andrzej Sośnierz, dziś członek Rady Zdrowia przy Prezydencie RP, twierdzi, że propozycje resortu dot. wprowadzenia m.in. limitu wynagrodzeń nie usuwają źródeł problemów systemu.
- To tylko nieporadne próby poprawy, a nie reforma. Próbujemy leczyć gorączkę, a nie zapalenie płuc - powiedział w wywiadzie dla Portalu Samorządowego.
W jego ocenie ustawowe limity łatwo będzie ominąć, a część głośnych przykładów ma wynikać z fikcyjnego spełniania wymogów kadrowych. - Minister walczy z fikcją - ocenił, wskazując na presję wymagań stawianych placówkom.
WIDEOTego AI wciąż nie potrafi. Neurobiolożka wyjaśnia dlaczego
Komuno, wróć
Były szef NFZ uznał też, że projekt powstał w pośpiechu po aferze w warszawskim Szpitalu Południowym, by pokazać reakcję państwa. Jednocześnie zwrócił uwagę na brak stanowczej reakcji właścicieli i kierownictw placówek, które w pierwszej kolejności powinny sprzeciwiać się nadmiernym wypłatom. Najmocniej skrytykował jednak kierunek centralizacji.
- Jeżeli rządzący naprawdę chcą wrócić do totalnie scentralizowanego tzw. siemaszkowskiego modelu ochrony zdrowia (stworzonego w ZSRR przez radzieckiego lekarza Nikołaja Siemaszko - red.) i regulować wszystko, to niech otwarcie o tym powiedzą. Nie udawajmy, że budujemy społeczną gospodarkę rynkową - swoją drogą zapisaną w konstytucji - tylko wróćmy do poprzedniego ustroju. Po prostu, komuno wróć! - mówił.
Zdaniem Sośnierza klucz leży w finansowaniu i wycenach świadczeń, a nie w administracyjnym pilnowaniu płac. Proponuje m.in. decentralizację poprzez regionalne kasy chorych, usamodzielnienie 16 oddziałów NFZ, likwidację centrali i powrót Urzędu Nadzoru Ubezpieczeń Zdrowotnych.
Dlaczego decentralizacja ubezpieczycieli jest tak ważna? - Żeby mieć porównanie. Jedni negocjują tak, drudzy inaczej, jedni lepiej, inni gorzej. I jeśli ktoś przesadzi, od razu będzie widać. Będzie też widoczne, że niektóre procedury można wykonywać taniej i że gdzieś doszło do dziwnego przeszacowania. To wszystko w krótkim czasie doprowadzi do spadku cen tam, gdzie są one jakoś wywindowane i do wzrostu tam, gdzie są niedoszacowane - przekonywał.
- Kolejną konsekwencją będzie to, że wyniki tych negocjacji cenowych będą się stopniowo zbliżać pomiędzy poszczególnymi kasami. Dzięki decentralizacji kas chorych będzie można porównywać stawki w różnych kasach. Dobre przykłady będą upowszechniane, bo każdy z regionalnych, konkurujących ze sobą ubezpieczycieli będzie chciał, żeby jego pacjenci mieli jak najlepsze warunki leczenia - dodał.